We wrześniu 2016 wymyśliłam sobie, że na moim blogu pojawią się trzy wpisy pod rząd z recenzjami na temat horrorów. I w ten sposób pojawiła się na nim recenzja filmu „Wizyta”. Co wówczas sądziłam o tym horrorze?

„Wizyta” to tytuł, który nie zdradza zbyt wiele
„Wizyta” na pierwszy rzut oka nie mówi kompletnie nic. Na plakacie dom, na który rzucony jest cień. Może trochę niepokojący, ale czy straszny? Nie był też specjalnie promowany przez producentów, więc niewielu o nim słyszało… O czym więc opowiada ten obraz i jaki jest…?
Dziadkowie nagrywają swoje wnuki
Film opowiada o rodzeństwie: starszej dziewczynce o imieniu Becca oraz młodszym Taylorze. Ich mama postanawia wysłać ich na tydzień do dziadków, których nigdy nie widzieli z powodu waśni rodzinnych. Ci postanawiają więc wybadać, dlaczego ich mama nie rozmawia z dziadkami, oraz nagrać dla niej film dokumentalny z tej wycieczki.
Horror nagrany z ręki
Horror praktycznie w całości nagrywany jest z ręki, w formie vloga. Zaczyna się bardzo niewinnie. Ot, dzieci jadą do dziadków, młody się wygłupia… Dopiero dłuższą chwilę po rozpoczęciu filmu coś w tej sielance zaczyna się psuć, bądź co bądź, nie jest to jednak najstraszniejszy film we wszechświecie. Owszem, intryguje swoją formą, ma ciekawy zwrot akcji, a Taylor jest po prostu świetnym dzieciakiem, ale to, co miało być straszne, wyszło częściej po prostu śmiesznie 🙂
Fabuła — w gruncie rzeczy bardzo prosta — jest zrealizowana przyzwoicie. Ciekawi i zapewnia ciekawe zwroty akcji, ale przy tym nie przytłacza. Mamy mało postaci i konkretne relacje oraz wydarzenia z nimi związane. Tu właściwie nie ma niewiadomych. Całość wprawdzie może być przez to nieco przewidywalna, ale jakoś szczególnie nie przeszkadzało mi to w oglądaniu.

Rodzinna tajemnica intryguje
„Wizyta” ma miły klimat. Tajemnica, którą skrywa rodzina, intryguje, a rodzeństwo sprawia, że na sercu robi się ciepło. Nie jest to też straszak, który na siłę chce nas przestraszyć. Przeciwnie, potrafi umyślnie i całkiem skutecznie rozbawić widza lub poprawić mu nastrój. Zapewnia też nieco dreszczyku. Jeśli więc tylko szukacie filmu, który może nie jest ani dziełem sztuki filmowej, ani genialnym horrorem, ale zapewni oglądającym trochę emocji — to śmiało po niego sięgajcie. Ostrzegam jednak, że film sam w sobie jest bardzo specyficzny i dlatego nie każdemu może przypaść do gustu.
Wizyta (2015)
The Visit
horror
czarna komedia
reż. M. Night Shyamalan
3 thoughts on “Triduum Strachów: Wizyta (2015) [recenzja] [archiwum]”