„Cyberpunk 2077: Bez przypadku” napawał mnie nadzieją, zważając na to, że tę książkę napisał Rafał Kosik i wydał w swoim własnym, dość wymagającym wydawnictwie. Niestety, nie było to najbardziej udane spotkanie. Dlaczego?

Sprawdx recenzje innych cyberpunkowych książek: „Ciosy zagłady” | „Cyberpunk girls” | „Underground”
To miał być jeden skok
Sześcioro nieznajomych musi wspólnie wykonać niemożliwy skok. Night City jednak nie ułatwia im sprawy.
Swoją przygodę z twórczością Rafała Kosika zaczynałam od „Verticalu”, który kompletnie mi się nie spodobał. Późniejsze spotkanie, takie jak na przykład lektura jego „Różańca” przekonały mnie, że to jednak autor, który naprawdę potrafi pisać; po prostu tamta powieść nie była dla mnie. Dlatego miałam nadzieję, że jeśli ktoś taki, jak on weźmie się za pisanie książki na licencji growej to powstanie z tego coś po prostu dobrego. Niestety, moim zdaniem nie wyszło. „Cyberpunk 2077: Bez przypadku” okazało się dla mnie zupełnie nietrafioną lekturą.

„Cyberpunk 2077: Bez przypadku” na początku mnie zainteresował
Początkowo poczułam się całkiem zainteresowana. Zwykle książki na licencji, które czytałam, były tłumaczeniami, przez co ich styl był bardziej płaski, niż ten, który pojawia się w tej powieści. Jednak co oryginał to oryginał i to dało się wyczuć. Jednak im dalej w las, tym było gorzej. Moje zainteresowanie historią bardzo szybko zaczęło opadać.

Nie znalazłam niczego dla siebie
Nie znalazłam w tej historii niczego dla siebie i koniec końców, wydaje mi się bardzo syntetyczną historią, w której brakuje „życia”. Nie wciągnęła mnie ta historia ani fabularnie, ani pod kątem kreacji bohaterów, ich relacji itd. Czytałam, ale w którymś momencie zorientowałam się, że treść tak mało mnie interesuje, że po prostu przestaje do mnie docierać i naprawdę niewiele brakowało, abym uznała, że po prostu tej powieści Kosika nie kończę. I przyznam szczerze – wyszłoby na to samo, zakończenie nic ciekawego również mi nie wniosło.

Ten świat jest syntetyczny
Miałam szczerą nadzieję, że autorowi uda się uniknąć tego typowego dla książek na licencji poczucia syntetyczności świata, ale niestety pomyliłam się. Tak jak zostało napisane w innych opiniach, na które trafiłam, bohaterowie tej historii wyglądają jak avatary z gry, niż jak faktyczne, pełnokrwiste postacie. Kosik w narracji skupia się dość mocno na opisywaniu modyfikacji ludzkich ciał (zgaduje, że to duży element gry; do niej jeszcze nie dotarłam).
Bohaterowie w dialogach regularnie podkreślają zaś, że są w Night City i opisują miasto w bardzo sztuczny sposób, tak jakby ktoś powiedział autorowi, że nazwa lokalizacji musi pojawić się w treści X razy. Ta książka po prostu nie wygląda jak prawdziwa Literatura, tylko zwyczajny produkt na licencji… a szkoda, bo na ile świat przedstawiony znam, na tyle widzę w nim spory potencjał, również do pisania tego typu historii.

Szkoda, że nie jest lepiej…
Żałuję, że to nie jest lepsza książka. I to bardzo: ta powieść to jedna z niewielu polskich historii, która została przetłumaczona na język angielski i wydana w USA oraz UK przez duże wydawnictwo. To oznacza, że dostała szansę, aby trafić do potężnego grona odbiorców, które mogłoby Kosikowi i być może jemu wydawnictwu zagwarantować potężną karierę. I choć mam nadzieję, że sprzedała się tam wystarczająco dobrze, by tę szansę dalej miał to jednak nie wiem, czy chcę, by coś takiego było reprezentantem polskiej fantastyki za naszymi granicami. Cóż, może dobrze, że to nie ja muszę o tym decydować.
Oczywiście na pewno jest to powieść, która swojego czytelnika znajdzie, zważając na jej nominacje do Zajdla i Żuławia, ale na pewno nie jestem nim ja.



Tytuł: Cyberpunk 2077. Bez przypadku
Autor: Rafał Kosik
Liczba stron: 456
Gatunek: cyberpunk
Wydanie: Powergraph, 2023