„Pył Ziemi” zrobił na mnie tak duże wrażenie, że w 2026 roku, kiedy przenoszę tę recenzję na nową domenę, nie mam pojęcia, o czym była ta powieść. Cóż, czasem bywa i tak. Sprawdź, jak podobała mi się ta powieść fantastyczno-naukowa, kiedy czytałam ją w 2018 roku!

Odkryj polskie książki SF: „Przenajświętsza Rzeczpospolita” | „Struktura” | „Droga do Nidaros” | „Vertical” | „Hel 3” | „Paradyzja” | „Cylinder van Troffa”
Co stało się z Ziemią?
Ziemia została zdewastowana przez ludzi. Siedemset lat temu ludzkość opuściła swoją planetę-matkę na olbrzymim statku, szukając nowego domu. Obecnie dwójka wysłanników, Rez i Lilo, wraca do kolebki życia, by odkryć, co tak naprawdę stało się z Ziemią.
„Pył Ziemi” to książka SF, co do której nie miałam oczekiwań
Bardzo lubię poznawać nowych polskich autorów: tłumaczenia nigdy nie oddają tego, co autor chciał przekazać, dlatego zawsze chętnie odkrywam takich twórców, których mogę poznać w oryginale. Dlatego za „Pył Ziemi” Rafała Cichowskiego wzięłam się naprawdę chętnie, licząc po prostu na dobrą przygodę: nie miałam względem niego większych wymagań i oczekiwań.
I dobrze, bo prawdopodobnie srodze bym się na lekturze zawiodła. Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, gdy już po fakcie ją wspominam, to… chaos. Chaos tak duży, że chwilami naprawdę ledwo się w lekturze odnajdywałam i który sprawiał, że po prostu nie miałam najmniejszej ochoty wracać do świata wykreowanego przez autora. Choć w tej lekturze dzieje się wiele, to nagłe przeskoki i w czasie, i w akcji naprawdę nie są niczym przyjemnym.
Zwłaszcza że Cichowski postawił na dość absurdalny świat, w którym wszystko może zmienić się w ciągu chwili. To, zmieszane z chaosem, daje naprawdę nieprzyjemny efekt: czasami w lekturze tej powieści po prostu nie da się nie zgubić.
Narracja pierwszoosobowa mogła zgubić autora?
„Pył Ziemi” został napisany w narracji pierwszoosobowej z perspektywy Reza. Samo to jest dla mnie raczej neutralne, ale wydaje mi się, że to przez to Cichowski mógł się w tym wszystkim zgubić: czasem łatwiej coś wyjaśnić, pisząc w trzeciej osobie niż w pierwszej, a to zdecydowanie mogłoby się przy pisaniu tej książki przydać. Na dodatek sam styl, w jakim powieść została napisana, jest dla mnie bardzo… nijaki. Opisy są przeciętne, dialogi często drętwe, a humor autora raczej do mnie nie trafia. Nie jest to wprawdzie najgorsza książka, jaką znam, bo przebrnięcie przez sam tekst nie jest trudne, ale… to też nie jest coś, czego szukam w polskiej literaturze.

Kojarzę tylko urywki…
Szczerze przyznam, że z samej historii kojarzę tylko urywki, a bohaterów traktuję raczej neutralnie: najzwyczajniej w świecie, jeśli książka jest tak chaotyczna, trudno mi skupiać się na nich. A szkoda, bo kosmiczne, męsko-damskie duety w lekkiej, rozrywkowej literaturze (jaką „Pył Ziemi” chyba chce być) potrafią wypadać naprawdę dobrze.
Mogłabym pisać tu jeszcze więcej, ale… po prostu nie chcę wymieniać kolejnych rzeczy, które w „Pyle Ziemi” mi się nie spodobały. Nie widzę sensu w pastwieniu się nad nią. Jedynie… naprawdę mi przykro, bo bardzo chciałam się przy tej książce dobrze bawić.
W skali wszechświata jesteśmy jak robale, które żyją jeden dzień tylko po to, by przedłużyć gatunek. Większość z nas jedynie konsumuje, wydala, płodzi i umiera. Absolutnie nic nie ma sensu. Nawet miłość jest tylko chemicznym procesem zaprojektowanym przez ewolucję, żeby wrobić nas w rozmnażanie. Ale czasem… bardzo rzadko pojawiają się przebłyski światła, gdy wszystko przestaje być ważne, gdy możesz po prostu zatracić się w tym bez reszty i wreszcie przestać się bać.
Fragment „Pyłu Ziemi” Rafała Cichowskiego

Tytuł: Pył Ziemi
Autor: Rafał Cichowski
Liczba stron: 320
Gatunek: science-fiction
Wydanie: SQN, Kraków 2017