„Gry Nemezis” to już piąty tom z cyklu o załodze Rosynanta. Jak podobała mi się ta powieść i dlaczego nie odebrałam jej wcale pozytywnie? Dowiedz się, czy warto kontynuować przygodę z tą serią!

Recenzje innych książek z cyklu: „Przebudzenie Lewiatana” | „Wojna Kalibana” | „Wrota Abaddona” | „Gorączka Ciboli”
Rosynanta czeka naprawa
Rosynanta czeka długo trwająca naprawa. Dlatego Naomi, Alex i Amos korzystają z okazji i opuszczają Holdena, aby załatwić swoje prywatne sprawunki. W tym czasie Holden zaczyna odkrywać, że w całym Układzie znikają statki.
„Gry Nemezis” nie wypadają najlepiej…
Muszę przyznać, że… czuję się w kropce. Dlatego, że świat przedstawiony i bohaterów „The Expanse” bardzo lubię. Dlatego, że piąty tom, czyli „Gry Nemezis”, jest od tomu poprzedniego raczej lepszy i tak całkiem obiektywnie wypada jak po prostu porządna warsztatowo literatura. Dlatego, że mimo wszystko, jak już do tej książki przysiadłam, czytało mi się ją całkiem płynnie i przyjemnie. Ale jednocześnie… dwa pierwsze tomy tego cyklu są chyba po prostu nie do pobicia.
„Gry Nemezis” wypadają lepiej choćby przez to, że w końcu nie mamy narracji z perspektywy nudnych, drugoplanowych postaci. Wreszcie to czwórka naszych głównych bohaterów opowiada swoją historię. To istotne postacie, które nie znikną z fabuły ot tak (co działo się z poprzednimi narratorami), więc ich perspektywa po prostu wydaje się ważna.
To tanie rozwiązanie fabularne
Problem polega na tym, że sama główna fabuła wydaje mi się osobiście niezmiernie tania. To przecież jeden z najprostszych możliwych chwytów. Autorzy wiedzą, że fani ich serii na tym etapie uwielbiają głównych bohaterów, więc zaczynają odkrywać przed czytelnikami swoje karty, opowiadając o przeszłości postaci. Tyle że… ta niekoniecznie jest istotna. Momenty, w których Amos i Alex wracają do korzeni, są raczej po prostu nudne; jedynie u Naomi dzieje się coś więcej, co faktycznie ma wpływ na historię. W pewnym momencie zaś wątki Alexa, Naomi i Holdena zgrabnie się łączą, a że z Amosem chyba nie było co robić, to on przeżywa trochę postapokaliptyczną przygodę, która przynajmniej mnie w pewnym momencie naprawdę nużyła.
Mam więc wrażenie, że konstrukcja „Gier Nemezis” jest dosyć leniwa, zwłaszcza że historia chyba ani razu mnie mocniej nie zaskoczyła (przeszłość postaci była przecież wspomniana już wcześniej). Ponadto ta część ma chyba najmniej wspólnego z główną osią fabularną. To znaczy: ona niby jest, niby to wszystko jest powiązane, ale główny problem z poprzednich części właściwie zdaje się być już zażegnany, podobnie jak jego pokłosia. I tak naprawdę całość mogłaby się już zakończyć, biorąc pod uwagę, jaką drogę obrali sobie twórcy.
Bo po co opowiadać o poznawaniu tysięcy nowych światów i eksploracji kosmosu… gdy możemy oddać się wewnętrznym rozterkom postaci i ich ckliwym historiom, prawda? Ta seria wcale nie nazywa się „Ekspansja” w nawiązaniu do przejmowania kosmosu przez ludzkość. Wcale!

„Gry Nemezis” mnie nie wciągnęły
To wszystko sprawiło, że gdy odłożyłam ten tom, nie miałam szczególnej ochoty na powrót do niego. Jak w przypadku każdej części serii, sam język autorów jest całkiem lekki i płynny w przyswajaniu, więc gdy już książkę otworzyłam, nie czułam nadmiernego znużenia. Jednak ten brak chęci do sięgania po „Gry Nemezis” ot tak, bez pomyślunku, chyba nie świadczy o tej pozycji szczególnie dobrze.
Ponownie się powtórzę: „Gry Nemezis” nie są powieścią złą. Ba, wypadają nawet całkiem dobrze na tle rozrywkowego SF. Lubię ten świat i lubię postacie w nim występujące, dlatego pewnie będę czytać i kupować kolejne części. Jednak żałuję trochę, że autorzy zrobili coś w stylu serialu, w którym każdy odcinek jest poświęcony innemu problemowi, zamiast skupić się na porządnie skonstruowanej, zwięzłej i konkretnej historii.

Tytuł: Gry Nemezis
Tytuł serii: Expanse / Ekspansja
Numer tomu: 5
Autor: James S. A. Corey
Tłumaczenie: Marek Pawelec
Liczba stron: 595
Gatunek: space opera
Wydanie: Mag, 2019
1 thought on “Gry Nemezis: Koniec pomysłów na dalszą fabułę? [recenzja] [archiwum]”