„Ziemia osamotniona” to książka, którą dostałam do recenzji w 2018 roku, w ramach współpracy z wydawnictwem Niezwykłym, które wtedy świeżo pojawiło się na rynku. Jak podobało mi się to spotkanie z młodzieżowym SF napisanym w militarnym duchu?

Więcej młodzieżowego SF: Więcej młodzieżowego SF: „Dopóki nie zgasną gwiazdy” | „Jestem Numerem Cztery”
Marco rozpoczyna 5-letnie szkolenie wojskowe
Ziemia została zaatakowana przez obcą rasę. Udało jej się odeprzeć atak, jednak od pięćdziesięciu lat pozostaje w stanie wojny. Każdy osiemnastolatek musi więc odbyć pięcioletnią służbę wojskową. W takiej sytuacji znajduje się Marco, który wraz ze swoją przybraną siostrą rozpoczyna szkolenie rekruta.
„Ziemia osamotniona” jest pierwszą częścią dość długiej, bo liczącej dziesięć tomów serii napisanej przez bardzo płodnego autora. Daniel Arenson swoją pierwszą powieść wydał w 2010 roku i od tamtej pory spod jego pióra wyszło około czterdziestu książek. Czy świadczy to o jego geniuszu? A może wręcz przeciwnie – o grafomanii? Na to pytanie nie odpowiem, ale postaram się pokazać, czego można spodziewać się po jego pierwszej powieści wydanej po polsku.
„Ziemia osamotniona” to nie jest książka SF z lotami w kosmos
Zacznijmy jednak od okładki. Polska wersja jest przerobioną wersją amerykańskiego oryginału. Widnieje na niej naprawdę ładna grafika statku kosmicznego, którą z chęcią powiesiłabym u siebie na ścianie. Jednocześnie przypomina mi ona o polskim trendzie z czasów PRL-u – wtedy niemal każda książka science fiction musiała mieć na okładce rakietę, niezależnie od swojej treści. No bo właśnie… we wnętrzu „Ziemi osamotnionej”, wbrew pozorom, nie ma wycieczek w kosmos. Są jedynie informacje o tym, że coś takiego się dzieje.
Nie bez powodu. Pierwszy tom można określić jednym słowem: ekspozycja. Główny bohater, Marco, trafia do wojska, przechodzi szkolenie, poznaje nowych przyjaciół i… razem z nami wysłuchuje wykładów na temat broni, sposobów walki oraz obcych. Dzięki temu możemy bardzo dobrze poznać świat wykreowany przez Arensona. Niestety cierpi na tym fabuła – aż do samego końca powieści właściwie nie dzieje się nic, co można byłoby nazwać akcją, chyba że za taką uznamy budowanie mniej lub bardziej udanych relacji między bohaterami.

Ten świat przedstawiony nie jest spójny
Jednocześnie mam do tej książki inny, dość istotny zarzut – niespójność świata przedstawionego. Akcja „Ziemi osamotnionej” rozgrywa się około dwustu lat w przyszłości, z czego ostatnie pięćdziesiąt lat to czas wojny z obcymi. Mimo to bohaterowie nieustannie odwołują się do elementów kultury naszych czasów, jakby przez dwa stulecia ta dziedzina w ogóle się nie rozwinęła. Pojawiają się również nawiązania do Holokaustu, o którym bohaterowie uczyli się w szkole i do którego porównują swój pobyt w wojsku. Mnie osobiście wydało się to dość niesmaczne. Do tego z jednej strony otrzymujemy opisy zniszczonego, postapokaliptycznego świata, a z drugiej bohaterowie marzą o pizzy i tłustych potrawach, jakby problem niedoboru żywności w ogóle nie istniał.
To przede wszystkim młodzieżowa fantastyka naukowa
Poza tymi kwestiami książka nie wywołała we mnie ani szczególnie negatywnych, ani wyjątkowo pozytywnych emocji. „Ziemia osamotniona” jest przede wszystkim młodzieżowym science fiction i bardzo wyraźnie to widać. Choćby po tym, że osiemnastoletni bohaterowie zachowują się momentami jak gimnazjaliści – są dziecinni, bawią ich żarty o podtekście seksualnym, często krzyczą i nie wykazują większego poczucia obowiązku. W tym przypadku nie odbieram tego jednak jako wady. Zakładam po prostu, że postacie zostały dostosowane do grupy docelowej. Zwłaszcza że nie są szczególnie irytujące i przynajmniej części z nich da się kibicować.
Lekki i prosty styl, dobry dla początkujących
Styl autora jest bardzo lekki i prosty, dzięki czemu powieść może okazać się świetnym wyborem dla osób, które science fiction albo się obawiają, albo jeszcze nigdy po nie nie sięgały i nie wiedzą, od czego zacząć. Naprawdę – tę książkę pochłania się błyskawicznie. Jednocześnie, choć pojawiają się w niej sceny zbliżeń seksualnych, są one mocno skrótowe. Powiedziałabym wręcz, że zostały napisane dość topornie, dzięki czemu młodszy czytelnik raczej nie poczuje się zgorszony. Starszy natomiast może odnieść wrażenie, że temat został nienaturalnie urwany.
Książka porusza również kilka ważnych dla młodzieży tematów, takich jak depresja, utrata bliskich czy homoseksualność. Wydaje mi się, że dla młodszych czytelników może to być duży atut tej pozycji. Ja jednak po prostu nie do końca się z tym utożsamiam i w tym przypadku znacznie bardziej interesował mnie sam świat przedstawiony oraz historia opowiadana przez Arensona.
„Ziemia osamotniona” to nie jest szczególnie oryginalny koncept
No i właśnie dochodzimy do samego pomysłu autora. Koncept nie jest szczególnie oryginalny. Przecież już wcześniej mieliśmy owadopodobnych obcych atakujących Ziemię – czy to w „Wyjściu z cienia” Janusza A. Zajdla, czy w „Na skraju jutra” Hiroshiego Sakurazaki, które zresztą jest bardzo podobne zarówno pod względem samego pomysłu, jak i sytuacji życiowej głównego bohatera. Nie jest to jednak nic złego. Owszem, motyw jest powtarzalny, ale nie każdy zna wcześniejsze dzieła i być może właśnie „Ziemia osamotniona” będzie dla niego czymś świeżym. Zwłaszcza że, jak już wspominałam, może być to dobra książka na rozpoczęcie przygody z tym gatunkiem.
Muszę też dodać kilka słów o strukturze powieści. Mam wrażenie, że znacznie lepiej będzie się ją czytało wtedy, gdy ukaże się drugi tom. O ile nie mam nic przeciwko spokojnie prowadzonej fabule, o tyle w tej części treści wykraczającej poza ekspozycję jest po prostu bardzo niewiele. A ponieważ podejrzewam, że kontynuacja będzie wyglądała zupełnie inaczej, wszystkim niezdecydowanym, którzy nie czytają po angielsku, polecałabym jednak poczekać na premierę kolejnego tomu.
Jako młodzieżowe SF wypada OK
Podsumowując: „Ziemia osamotniona” jako młodzieżowe science fiction wypada całkiem dobrze i może być dobrym początkiem przygody z tym gatunkiem dla mniej doświadczonych czytelników. Oceniana jednak po prostu jako powieść science fiction jest raczej pozycją przeciętną. Trudno mi jednoznacznie wskazać, co zawiodło. Być może tempo, w jakim Arenson pisze kolejne książki, sprawia, że niektóre kwestie nie zostały odpowiednio przemyślane. Zarówno problem z tempem akcji, jak i niespójności dotyczące rozwoju kultury dałoby się przecież stosunkowo łatwo wyeliminować. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czytało mi się szybko i całkiem przyjemnie.
– W sensie… naprawdę dobrze się tu bawisz? Tak jak mówiłaś wcześniej?
Addy odłożyła mopa. Odwróciła się do Marco i położyła mu dłonie na ramionach.
– Marco, jestem, kurwa, przerażona, okej? W kosmosie jest około miliona wijców. One tylko czekają, żeby nas zabić, a my właśnie spędziliśmy kilka godzin z kapralem, którego prawie wybebeszyły. Poza tym nie mogę przestać myśleć o swoich rodzicach i chcę już wrócić do domu. Chcę do domu, Marco – nagle po policzkach Addy popłynęły łzy. – Boję się, tęsknię za domem i nienawidzę tego miejsca. Ale… – pociągnęła nosem. – Ale chcę walczyć. Tak, nadal tego pragnę. Marzę o tym, żeby zabić wszystkie wijce. Dlatego cieszę się, że tu jestem.
Fragment „Ziemi osamotnionej” Daniela Arensona.

Tytuł: Ziemia osamotniona
Tytuł serii: Wschód Ziemi
Numer tomu: 1
Autor: Daniel Arenson
Tłumaczenie: Iwona Nowak
Liczba stron: 347
Gatunek: młodzieżowe science-fiction
Wydanie: Wydawnictwo Niezwykłe, Oświęcim 2018
1 thought on “Ziemia osamotniona: Przyzwoite młodzieżowe SF [recenzja] [archiwum]”