„Mechaniczny” Iana Tregillisa to w 2026 roku biały kruk. Jednak kiedy pisałam poniższą recenzję pod koniec 2017 roku był to cykl ogólnodostępny. Czy po latach warto szukać tych książek z drugiej ręki albo liczyć na wznowienie w Polsce? Sprawdź!

Sprawdź inne części „Wojen alchemicznych”: „Powstanie” | „Wyzwolenie”
Maszyny obdarzone duszą
Historia potoczyła się inaczej. Po tym, jak w XVII wieku Holendrzy nauczyli się tworzyć obdarzone duszą, posłuszne ludziom maszyny, ich niewielki kraj stał się olbrzymim imperium. Jax jest jedną ze stworzonych przez nich maszyn: służącym, który marzy o wolności. A przy tym jest jedynym, któremu udaje się ją odzyskać. Jak? Sam nie ma pojęcia. Tak… po prostu się stało.
Steampunk to klimaty, które zawsze mnie interesowały, zwłaszcza pod względem wizualnym: wprost uwielbiam stroje, które nawiązują do tego nurtu. Jednocześnie zwykle przyjemnie czyta mi się historie, które dzieją się w świecie napędzanym przez parę. Dlatego liczyłam, że „Mechaniczny” po prostu przypadnie mi do gustu. I choć raczej spełnił moje oczekiwania, to jednak nie był powieścią porywającą.
To ciekawy pomysł na świat
Bardzo lubię sam pomysł autora na świat. Wprawdzie rozważania na temat tego, czy maszyna jest człowiekiem, czy nie, nie są w literaturze niczym nowym, a takowych tu nie brakuje, ale zwykle pojawia się to w science fiction, a nie w fantasy. W „Mechanicznym” klakierów, czyli swoiste roboty, ożywia bliżej niezidentyfikowana magia, co wprowadza do całości nutkę tajemnicy. Dodatkowo autor stworzył dwa państwa – Holandię i Nową Francję – które cały czas próbują ze sobą walczyć, choć właściwie z góry wiadomo, że to pierwsze państwo jest na wygranej pozycji. Dzięki lekkiemu, ale zgrabnemu zarysowaniu polityki po prostu przyjemnie się to obserwuje.
Wydaje mi się, że to, co nie gra do końca w tej pozycji, to lekki dysonans, który pojawia się przy zderzeniu stylu autora z próbą wykreowania lekkiego, dość ciepłego ducha książki. Tregillis pisze językiem stosunkowo „szlachetnym” jak na tego typu literaturę. Potrafi naprawdę ładnie opisywać i choć „Mechanicznego” czyta się przyjemnie, to jednak warto się na nim trochę skupić. To nie jest bardzo młodzieżowy styl, w którym królują dialogi i lakoniczna narracja. Niemniej książka Tregillisa nie jest przy tym małym dziełem sztuki. Przekleństwa czasem wybijają z rytmu, a jej przygodowa warstwa jest na coś takiego zbyt lekka. To nie jest literatura piękna, a jedynie nieco ładniejsza i cięższa od typowej, współczesnej książki tego typu.

„Mechaniczny” próbuje kreować symatyczne postacie
Z drugiej strony miałam wrażenie, że Tregillis chce stworzyć postacie bardzo ciepłe. Takie, które po prostu polubimy; które wzbudzą w nas sympatię i może będą nieco przerysowane, niekoniecznie zupełnie poważne. I choć owszem – z trójki głównych postaci lubię właściwie wszystkie – to takie kreowanie bohaterów, w połączeniu ze stosunkowo ciężkim jak na ten gatunek stylem, sprawiło, że po prostu nie miałam ochoty, by czytać tę książkę na raz. Po odłożeniu niekoniecznie chciałam też bardzo szybko do niej wrócić. Zwłaszcza że przy wtórze ładnych opisów jedna z bohaterek często klnie i robi inne rzeczy, które niekoniecznie przystają damie.
Jak już wspominałam, w „Mechanicznym” występuje trójka głównych bohaterów. Główną osią fabularną jest oczywiście Jax, nasz klakier, przez którego cała historia w ogóle ma miejsce. To sympatyczna postać, która stara się po prostu postępować właściwie. Powiedziałabym jednak, że przy pozostałej dwójce wypada najmniej charakterystycznie.
Drugą postacią jest Visser, francuski szpieg, głęboko wierzący w Boga i wolną wolę. Jest poczciwym pastorem, który wszystko, co robi, robi dla dobra sprawy. W przeciwieństwie do Jaxa ma zdecydowanie więcej wewnętrznych rozterek i przy tym jest po części postacią tragiczną, co automatycznie czyni go ciekawszym od klakiera.
Trzecim i już ostatnim głównym bohaterem jest Berenice – pewna siebie kobieta z ciętym językiem, która po prostu wzbudza zainteresowanie od samego początku, choć ona najmniej pasuje mi swoim zachowaniem do stylu, jakim posługiwał się Tregillis w tej powieści.
To dobrze zaplanowana powieść
Pod względem fabularnym nie mam tej książce kompletnie nic do zarzucenia. Autor wszystko dobrze sobie zaplanował i całość wypada w sposób naturalny i niewymuszony. Mimo dość rozbudowanych opisów dzieje się tu niemało, a nasi bohaterowie są w ciągłym ruchu.
„Mechaniczny” nie jest może moją lekturą doskonałą, ale mimo wszystko czytało mi się ją całkiem przyjemnie. To dobra książka i mam nadzieję, że uda mi się tę serię poznać w całości.
– Może – mówiła jedna z kobiet – uda nam się razić mechanicznych sztucznymi błyskawicami?
– Interesujące – odparła Berenice. – A co się wtedy stanie z takim mechanicznym?
Nikt nie potrafił jej odpowiedzieć.
Fragment „Mechanicznego” Iana Tregillisa
Sprawdź inne steampunkowe historie!

Tytuł: Mechaniczny
Tytuł serii: Wojny Alchemiczne
Numer tomu: 1
Autor: Ian Tregillis
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Liczba stron: 480
Gatunek: historyczne fantasy, steampunk
Wydanie: SQN, Kraków 2016
4 thoughts on “Mechaniczny: Maszyna człowiekiem? [recenzja] [archiwum]”