Choć w 2016 roku regularnie publikowałam recenzje historii fantastyczno-naukowych to w dalszym ciągu uważałam, że po prostu nie przepadam za taką tematyką. Nie pomyślałam wtedy, że problemem może być jakość i temat, a nie sam gatunek. „Struktura”, którą kupiłam w promocji za 8 zł chyba po prostu nie jest najlepszą powieścią. W 2026 roku, kiedy przenoszę stary wpis na nową domenę, trudno mi jednak to zweryfikować. Przyznaję, nic z tej książki nie pamiętam. Dlatego teraz oddaje głos sobie… ale o dekadę młodszej.

„Struktura” to fantastyka naukowa bliskiego zasięgu
Warszawa, niedaleka przyszłość. Maciej prowadzi swoją jednoosobową, upadającą firmę, gdy kontaktuje się z nim kolega z dawnych lat. Okazuje się, że korporacja, w której pracuje, szuka kogoś, kto mógłby zająć się pewnym tajnym projektem dotyczącym sztucznej inteligencji. Po chwili wahania Maciej wyraża zgodę. Prędko jednak okazuje się, że firma ma coś do ukrycia…
Według opisu na tyle okładki „Struktura” to pierwsza polska korporacyjna powieść science fiction. Czy to prawda? Możliwe. Czy po pierwszej historii tego typu autorstwa kogoś z mojego kraju spodziewałabym się czegoś dobrego? Owszem. Czy to dostałam…? Niestety nie.
To wydanie powieści jest niedopracowane
Przede wszystkim samo wydanie jest bardzo niedopracowane. Tekst wewnątrz zlewa się w jedną całość, rozdziały potrafią zaczynać się w połowie strony. Leży też interpunkcja – nie raz i nie dwa spotkałam się w „Strukturze” z nieprawidłowym zapisem dialogu. Zdecydowanie ta książka wydawniczą perełką Dolnośląskiego nie jest, oj nie!

Styl Protasiuka jest bardzo chaotyczny
To jednak nie wizualna oprawa książki, a treść mówi o jej wartości, a ta… jest dość marna. Styl autora pozostawia wiele do życzenia. Jest chaotyczny, a przy tym często miałam wrażenie, że ze zdaniami coś nie gra, że zostały niepoprawnie napisane. Czytanie pierwszej połowy „Struktury” było dla mnie wielką katorgą i ledwo przez nią przebrnęłam. Później albo do tego przywykłam, albo po prostu było ciut lepiej, jednak dalej tej pozycji do ideału brakowało całkiem sporo.
Muszę też wspomnieć o tym, że przynajmniej raz zaobserwowałam zmianę sposobu narracji autora, który z trzeciej osoby przeskoczył na chwilę do pierwszej, by ostatecznie znów pisać w trzeciej – i cóż, nie uważam, by było to dla tej pozycji korzystne.
W chwili, w której styl leży aż tak bardzo i jest aż tak irytujący, trudno mi się skupić na fabule i bohaterach, dlatego nie bardzo nawet mam jak na te dwie rzeczy narzekać. Historia w miarę dawała radę: nużyła, zwłaszcza na początku, ale od jakiegoś momentu stała się dla mnie stosunkowo angażująca. Nie uważam jednak, że mogę jej słodzić. Była zbyt przewidywalna, zwykła i… źle napisana.
„Struktura” nie ma dobrze zarysowanych bohaterów
Bohaterowie – są. I tyle. Niby są jakoś zarysowani, ale tak naprawdę powieść jest zbyt przegadana, byśmy mogli ich bardziej poznać. Wprawdzie możemy zaglądać do głowy Macieja poprzez czytanie jego pamiętnika, ale ten jest napisany bardzo irytującym dla mnie stylem pana Portasiuka i nie powiem, by zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Wszyscy wokół to wyraźnie maszynki mające zmusić go do ruchu, posiadające jedną, może dwie cechy charakterystyczne. Przy okazji często miałam wrażenie, że autor chce zrobić z czytelnika głupa, bezustannie nazywając bohaterów z imienia i nazwiska, tak jakby było to nadzwyczaj istotne.
Chociaż bardzo bym chciała – bo uważam, że o polskich autorach powinno się jak najwięcej mówić – nie mogę tej pozycji nikomu polecić. Jest chaotyczna i irytująca, dlatego moim zdaniem po prostu szkoda na nią czyjegokolwiek czasu.
Sprawdź też inne recenzje książek fantastycznych.

Tytuł: Struktura
Autor: Michał Prostasiuk
Liczba stron: 264
Gatunek: korporacyjne science-fiction
3 thoughts on “Struktura: Pierwsza taka powieść [recenzja] [archiwum]”