W 2016 roku postanowiłam, że na blogu pojawi się niedługa seria trzech recenzji horrorów. W ten sposób pojawiła się recenzja filmu „Wizyta” oraz „The Boy”. Przyznam, że teraz, kiedy w 2026 roku przenoszę ten wpis: nic nie pamiętam ani z jednego, ani z drugiego filmu, a stroniąc od tego typu historii raczej nie planuję do nich wracać. Co jednak wtedy sądziłam o tym horrorze?

Miała opiekować się dzieckiem, a nie lalką
Greta przybywa z USA do Anglii i zamieszkuje w starej posiadłości, w której ma pracować jako niania. Na miejscu okazuje się jednak, że syn państwa Heelshire’ów jest w rzeczywistości… lalką. Młoda kobieta dostaje dokładne instrukcje dotyczące tego, jak ma zajmować się Brahmsem, i zostaje sama. Wkrótce odkrywa, że łamanie zasad dotyczących opieki nad dzieckiem niekoniecznie wyszło jej na dobre…
„The Boy” jest typowy do bólu
Film już z daleka wydaje się być do bólu typowy. Mamy lalkę, która — co oczywiste dla fanów horroru — nie jest w pełni normalna. Mamy bohaterkę, która jest na tyle głupia, by olać bardzo proste zasady, których powinna przestrzegać. I mamy zagadkę: co do licha się w tym domu dzieje i jaka była jego przeszłość? Ten film zdaje się już z daleka krzyczeć: Nie oglądaj mnie, bo nie znajdziesz tu nic nowego. I… szczerze mówiąc, to nie są tylko pozory. „The Boy” to typowy obraz o lalce, z którą coś jest nie tak. Z tym że więcej w nim filmu obyczajowego niż typowego horroru.
Przez większą część czasu trwania horroru obserwujemy Gretę, która próbuje odnaleźć się w nowym miejscu i sprawdza, jak bardzo może nie przestrzegać zasad dotyczących lalki. Jak na typowy horror przystało, nie grzeszy inteligencją, nie zmienia to jednak faktu, że jest postacią całkiem przyjemną i budzącą nić sympatii.

To ładnie wyglądający w obrazku film
„The Boy” jest filmem, który bardzo ładnie wygląda. Pod względem kolorystycznym jest czysty — co sprawia, że patrzy się na niego miło, ale bardzo trudno będzie mu kogokolwiek przestraszyć. Zresztą twórcy nie próbują tego robić na siłę i chwil, w czasie których można się choćby wzdrygnąć, jest bardzo mało. Horror stawia na zagadkę i jeśli ona nie wciągnie widza, prędko zacznie nudzić.
Skoro już o zagadce mowa, chyba powinnam nieco więcej o niej napisać. Oj, nie, nie będę nikomu nic zdradzać! O to się nie bójcie 🙂 Zagadka wydaje się banalna i prosta, ale mimo wszystko jej rozwiązanie może zaskoczyć. Co może być nieco irytujące, dopiero w chwili, w której poznajemy tajemnicę do tej pory budującą fabułę, na ekranie zaczyna się coś dziać. A że jest to końcówka filmu… akcja przerwana zostaje tak szybko, jak się zaczyna. Z tego powodu uważam, że „The Boy” naprawdę powinien być traktowany jako film obyczajowy z domieszką horroru, a nie horror sam w sobie.
Trailer zdradza całą fabułę
Oceniając ten film, chcąc nie chcąc, muszę wspomnieć o samym trailerze. Niestety, jeśli go obejrzeliście, znacie niemal całą fabułę horroru… poza samym zakończeniem. Dlatego jeśli macie ochotę na „The Boy”, a jeszcze nie zdążyliście obejrzeć zapowiedzi, nie róbcie tego, tylko idźcie przed ekran telewizora albo laptopa.
„The Boy” powinien spodobać się osobom o słabych nerwach, które przepadają za obyczajówkami i po horror raczej nie sięgają. Inni mogą czuć po nim spory niedosyt. Mnie samej film oglądało się całkiem przyjemnie, ale dobrze wiem, że szybko wyparuje mi z pamięci.
The Boy (2016)
horror
reż. William Brent Bell
1 thought on “Triduum Strachów: The Boy (2016) [recenzja] [archiwum]”