„Apokalipsa Z: Początek końca” to pierwszy tom hiszpańskiej trylogii o zombie. Nigdy nie lubiłam tego motywu, ale jednak czasem człowiek mimowolnie na niego trafia. Jak podobało mi się to postapo, kiedy czytałam je w 2018 roku? Sprawdź, czy może Ci się spodobać!

Poznaj więcej książek post-apo!
Ten wirus zmienia ludzi w żywe trupy
W Rosji dochodzi do tragedii: zostaje wypuszczony wirus, który zamienia ludzi w żywe trupy. Rozprzestrzenia się z zawrotną prędkością i wkrótce dociera do Hiszpanii, gdzie żyje pewien młody prawnik i bloger. Na jego stronie internetowej zaczyna pojawiać się relacja z aktualnych wydarzeń.
Lubimy filmy akcji. Bo są lekkie, szybkie i powtarzalne. Bo nie wymagają od nas niczego. „Apokalipsa Z: Początek końca”, choć zdecydowanie nie jest filmem, to doskonale wpasowuje się w ten opis. To nie jest nic oryginalnego, a jednak interesuje i czyta się w tempie błyskawicznym.
„Apokalipsa Z: Początek końca” jest napisana jako blog
Powieść jest napisana w formie bloga, czy po prostu – pamiętnika. Narracja jest więc pierwszoosobowa, mocno skupiona na głównym bohaterze. Determinuje to styl książki: bardzo lekki i niezbyt ładny, ale jednocześnie dynamiczny i płynny. Nie jest to więc arcydzieło, ale bez problemu „wchodzi” i do pewnego stopnia wciąga.
Protagonista to typowy bohater akcyjniaka
Szczerze mówiąc, nie pamiętam, by imię głównego bohatera było w ogóle wymienione. Zresztą nie jest ono jakoś szczególnie istotne przy narracji pierwszoosobowej. To postać – w moim odczuciu – sympatyczna, ale zbyt idealna, nie mająca żadnych większych wad. Brakuje jej jednak nieco do dobrze wykreowanej postaci. Nasz prawnik jest inteligentny i całkiem sprytny. Wszystko po trochu potrafi, a przed apokalipsą zupełnie przypadkiem kupuje wszystko, co jest mu do przetrwania potrzebne: żywność, agregat prądu i leki. Nawet jego dom, otoczony murem, sprawia, że łatwiej jest mu przetrwać. Wyraźnie widać, że to postać wykreowana tak, by po prostu dała sobie w tym świecie radę. Krótko mówiąc, to po prostu typowy bohater akcyjniaka, który nie może być nic niepotrafiącym idiotą, bo po prostu nie sprawdziłby się fabularnie.
To było moje pierwsze spotkanie z zombie w książce
Pierwszy tom „Apokalipsy Z” był moim pierwszym spotkaniem z zombie, ale mimo tego w trakcie czytania miałam cały czas wrażenie: „hej, to już było”. Ja wiem, jak to się potoczy. Bo jeśli widzieliście jakikolwiek film katastroficzny i rozumiecie, czym są zombie, tu nic nowego nie znajdziecie. Nie wyróżnia się ani pod względem fabularnym, ani pod względem kreacji chodzących trupów.
Skoro powieść nie jest oryginalna, to może jest brutalna? Trochę – ale też nie nadzwyczajnie. Wprawdzie nasz bohater opisuje nam zombie z urwanymi kończynami, ale styl, w jakim napisana jest książka, jest tak prosty, że po prostu brakuje mu pewnej obrazowości, dzięki której te fragmenty byłyby w jakiś sposób obrzydliwe czy poruszające. Nie mamy tu nawet opisów jakichś zbliżeń seksualnych czy czegokolwiek, co nadawałoby się tylko dla dorosłych: to jednak stosunkowo bezpieczna książka pod tymi względami.
„Apokalipsa Z: Początek końca” to po prostu przeciętniaczek, który można przeczytać, by się rozerwać i poobserwować walkę z zombie, ale… właściwie tyle i nic więcej. Przynosi nieco radości i rozrywki, ale pozostawia spory niedosyt spowodowany brakiem świeżych treści.
Po bliżej niesprecyzowanym czasie martwy osobnik się podnosi, ale nie jest już tym, kim był; jest jednym z nich. Atakuje każdą żywą istotę, która staje mu na drodze, nikogo nie rozpoznaje, wygląda na to, że w żaden sposób się nie porozumiewa, nie ma żadnego konkretnego celu i nie kieruje się żadnymi kryteriami. Po prostu atakuje. Mówi się nawet o przypadkach kanibalizmu i najwyraźniej jedynym sposobem na jego „dobicie” – że pozwolę sobie na ponury żart – jest zniszczenie mózgu.
Fragment „Apokalipsy Z: Początku końca” Manela Loureiro.

Tytuł: Apokalipsa Z: Początek końca
Tytuł serii: Apokalipsa Z
Numer tomu: 1
Autor: Manel Loureiro
Tłumaczenie: Grzegorz Ostrowski, Joanna Ostrowska
Liczba stron: 416
Gatunek: post-apokalipsa
Wydanie: Muza SA, Warszawa 2013
1 thought on “Apokalipsa Z: Początek końca: Akcja, post-apo i zombie [recenzja] [archiwum]”