„Mroczne słońce” to drugi i ostatni tom cyklu Nory K. Jemisin, który nawiązuje go mitologii starożytnego Egiptu. Czy tę książkę warto przeczytać, a jeśli tak to dlaczego? Jak wypada w porównaniu do poprzedniej części?

Sprawdź recenzję książki „Zabójczy księżyc”, poprzedniego tomu dylogii!
To absolutnie magiczna historia fantasy
Gujaareh jest obecnie pod rządami Protektoratu Ksiuańskiego. Miasto już dawno utraciło swój dawny spokój. Gdy mieszkańców zaczyna toczyć związana ze snem zaraza, książę Wanahomen ma zamiar przywrócić w mieście należytą władzę. W ramach potwierdzenia sojuszu kapłani oddają mu jako zakładniczkę młodą uzdrowicielkę, Hanani.
„Zabójczy księżyc”, czyli powieść poprzedzająca „Mroczne słońce”, skupiała się przede wszystkim na świecie przedstawionym: była w przepiękny sposób spokojna, lecz sama jej fabuła nie należała do szczególnie skomplikowanych. To klimat historii i świata zapadł mi w pamięć, nie historia czy bohaterowie. W kontynuacji Nora K. Jemisin zakłada jednak, że czytelnik zna już świat przedstawiony, rozwijając inne aspekty książki i przedstawiając czytelnikom kolejną absolutnie magiczną historię.
„Mroczne słońce” to dobre relacje między bohaterami
Już czytając „Piątą porę roku”, byłam świadoma tego, że poza światotworzeniem ta autorka potrafi też tworzyć dobre relacje między postaciami. W „Mrocznym słońcu” dała tego ponowny popis. To powieść mocno skupiająca się na odczuciach i emocjach głównej bohaterki; na jej zranieniu, samotności i lękach. Jednocześnie autorka zaczęła tworzyć bardzo konkretną, ciekawą relację między nią a drugim z głównych bohaterów, czyli księciem Wanahomenem.
Mimo że jest to powieść fantasy, tego typu relacja swobodnie mogłaby funkcjonować w naprawdę dobrym dramacie czy romansie bez jakiejkolwiek zmiany (wyłączając oczywiście otoczenie bohaterów) i w dalszym ciągu tak dobrze by działała. Nie zrozumcie mnie jednak źle: „Mroczne słońce” to zdecydowanie nie jest romans. Choć Jemisin skupiła się raczej na samych działaniach postaci, to jednak nie znajdziecie tu nadmiaru wzdychania i wychwalania miłości, bo nie jest to główny sens tej historii. Tak po prostu.

Zbliża się rewolucja
A jaki jest jej główny, podstawowy sens? „Mroczne słońce” skupia się przede wszystkim na nadchodzącej rewolucji, do której szykuje się książę, oraz na rozwiązaniu zagadki związanej z zarazą toczącą pustynne miasto-państwo. To motywy, które razem naprawdę dobrze współgrają, a szczególnie ten drugi jest poprowadzony wyjątkowo kreatywnie. Nie znam innej serii fantasy, która w taki sposób eksplorowałaby kwestię magii snu, a to właśnie ona jest kluczem do rozwiązania problemu dotykającego Gujaareh.
Kobiecość jako główny temat powieści fantasy
O ile w tomie pierwszym widziałam mocną analizę kwestii eutanazji oraz kary śmierci, tak w przypadku drugiej części „Snu o krwi” Jemisin skupia się na kobiecości. Wręcz każdy wątek tej historii dotyczy jakiegoś problemu związanego z płcią piękną. Autorka porusza tematykę gwałtów, traktowania kobiet w różnych kulturach, kobiecych pragnień i praw; jednocześnie robi to z typowym dla siebie brakiem nachalności. Jemisin ma do tego naprawdę duży dar. W swoich książkach zawsze wyraża swoje poglądy, ale jednocześnie robi to z taktem, raczej zmuszając do zastanowienia się, niż wymuszając na czytelniku zgodę z jej punktem widzenia.
Mniej ekspozycji, więcej akcji
Mam wrażenie, że styl „Mrocznego słońca” jest nieco mniej baśniowy od tego w „Zabójczym księżycu”. Niewątpliwie wynika to z faktu, że w tej części mamy po prostu nieco mniej ekspozycji i więcej akcji, co sprzyja takiemu stanowi rzeczy. W dalszym ciągu jednak ta książka to przykład naprawdę niezłego warsztatu pisarskiego Nory K. Jemisin.
„Mroczne słońce” to naprawdę dobra kontynuacja i mam wrażenie, że wielu czytelnikom może spodobać się nawet bardziej niż część pierwsza. W końcu mamy tu zarówno konkretniejszą, istotniejszą fabułę, jak i bardziej mięsiste relacje między bohaterami. Dla mnie jednak obie części są właściwie na równi dobre. Nora K. Jemisin to niewątpliwie jedna z moich ulubionych współczesnych amerykańskich pisarek fantasy i jeśli tylko pojawi się taka możliwość, z chęcią sięgnę po jakąkolwiek inną jej powieść czy opowiadanie.
W Gujaarehu dziewictwo nie miało znaczenia – ot, niewygoda, której większość osób pozbywała się po osiągnięciu wieku wyboru – ale Banbarrowie uważali je za wielką cnotę. Zgwałcenie dziewicy było złamaniem większości ich zasad; klany popadały w niewolę, a plemiona wszczynały wojnę z powodu mniej poważnych przewinień.
Fragment „Mrocznego słońca” Nory K. Jemisin.

Tytuł: Mroczne słońce
Tytuł serii: Sen o krwi
Numer tomu: 2
Autor: N. K. Jemisin
Tłumaczenie: Maciejka Mazan
Liczba stron: 605
Gatunek: high fantasy
Wydanie: Akurat, Warszawa 2014
2 thoughts on “Mroczne słońce: Senna zaraza i analiza kobiecości [recenzja] [archiwum]”