„Ania z Zielonego Wzgórza” została przeze mnie przeczytana po raz pierwszy w 2018 roku, kiedy byłam już osobą dorosłą. Nie mam więc do tej powieści nostalgii, ale mimo tego byłam w stanie ją docenić i zrozumieć, czemu tak wiele osób wciąż się nią zachwyca. To powieść wydana po raz pierwszy w 1908 roku; nie jest więc nowa. Co sądziłam o niej w momencie czytania? Sprawdź!

Sprawdź inne obyczajowe książki dla młodzieży: „Niemożliwa forteca” | „Jesienna miłość”
Ania miała być chłopcem…
Rodzeństwo Cuthbertów postanawia przygarnąć chłopca, który będzie pomagał im w pracy w gospodarstwie. Niestety, przez nieporozumienie na Zielone Wzgórze przybywa dziewczynka – rudowłosa Ania Shirley. Rezolutna i rozgadana bohaterka szybko wprowadza wiele zmian do życia swoich opiekunów.
„Ania z Zielonego Wzgórza” była dla wielu pokoleń kobiet pierwszą książką, która sprawiła, że chętnie sięgnęły po kolejne lektury. Mnie niestety to ominęło – jakimś cudem jako dziecko nigdy po nią nie sięgnęłam i dopiero teraz, jako dorosła osoba, miałam przyjemność poznać tę historię. Nie zrozumcie mnie źle: Ania jest tak popularną postacią, że znałam ogólny zarys fabuły. Wiedziałam, w jaki sposób trafiła na Zielone Wzgórze, i kojarzyłam niektóre sceny, jak choćby tę z farbowaniem włosów. Nigdy jednak nie czytałam samej książki.
Wydaje mi się jednak, że niczego nie straciłam. Znając moje ówczesne czytelnicze upodobania, zapewne uznałabym, że nie jest to lektura dla mnie. Dziś jednak jak najbardziej potrafię ją docenić i… żałuję, że obecnie tak trudno znaleźć książki dla dzieci i młodzieży utrzymane właśnie w takiej konwencji.
„Ania z Zielonego Wzgórza” to dobrze napisana książka
Zacznijmy od samego stylu. „Ania z Zielonego Wzgórza” to książka po prostu bardzo dobrze napisana. Z jednej strony czyta się ją lekko i przyjemnie, z drugiej – jej język jest dojrzały i naprawdę piękny. Bardzo brakuje mi tego we współczesnej literaturze młodzieżowej. Zbyt często dostajemy utwory tak infantylne i nieporadne warsztatowo, że trudno mówić o prawdziwym kunszcie autora. Lucy Maud Montgomery natomiast zdecydowanie tego kunsztu nie brakowało.
Również konstrukcja historii sprzyja młodemu czytelnikowi. Choć mamy tu główny wątek – przybycie Ani na Zielone Wzgórze i jej dorastanie – w praktyce niemal każdy rozdział stanowi osobną historię, przygodę albo lekcję, jaką otrzymuje bohaterka. Dodatkowo są to stosunkowo krótkie epizody, dzięki czemu dziecko raczej nie zdąży znudzić się opowieścią.

Codzienne życie z codziennymi dramatami
Nie oznacza to jednak, że książce brakuje mocniejszych czy bardziej dramatycznych momentów. Choć jej struktura nie jest tak wyrazista jak w powieściach przygodowych, a całość skupia się przede wszystkim na codziennym życiu i dorastaniu Ani, autorka nie boi się poruszać trudnych tematów. Już sam początek jest przecież bardzo poruszający – Ania, przekonana, że trafia do domu swoich marzeń, nagle dowiaduje się, że była pomyłką i nikt na Zielonym Wzgórzu jej nie oczekuje.
Ania to dobrze wykreowana postać
Sama bohaterka zaś… cóż, jest niewątpliwie postacią bardzo dobrze wykreowaną. Rozmarzone dziecko, które stopniowo musi dorosnąć i nauczyć się żyć, zostało przedstawione naprawdę przekonująco. Jednocześnie autorka uniknęła błędów często spotykanych we współczesnej literaturze młodzieżowej. Dzisiaj młodzi bohaterowie nierzadko są po prostu wyjątkowo nierozsądni, a świat bez większego wysiłku nagradza ich za złe decyzje. Tutaj natomiast mamy dziecko, które uczy się postępować pod czujnym okiem swoich opiekunów. Ania popełnia błędy, ale zawsze ponosi ich konsekwencje i wyciąga z nich wnioski.
Co ciekawe, w „Ani z Zielonego Wzgórza” nie spędzamy aż tyle czasu wyłącznie z samą Anią, ile mogłoby się wydawać. Bardzo często przebywamy w jednym pomieszczeniu z rudowłosą bohaterką i Marylą, słuchając opowieści o tym, co wydarzyło się w ciągu ostatniego dnia czy tygodnia. Co więcej, emocjonalnym punktem odniesienia częściej staje się Maryla niż sama Ania. Moim zdaniem to bardzo ciekawy wybór autorki. Dzięki temu możemy lepiej poznać zamkniętą i małomówną opiekunkę dziewczynki oraz dowiedzieć się, co naprawdę o niej myśli. A przecież doskonale wiemy, co czuje sama Ania – ona raczej nie ma problemu z wyrażaniem swoich emocji.
Trudno nie docenić „Ani z Zielonego Wzgórza”. To naprawdę pięknie napisana powieść dla dzieci i młodzieży, niosąca ogromną wartość wychowawczą i edukacyjną, mimo że ma już ponad sto lat. To zdecydowanie lektura, którą warto podsunąć dziecku, ale również samemu po nią sięgnąć. W końcu to klasyka literatury, która do dziś pozostaje niezwykle przyjemna w odbiorze.
Dlaczego właściwie należy klękać do modlitwy? Gdybym ja szczerze pragnęła się pomodlić, wiem, co bym uczyniła. Poszłabym sama, samiuteńka, na wielką, piękną łąkę albo jeszcze lepiej do dużego, ciemnego lasu i patrzałabym na obłoki, hen, w górę, w te cudne, bezgraniczne niebiosa. Wtedy po prostu odczuwałabym modlitwę…
Fragment „Ani z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery

Tytuł: Ania z Zielonego Wzgórza
Tytuł serii: Ania z Zielonego Wzgórza
Numer tomu: 1
Autor: Lucy Maud Montgmery
Tłumaczenie: Rozalia Bernsteinowa
Liczba stron: 301
Gatunek: literatura dziecięca/młodzieżowa
Wydanie: Nasza Księgarnia, Warszawa 1984