„Światła września” to zakończenie „Trylogii mgły” hiszpańskiego pisarza. To młodzieżowa seria horrorów. Jak podobała mi się ta powieść, kiedy czytałam ją i recenzowałam w 2018 roku?

Inne książki z „Trylogii mgły”: „Książę mgły” | „Pałac Północy”
Ta sama konwencja, zgrabniejsza powieść
Po śmierci męża i ojca rodzina Sauvelle zostaje z niczym. Dzięki szczęśliwemu przypadkowi matce, Simone, udaje się dostać pracę na wybrzeżu u sympatycznego Lazarusa Janna. Jej dzieci, Dorian i Irene, szybko zaczynają poznawać okoliczne historie i odkrywają, że tkwi w nich ziarno prawdy.
Moje trzecie – i ostatnie – spotkanie z „Trylogią mgły” okazało się chyba najbardziej owocne. Wprawdzie „Światła września” to dalej powieść młodzieżowa, stworzona w tej samej konwencji co dwie poprzednie części, ale wydaje się być zgrabniej napisana niż jej poprzedniczki.
„Światła września” można czytać niezależnie
Choć to trzeci tom, tak naprawdę książkę można czytać zupełnie osobno: bohaterowie nie powtarzają się z poprzednich części, a jedyna rzecz, jaka je łączy, to podobna tajemnica. Autor jednak nie wyjaśnia nam, czy młodzi bohaterowie walczą z tym samym rodzajem zła. Wiemy jedynie, że wyłania się ono z mgły.
W moim odczuciu „Światła września” są… lepszą kalką „Księcia mgły”. Nawet umiejscowienie powieści jest podobne: choć akcja toczy się we Francji, a nie w Anglii, to tak jak i tam mamy wybrzeże, niewielką wioskę i czającą się gdzieś w tle latarnię. Nawet pod względem fabularnym całość jest bardzo podobna. Mamy tu i wyłaniające się z „mroku” tajemnice, i bohaterów, którzy dopiero co poznali nowych znajomych przez przeprowadzkę z większego miasta. Ba, mamy nawet dorosłą postać z dokładnie takim samym celem jak w pierwszej części. Właściwie druga również była bardzo zbliżona, ale wyróżniało ją samo umiejscowienie historii. W tym przypadku mamy naprawdę kalkę części pierwszej.
Z tym że „Książę mgły” był debiutem. „Światła września” już nim nie są. Dlatego mam wrażenie, że pod względem technicznym całość wypada lepiej. Historia ciekawi bardziej, a bohaterowie są po prostu przyjemniejszymi postaciami. Całość jest bardzo klarowna i lekka, bezbłędnie sprawdzająca się w swojej konwencji… o ile zapomnimy o tym, jak bardzo wiele pomysłów jest dokładnie takich samych jak w części pierwszej. Jeśli przymkniemy na to oko, okaże się, że dostajemy „to, co zawsze”, jeśli chodzi o tę serię: przyjemną, poprawną powieść młodzieżową, która wiele osób powinna zadowolić, ale jednocześnie nie jest niczym rewolucyjnym.
Autor wprawdzie stara się dodać do powieści coś nowego w postaci bohatera zajmującego się tworzeniem zabawek, ale tak naprawdę samo to niewiele wnosi do historii i nie sprawia, że jest ona w jakiś sposób świeża czy szczególnie wyjątkowa.
Jeśli znacie poprzednie dwa tomy i lubicie ich zakończenia, może okazać się dla Was przyjemną lekturą. Jeśli zaś nie znacie ani jednej pozycji z serii, to szczerze mówiąc, chyba polecałabym zacząć od końca, bo naprawdę te historie niewiele się od siebie różnią, a bohaterów jak zawsze poznajemy od początku.
Podczas tej kilkugodzinnej pogawędki Simone wyczytała w oczach Lazarusa, że podobne myśli chodziły po głowie i jemu. Wyczytała w nich jednak także, że mężczyzna zamierza dochować wierności swojej żonie i że przyszłość ma im do zaoferowania jedynie przyjaźń. Prawdziwą, głęboką przyjaźń, podobną do niewidzialnego mostu pomiędzy dwoma samotnymi światami, które dzielił ocean bolesnych wspomnień.
Fragment „Świateł września” Carlosa Ruiza Zafóna

Tytuł: Światła września
Tytuł serii: Trylogia mgły
Numer tomu: 3
Autor: Carlos Ruiz Zafon
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko, Carlos Morrodan Casas
Liczba stron: 254
Gatunek: młodzieżowe fantasy
Wydanie: Muza S. A., Warszawa 2011