„Szamanka od umarlaków” to pierwszy tom cyklu o Idzie z Wrocławia, jednak nie było to moje pierwsze spotkanie z nim. Drugi tom poznałam jako pierwszy i naprawdę go polubiłam. Jak spodobała mi się kontynuacja, kiedy czytałam ją w 2017 roku?
Recenzje kolejnych książek w cyklu: „Demon Luster”
Ida ucieka ze świata magii
Ida zdecydowanie ma Pecha. Choć nie ma ochoty mieć nic wspólnego ze światem magii i wyjeżdża na drugi koniec Polski, by studiować i uciec od swojej rodziny, świat nadprzyrodzony i tak ją znajduje. Gdy przybywa do akademika, zaczyna prześladować ją duch dziewczyny, która niegdyś w nim zmarła.
Jakiś czas temu uznałam, że „Rywalki” Kiery Cass to guilty pleasure pełną gębą. W trakcie czytania widziałam jednak błędy w budowie świata i nieco mnie one uwierały. W przypadku „Szamanki od umarlaków” naprawdę musiałam pomyśleć nad tym, co z tą książką jest nie tak. Bo choć nie jest to dobrze napisana powieść, to… ja po prostu ją lubię. Sprawiła mi niemało radości, mimo bycia niekoniecznie dobrym kawałkiem literatury.
Dla jasności dodam tylko, że przed tomem pierwszym zapoznałam się z kontynuacją, przez co mniej więcej wiedziałam, czego mam się po tej książce spodziewać. Wcale mi to jednak nie zmniejszyło radości czerpanej z lektury.
Styl Raduchowskiej jest prosty i lekki
Styl Martyny Raduchowskiej jest wybitnie prosty i lekki. Nie jest to jednak ten sam „rodzaj” wybitnie prostego i lekkiego stylu, jaki obserwujemy w tłumaczeniach. Co to, to nie! W nich nie uświadczymy mowy potocznej, a to właśnie jej wszechobecność jest typowa dla stylu autorki. Czytając, miałam wrażenie, że pisanie tej powieści polegało na przelewaniu na papier własnych fantazji, bez zastanawiania się, co w ogóle chce się przekazać w tekście. Przez to z jednej strony widać, że Raduchowska jest bardzo swobodna i naturalna w tym, co robi, ale z drugiej powieść jest chaotyczna i bardzo daleko jej do dobrze napisanej książki. Niemniej miałam wrażenie, że autorka czerpie ogromną ilość radości z tego, co robi, która zresztą też mi się udzieliła.
Szamanka od umarlaków” nie udaje czegoś, czym nie jest
„Szamanka od umarlaków” to powieść bardzo naiwna i bardzo prosta, ale przy tym nawet niepróbująca udawać czegoś więcej niż historię dla młodzieży. Gdybym miała ją namalować, pewnie użyłabym wszystkich dostępnych, jasnych barw: choć Ida wiecznie narzeka i wiecznie jej się coś nie udaje, to całość zachowana jest w bardzo optymistycznym klimacie.
W tej powieści dzieje się wszystko – i wszystko jest zupełnie absurdalne. Mimo wszystko mogłabym podzielić powieść na trzy segmenty.
To urban fantasy można podzielić na trzy segmenty
W pierwszym poznajemy Idę i razem z nią uczymy się, o co chodzi z byciem medium w uniwersum Raduchowskiej. Poznajemy w nim ciotkę dziewczyny, jej dwa „zwierzaczki” oraz paru pobocznych bohaterów, którzy mają nam pokazać, jak to wszystko działa. Mimo że mentorka naszej pechowej studentki może być dla niektórych irytującą postacią, ja zapałałam do niej pewną, bliżej niewyjaśnioną sympatią. Ta część jest chyba najdłuższa… i zdecydowanie sprawiła mi najwięcej radości.
W drugiej części Ida jest już po szkoleniu szamanki od umarlaków i musi nauczyć się radzić sobie sama. Ma do wykonania zadanie i zagadkę do rozwiązania. To ono było dla mnie najnudniejsze i momentami potrafiło mnie znużyć.
Trzecia część różni się od drugiej tym, że do akcji wkracza kilku nowych bohaterów. Niekoniecznie najciekawszych, ale podratowujących historię, która powoli zaczyna wiać nudą.
Niewielu ciekawych bohaterów
Skłamałabym, gdybym powiedziała, że w tej powieści znajdziemy gamę różnobarwnych bohaterów. Poza bardzo charakterystyczną Idą i jej ironiczną ciotką postacie albo pojawiają się na jedną scenkę, albo nie wyróżniają się niczym szczególnym. Często mają jedną cechę charakteru i nie są wcale rozwijane. Niemniej to powieść młodzieżowa, a nie psychologiczna, dlatego pozwalam sobie przymknąć na to oko.
To, co mnie w tej powieści dość zaskoczyło, to jej niewinność. Poza jedną z początkowych scenek dotyczącą zachowania studentów w akademiku trudniej chyba o inną książkę napisaną współcześnie, w której nie byłoby odniesień do romansu i seksu oraz w której nawet żarty by się do tego nie odnosiły. W przypadku powieści młodzieżowej uważam to za naprawdę duży atut.
Jeśli szukacie czegoś bardzo lekkiego i młodzieżowego, ta książka pewnie się u Was sprawdzi. Może być też dobrą książką „na start”, jeśli temat wydaje się Wam interesujący: ta książka wchodzi po prostu niezwykle łatwo przez bardzo potoczny styl Raduchowskiej. Mnie jej lektura sprawiła sporo radości, chociaż nie ma się co oszukiwać: to nie jest powieść wysokich lotów.
Była jedna rzecz, której nikt o Idzie nie wiedział.
Za cholerę nie chciała być wiedźmą. Była też jedna rzecz, której nie wiedziała sama Ida – zasadniczo nie miała w tej kwestii nic do powiedzenia. I nie chodzi tu o żadne zarządzenie losu, siłę wyższą, klątwę, życiorys zapisany w gwiazdach w najdrobniejszym szczególe czy przeznaczenie, którego nie da się zmienić ani oszukać. Ida zwyczajnie miała Pecha. Chociaż nie, to nawet nie było tak: Pech miał Idę. Trzymał mocno, nie puszczał, śledził jak cień, czepił się jak rzep psiego ogona, wierny niczym najlepszy przyjaciel, zawsze gotów, by pokrzyżować jej plany i zwalić pod nogi nie kłodę, a cały ich stos.
Rodzina Brzezińskich od zawsze parała się magią. Ten prastary, wpływowy ród od pokoleń zasiadał w loży czarodziejów. Nikt nigdy nie odważył się przeciwstawić tradycji. Ida jest jedynym dzieckiem państwa Brzezińskich, jako że jej matka nie chciała mieć więcej dzieci. Dziewczyna stała się niezbędnym minimum, które ma przedłużyć ten wspaniały ród.
Fragment „Szamanki od umarlaków” Martyny Raduchowskiej

Tytuł: Szamanka od umarlaków
Tytuł serii: Szamanka od umarlaków
Numer tomu: 1
Autor: Martyna Raduchowska
Liczba stron: 402
Gatunek: urban fantasy
Wydanie: Fabryka Słów, Warszawa 2011
2 thoughts on “Szamanka od umarlaków: Moje Guilty Pleasure [recenzja] [archiwum]”