„Wrota Abaddona” to trzecia część z cyklu „Ekspansja” i pierwsza, przy której zaczełam odczuwać, że coś mi tu jednak nie gra… Sprawdź moją opinię na temat tej powieści i dowiedz się, czy warto zabierać się za kontynuację popularnego cyklu!

Recenzje innych książek z cyklu: „Przebudzenie Lewiatana” | „Wojna Kalibana”
Coś tworzy się na Wenus
Pod pokrywą chmur Wenus protomolekuła zaczyna coś tworzyć. W końcu kończy swój projekt, powołując do życia coś niewyobrażalnego. Cała flota statków – pasiarskich, ziemskich i marsjańskich – wyrusza, aby zbadać tajemniczy obiekt. Jim Holden i jego załoga również próbują tam dotrzeć, lecąc na zlecenie pewnej stacji telewizyjnej.
Ulubiona załoga na bocznym torze
Postawmy sprawę jasno – uwielbiam załogę Rosynanta. Może niekoniecznie jakoś szczególnie poszczególne postacie z osobna, ale właśnie całą ekipę jako świetnie działającą całość. Lubię obserwować ich przygody, a co za tym idzie – bardzo lubię serię „Expanse”. Jakże mogłoby być inaczej? „Wrota Abaddona” okazały się jednak najsłabszą z trzech przeczytanych przeze mnie części. Nie oznacza to, że są pozycją złą – wręcz przeciwnie, to w dalszym ciągu bardzo przyjemna lektura. Po prostu wypada najbladoj na tle dotychczasowych tomów.
Powód takiego stanu rzeczy jest raczej dość konkretny. W tej części dostajemy bardzo dużą liczbę bohaterów pobocznych, którzy wprawdzie nie są źle rozpisanymi postaciami, ale… sięgając po tę serię, chcę czytać o mojej ulubionej załodze, a nie o osobach stojących gdzieś z boku.
Szczególnie że po trzech tomach doskonale widzę już pewien schemat. O ile serialowa wersja tej historii (bardzo dobra zresztą) bezustannie pokazuje nam tych samych bohaterów drugoplanowych, o tyle książka w każdym kolejnym tomie przedstawia nam nowych, jakby zapominając o tych, którzy pojawiali się wcześniej. Przez to czytelnik może odnieść wrażenie, że nie musi się do tych postaci szczególnie przywiązywać. A mimo wszystko nowi bohaterowie zabierają cenny czas ekranowy Jimowi Holdenowi i jego ekipie – a przecież to z myślą o nich sięgam po te książki.

„Wrota Abaddona” to przewidywalna intryga i stały styl
Myślę, że pod kątem fabularnym całość również wypadła nieco słabiej. Wyniku intrygi knutej w tym tomie można się domyślić niemal od początku, a i tak najciekawszym aspektem pozostaje kwestia związana z protomolekułą. Zresztą to przecież wokół odkrycia tego, czym ona jest i jaki ma cel, kręci się cała seria. Autorzy rozwiązali tę kwestię całkiem ciekawie, otwierając kolejnym częściom zupełnie nowe ścieżki fabularne. Z tym że – jak się okazało – nie jest to sprawa aż tak skomplikowana. Odnosi się więc wrażenie, że trochę po to, aby „strony się zgadzały”, dostajemy nieco naciągany spisek powiązany z poprzednimi tomami… I choć nie wypada to tragicznie, to jednak sprawia, że „Wrota Abaddona” ustępują swoim poprzedniczkom.
Styl autorów przez cały czas jest jednak bardzo równy. Pozostaje lekki, dynamiczny i pozbawiony zbędnych dłużyzn, ale przy okazji w żadnym razie nie infantylny – panowie piszą z dobrym wyczuciem smaku. Oczywiście nie jest to literackie dzieło sztuki, ale tego też przecież nie oczekujemy od space opery. Ta seria ma być przede wszystkim historią o zżytej ze sobą załodze, która przeżywa mniej lub bardziej dramatyczne przygody. I tym „Expanse” cały czas zdecydowanie jest.
Lubię tę historię, ale…
Trochę żałuję, że Nagrodę Locusa zdobyła akurat ta, a nie inna część serii. Bo choć to dobra książka, to poprzednie po prostu wypadały nieco lepiej. Nie zmienia to jednak faktu, że dzieła duetu kryjącego się pod pseudonimem James S.A. Corey bardzo lubię i na pewno sięgnę po kolejne tomy. Ba, „Gorączka Ciboli” już czeka na mojej półce. Oby tylko czwarta część znów podniosła poprzeczkę.
Holden zaczynał mieć wrażenie, że wszyscy zachowywali się jak małpy bawiące się mikrofalówką. Po naciśnięciu przycisku w środku zapala się światło, więc to lampa. Jeśli nacisnąć inny przycisk i wsadzić do środka głowę, przypali ją, więc to broń. Nauczyć się otwierać i zamykać drzwiczki, a dostaniemy schowek. A przez cały ten czas nikt nie miał tak naprawdę pojęcia, co to urządzenie faktycznie robi, może nawet nie miał do tego odpowiedniego aparatu pojęciowego. Żadna małpa nigdy nie odgrzewała zamrożonego burrito.
Fragment „Wrót Abaddona” Jamesa S.A. Coreya

Tytuł: Wrota Abaddona
Tytuł serii: Expanse/Ekspansja
Numer tomu: 3
Autor: James S. A. Corey
Tłumaczenie: Marek Pawlec
Liczba stron: 540
Gatunek: space opera
Wydanie: Mag, Warszawa 2018