„Wrota obelisków” to drugi tom naprawdę niezwykłej serii postapokaliptycznej pióra N. K. Jemisin. Jak podobała mi się ta powieść, kiedy czytałam ją w 2017 roku? Sprawdź recenzję opublikowaną na początku 2018 roku!

Sprawdź inne książki w cyklu: „Piąta pora roku”
Essun chce zapobiec końcu świata
Trwa Piąta Pora Roku. Świat już wkrótce może ulec zniszczeniu… Essun zaś, by spróbować temu zapobiec, musi przestać szukać swojej córki i dowiedzieć się, jak przywrócić Ojcu Ziemi jego utracone dziecko.
Nora K. Jemisin dokonała czegoś, co od lat nie miało miejsca: dwie jej książki z rzędu zdobyły Nagrodę Hugo. Najpierw była to „Piąta pora roku”, a potem kontynuacja – „Wrota obelisków”. I nie bez powodu: obydwie części tej trylogii są wyjątkowe i naprawdę trzymają poziom.
„Wrota obelisków” to dobrze zaplanowana kontynuacja
Szczerze mówiąc, tym, czego się bałam, sięgając po ten tom, była narracja. W pierwszym tomie mieliśmy do czynienia z trzema wątkami, które w tym przypadku nie mogły być już kontynuowane, i obawiałam się, że autorka się w tym nieco zgubi. Na całe szczęście okazało się, że Jemisin wszystko doskonale zaplanowała już wcześniej. Drugi tom nie tylko stopniowo wyjaśnia nam, skąd wzięło się tak specyficzne opowiadanie historii, ale jednocześnie ciągle bardzo dobrze działa.
Między innymi narracja Jemisin sprawia też, że całość jest stosunkowo tajemnicza już od pierwszego tomu i w drugim nie ulega to zmianie. Autorka ma w zwyczaju nie wyjaśniać nam od razu, co się wokół dzieje, trzymając to przed nami w tajemnicy i zmuszając nas do zastanowienia się nad tym, o co w tym wszystkim chodzi. Jednocześnie nie przyprawia tym o irytację: przynajmniej moje zaufanie zdobyła na tyle, bym wierzyła, że prędzej czy później wyjaśni mi nieścisłości, jeśli sama nie domyślę się rozwiązania, w chwili, gdy będę tego potrzebowała do zrozumienia całości.
Taki zabieg, w połączeniu z narracją, naprawdę dodaje „Wrotom obelisków” niezwykłego charakteru i choć sprawia, że niektórzy mogą się od tej pozycji odbić, to… ja chyba właśnie za to tak lubię tę trylogię.

Iskrzące relacje bohaterów w książce fantastycznej
W drugim tomie „Pękniętej ziemi” znów obserwujemy naprawdę ciekawe postacie oraz relacje między nimi, które po prostu iskrzą. Essun jest już mi dobrze znana i została po prostu porządnie poprowadzona. Cieszy mnie też to, że w historii pojawiła się inna postać, której relację z bohaterką uwielbiam obserwować. Chociaż… cała grupka, która wytworzyła się wokół niej, jest po prostu potrzebna i ciekawa – naprawdę nie mam tu na co narzekać.
Poza Essun we „Wrotach obelisków” obserwujemy też córkę bohaterki, Nassun. W końcu możemy poznać ją bliżej i… co ja mogę powiedzieć, to kolejna dobra postać. Także ona ma ciekawą relację, która przy tym rozwija niektóre z wątków z „Piątej pory roku”, pokazując nam kolejne aspekty świata wymyślonego przez Jemisin.
Jednocześnie miałam wrażenie, że na nieco dalszy plan zeszły wątki dotyczące izolacji, akceptacji i tym podobnych kwestii, zwłaszcza jeśli chodzi o wątek Essun. W tym przypadku jednak kompletnie mi to nie przeszkadzało: te tematy zostały po prostu niemal wyczerpane w „Piątej porze roku”, a teraz możemy skupić się na samym działaniu tego świata. Poza tym to nie jest tak, że nie ma ich wcale: po prostu nasi bohaterowie mają na głowie poważniejsze sprawy niż rozmyślanie o tym, jak bardzo samotni są.

Ta kontynuacja trzyma poziom
Nie chcę mówić tu więcej o samej fabule. Jeśli czytaliście część poprzednią, po prostu miejcie świadomość, że kontynuacja trzyma poziom. Jeśli nie, po prostu nadróbcie „Piątą porę roku”: to niestety (albo stety?) jedna z tych historii, w której uchylenie choćby rąbka tajemnicy może zniszczyć Wam ogrom zabawy płynącej z odkrywania świata przedstawionego.
„Wrota obelisków” to po prostu kolejna dobrze napisana część trylogii i wierzę, że następna mnie nie zawiedzie: wyraźnie widać, że całość została porządnie zaplanowana, a Jemisin ma bardzo konkretny pomysł na całość. Chociaż… jeśli chcecie dopiero sięgnąć po pierwszy tom, to – jeśli tylko macie możliwość – zapoznajcie się z jego fragmentem. Narracja, która tam występuje, we „Wrotach obelisków” jest jeszcze mocniej widoczna i po prostu, jeśli jej „nie kupicie”, możecie trochę zmęczyć się podczas czytania. Niemniej polecam obydwa tomy, zwłaszcza że kontynuacja stoi na tak samo wysokim poziomie jak część pierwsza.
Z młodości pamiętam kolory. Wszechobecną zieleń. Białe rozbłyski. Głębokie i żywe czerwienie. Te barwy tkwią wyraźnie w mojej pamięci, podczas gdy tak wiele innych rzeczy wyblakło albo prawie zupełnie zniknęło. Nie stało się tak bez powodu.
Fragment „Wrót obelisków” N. K. Jemisin
Dowiedz się więcej o książkach post-apo!

Tytuł: Wrota obelisków
Tytuł serii: Pęknięta Ziemia
Numer tomu: 2
Autor: N. K. Jemisin
Tłumaczenie: Jakub Małecki
Liczba stron: 423
Gatunek: high fantasy, post-apokalipsa
Wydanie: SQN, Kraków 2017
1 thought on “Wrota obelisków: Szukając dziecka Ojca Ziemi [recenzja] [archiwum]”