Skip to content

Fantastyka Codzienna

Portal o fantastycznych książkach, filmach i kulturze

Menu
  • Literatura fantastyczna
    • Aktualności książkowe
    • Recenzje
  • Kultura fantastyczna
    • Fantastyczne filmy i seriale
      • Recenzje filmów i seriali
    • Fantastyczne gry
      • Recenzje gier
    • Komiksy fantastyczne
      • Recenzje komiksów
    • Wydarzenia fantastyczne
  • O redakcji
    • Kontakt
Menu

Jestem Numerem Cztery: Trójka pierwszych już jest martwa… [recenzja] [archiwum]

Opublikowano 22 czerwca, 2016

„Jestem Numerem Cztery” poznałam najpierw jako film, a następnie natrafiłam na tę książkę w Biedronce. Film nie zapadł mi w pamięci, a w 2026 roku, dziesięć lat po napisaniu poniższej recenzji, muszę przyznać, że książka też nieszczególnie. Co sądziłam o niej niedługo po przeczytaniu?

Spis treści:

Toggle
  • Obcy ukrywają się na Ziemi
  • „Jestem Numerem Cztery” początkowo mnie zainteresował
  • Ta narracja była drażniąca
  • Brakowało mi akcji
  • Co z tym światem przedstawionym?
  • Bohater jest główną zaletą powieści
Jestem Numerem Cztery

Obcy ukrywają się na Ziemi

Dziewięciu uciekinierów z rodu Loryjczyków ukrywa się na Ziemi. Są numerami, związanymi czarem: dopóki są rozdzieleni, ginąć mogą tylko po kolei…
Trójka już nie żyje. Numer Cztery ma już serdecznie dość przeprowadzek, niestety czeka go kolejna. Nie może ustać, musi się ukrywać i uciekać przed tymi, którzy zgładzili jego planetę i rasę. Gdy trafia do Ohio wraz ze swoim opiekunem, szybko okazuje się, że jego pobyt w tym miejscu nie będzie spokojny. W chłopaku zaczyna budzić się moc będąca jego dziedzictwem.

„Jestem Numerem Cztery” początkowo mnie zainteresował

Pierwsze kilka stron historii Lore’a naprawdę mnie zainteresowało. Wydawało się… po prostu całkiem dobre. Styl autora był prosty, owszem, ale przy tym konkretny i ciekawy. I naprawdę miałam przez chwilę nadzieję, że znalazłam fajną młodzieżówkę utrzymaną w klimatach science fiction.

Niestety pomyliłam się, jak to zresztą często u mnie bywa…

Ta narracja była drażniąca

Narracja pierwszoosobowa, jaka występuje w tej powieści, jest dla mnie nieco irytująca, niemniej nie była poprowadzona bardzo źle. To nie styl jest piętą achillesową tej historii, bo jak wspomniałam wcześniej, autor naprawdę w miarę trzyma poziom. Co więc nią jest…? Linia fabularna i świat przedstawiony.

Jestem Numerem Cztery

Brakowało mi akcji

„Jestem Numerem Cztery” powinno być książką pełną akcji, w której główny bohater, John, będzie mógł dorosnąć i się ukształtować. Niestety, zamiast ucieczki przed jego wrogami obserwujemy, jak się zakochuje, jak kłóci się ze szkolnym mięśniakiem i jak spędza czas ze swoim przyjacielem Samem. Cała akcja odgrywa się w tle i nie jest wcale głównym wątkiem — w ten zmienia się dopiero… pod koniec. Początek i środek tej powieści to najzwyklejsza w świecie historia obyczajowa, podszyta gadką o kosmitach i dziedzictwie Numeru Cztery.

Co z tym światem przedstawionym?

A co ze światem przedstawionym? Cóż, on jest po prostu… śmieszny. Kosmici, przybysze z innej planety powinni się w jakiś sposób różnić od nas, a tu mamy zwyczajnego nastolatka, który nie wyróżnia się z tłumu. Wygląda dokładnie tak samo jak Ziemianie, identycznie się zachowuje, identycznie myśli… Podobnie zresztą jego opiekun, Henri. Przez to trudno uwierzyć, że są kimś z innego, bardziej zaawansowanego technologicznie świata. Pomijam już śmieszne umiejętności Johna, z których przynajmniej jedna jest kompletnie nieprzemyślana.

Bohater jest główną zaletą powieści

To, co zdecydowanie jest plusem tej historii, to bohater płci męskiej. Naprawdę, odetchnęłam z ulgą, nie musząc śledzić losów przerysowanej, idealnej dziewczynki. Wiele mu brakuje do idealnej postaci, szczególnie że jak wspomniałam, autor za bardzo się skupia na jego codziennym życiu i relacjach ze znajomymi, ale za to Lore ma u mnie sporego plusa.

Czy „Jestem Numerem Cztery” warto przeczytać? Tak, o ile lubicie młodzieżowe historie z wątkiem miłosnym. Być może przypadnie Wam do gustu. Jeśli jednak stawiacie na inne powieści, to nawet się nad nią nie zastanawiajcie.

Tytuł: Jestem Numerem Cztery
Tytuł serii: Dziedzictwa Planety Lorien

Numer tomu: 1

Autor: Pittacus Lore
Liczba stron: 320
Gatunek: young adult / science-fiction

Autor: Aleksandra Brzezińska

Tagi: fantastyka naukowa, literatura amerykańska, literatura młodzieżowa

2 thoughts on “Jestem Numerem Cztery: Trójka pierwszych już jest martwa… [recenzja] [archiwum]”

  1. Pingback: Ziemia osamotniona: Przyzwoite młodzieżowe SF [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna
  2. Pingback: Wydrążony człowiek / Muza ognia: Dwie dusze w jednym ciele [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie posty

  • Specjalistka od słoni szkoli mamuty. „Ciosy zagłady” Raya Naylera [recenzja]
  • „Papierowy Mag” Holmberg wcale nie jest o origami. Mormonka i jej powieść fantasy [recenzja]
  • „Daleka droga do małej, gniewnej planety” Chambers to przykład cozy SF [recenzja]
  • Edycja limitowana „Death Note” już (i tylko) w przedsprzedaży
  • Vesper wyda Robin Hobb. Niedługo wznowienie „Ucznia skrytobójcy” 

Alternatywna historia dark fantasy Dom Wydawniczy Rebis Dystopia fantastyka naukowa fantastyka socjologiczna fantasy fantasy historyczne high fantasy horror komedia kryminał kryminał fantastyczny kryminał fantasy literatura amerykańska literatura brytyjska literatura dziecięca literatura faktu literatura historyczna literatura młodzieżowa literatura niemiecka literatura obyczajowa literatura polska Literatura postapokaliptyczna literatura przygodowa przygodowe fantasy retellingi i baśnie romans romantasy science fantasy Smoki space opera steampunk thriller urban fantasy Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Fabryka Słów Wydawnictwo Mag Wydawnictwo Muza Wydawnictwo Powergraph Wydawnictwo Prószyński i S-ka Wydawnictwo SQN Wydawnictwo Uroboros Wydawnictwo Zysk i S-ka zbiór opowiadań

©2026 Fantastyka Codzienna | Design: Newspaperly WordPress Theme