Jakie książki czytałam jako dziecko? Poniższy tekst napisałam w 2018 roku na mojego ówczesnego bloga. Co wówczas pisałam na temat moich książkowych preferencji z dzieciństwa i co zapisało mi się najbardziej w pamięci? Sprawdź!

Sprawdź też recenzje książek dla młodzieży: „Naznaczeni błękitem” | „Banda niematerialnych szaleńców” | „Rycerze Pożyczonego Mroku”
Ulubione przedmioty dzieci
Dzieciaki często mają swoje ulubione przedmioty i ja nie byłam wyjątkiem. Miałam pluszaka koguta o imieniu Kogucik, białego misia bez imienia, który jest ze mną do dziś, czy nawet ulubione figurki, z których jedna była popiersiem Tutenchamona (jakby ktoś nie wiedział – to jedna z moich dziecięcych miłości. Tak, kochałam faraona zmarłego kilka tysięcy lat temu zamiast gwiazdki popu). Wśród tych rzeczy nie zabrakło też oczywiście książek, do których nagminnie wracałam. Jakie to pozycje? Już Wam je pokazuję! Muszę przyznać, że niekoniecznie są to bardzo oczywiste książki, jeśli ktoś nie zna mnie najlepiej.

Oczywiście, że „Harry Potter”!
O tym już pisałam nieraz, ale… nie mogło tu tej serii zabraknąć. Ja naprawdę katowałam tę serię: czytałam te książki w kółko i w kółko. „Zakon Feniksa” i „Książę Półkrwi” najgorzej zniosły moją manię (z obu wypadają kartki), chociaż chyba z któregoś z pierwszych tomów też wypadają już kartki. Doszło nawet do tego, że próbowałam nauczyć się pierwszego tomu na pamięć… Na całe szczęście po pierwszej kartce znudziło mi się. Dziś o serii nie mam najlepszego zdania, ale wpisy na ten temat możecie już znaleźć na blogu, więc nie będę się powtarzać.

W dzieciństwie czytałam także „Baśnie”
Na zdjęciu są baśnie Andersena, ale posiadam też wersję braci Grimm. Ta niestety została zdewastowana przez psy i wolę jej nie pokazywać. Ta książka, a właściwie książki, były najbardziej „realistycznymi” baśniami, jakie posiadałam: miały małe literki, stosunkowo dużo treści oraz czarno-białe ilustracje. Wracałam do nich bardzo często, chyba głównie po to, by „poczuć się lepszą” na tle rówieśników. W końcu ja znałam PRAWDZIWE wersje baśni, a nie te z bajek Disneya! Ten egzemplarz jednak dość dobrze zniósł próbę czasu.

„Piękno konia” było moim prezentem
Jeśli pamięć mnie nie myli, ten egzemplarz był gwiazdkowym prezentem. To właściwie nie zwykła książka „do czytania”, a album z fotografiami koni i krótkim komentarzem. Co tu dużo mówić: do dziś uważam, że to piękna pozycja z cudownymi zdjęciami, która przy okazji nieźle zniosła próbę czasu. Lata temu miałam w zwyczaju regularnie ją otwierać i czytać w kółko tę samą treść, zwłaszcza dotyczącą moich ulubionych wtedy ras koni. No cóż… Ładna jest, więc szczerze mówiąc, nie dziwię się sobie.


„Konie” udowadniają moją obsesję
Tak, miałam obsesję. W pewnym sensie dalej mam. Choć „Konie” nigdy do końca mi się nie podobały (te ilustracje nie są najpiękniejsze), to były najdokładniejszym spisem końskich ras, jaki posiadałam, więc bardzo regularnie do nich zaglądałam. Co zresztą po nich widać: okładka trzyma się tylko dzięki wsparciu taśmy klejącej.


„Encyklopedyczny atlas zwierząt” tylko ją potwierdza
Jeśli jest tu ktokolwiek z mojej szkoły podstawowej, kto zastanawiał się, czemu na przyrodzie tak często wypowiadałam konkretne informacje na temat zwierzątek… ta książka jest odpowiedzią. Podobnie jak poprzednie dwie pozycje, i tę katowałam, wręcz ucząc się na pamięć opisów niektórych gatunków. Nie mam pojęcia dlaczego, ale najzwyczajniej w świecie przyjemność sprawiało mi wtedy czytanie w kółko tego samego.

To były głównie encyklopedie
Jak możecie zauważyć, te najukochańsze i najbardziej katowane książki mojego dzieciństwa to jednak w sporej mierze „encyklopedie” dla dzieci i nie tylko. Nie mam pojęcia, skąd wzięło mi się takie zamiłowanie. Być może przez to, że w klasach 1–3 szkoły podstawowej miałam tylko papugę, a marzył mi się koń lub pies? W każdym razie choć zawsze czytałam beletrystykę, to pamiętam, że nie do niej (z wyłączeniem „Harry’ego Pottera” i „Eragona”), a do takich spisów informacyjnych wracałam najczęściej. W końcu wtedy Wikipedia istniała jeszcze tylko w zalążku, a ja nie miałam stałego dostępu do sieci.