„Wyzwolenie” to ostatni z trzech tomów „Wojen alchemicznych”. Ten steampunk, czy raczej: clockpunk, swego czasu zrobił na mnie dość duże wrażenie. Chociaż muszę przyznać, że pierwsza część podobała mi się chyba najbardziej. Jak pisałam o tej książce pod koniec 2017 roku?

Sprawdź inne części „Wojen alchemicznych”: „Mechaniczny” | „Powstanie”
Armia klakierów atakuje Hagę
Mechaniczni zaczynają odzyskiwać wolność i na świecie rozpętuje się chaos. Gdy armia klakierów niespodziewanie atakuje Hagę, Anastazja Bell nie wie, jak ma ratować swój kraj. Wbrew pozorom Daniel i Berenice też nie są jednak w najlepszej sytuacji…
Tom trzeci „Wojen alchemicznych” zbiera raczej pozytywne recenzje, ale większość z nich zgadza się z tym, że jest to historia dobra, lecz gorsza od tomu drugiego. W moim odczuciu jednak stoi na takim samym lub zbliżonym poziomie. Jedynie autor tak zaplanował swoją historię, że „Wyzwolenie” kończy wszystkie napoczęte wątki, a co za tym idzie, nie ma już w nim elementów większego zaskoczenia.
Jedna perspektywa ulega zmianie
Tak jak i poprzednio, tak i tym razem obserwujemy historię trójki bohaterów, ale – też jak w częściach poprzednich – jedna z perspektyw ulega zmianie. Tym razem tym „zmiennym” bohaterem okazała się Anastazja Bell, czyli przywódczyni Nadleśnictwa. I po wejściu do jej głowy miałam wrażenie, że jest niemal bliźniaczo podobnym charakterem do Berenice, jedynie może nieco bardziej eleganckim. Niemniej nie mam tego powieści za złe: obydwie panie dzierżyły pewną władzę i najwyraźniej w świecie Tregillisa takie cechy charakteru jak spryt czy niewyparzony język są potrzebne, by ją w swoich rękach utrzymać.
Najmniej do powiedzenia zdecydowanie ma nasz mechaniczny: jego rola w „Wyzwoleniu” ogranicza się do obserwacji i ewentualnego działania, gdy już Anastazja i Berenice przygotują mu pole do manewru. Znów jednak nie odczuwam tego jako wady: tak po prostu jest.
„Wyzwolenie” trzyma się konwencji drugiego tomu
Autor dalej trzyma się konwencji przyjętej w tomie drugim: zrezygnował z rozważań filozoficznych na rzecz wręcz wszechobecnej akcji. Z tym że właśnie to ostatecznie sprawia, że mam z całą trylogią drobny problem. Sięgając po tom pierwszy, spodziewałam się historii, która będzie „czymś więcej” niż tylko przygodową powieścią fantasy, a ostatecznie wyszło z tego właśnie to. Owszem, osadzone w całkiem ciekawym świecie, z miłymi bohaterami, ale jednak niewnoszące do literatury zbyt wiele.
Poza tym, jak wspominałam, zaskoczeń tu właściwie nie ma. Chcąc zakończyć „Wojny alchemiczne” na trzech tomach, w „Wyzwoleniu” Tregillis zabrał się za zamykanie wątków. Moim zdaniem nieco zbyt szybko. Jeszcze jeden tom mógłby rozwinąć świat i intrygę, być może wprowadzić do tego nieco postapokaliptycznego klimatu… A tu proszę: dopiero coś istotnego naprawdę zaczyna się dziać, a my już kończymy naszą przygodę.

Tę powieść dobrze się czyta
Sam styl Tregillisa jest… po prostu przyjemny. Jak zawsze nie jest zbyt naiwny ani lekki, ale jednocześnie jego tekst czyta się bardzo dobrze. Takie książki mogę bez problemu czytać właściwie w każdym momencie, niezależnie od tego, czy mam dużo na głowie i nie umiem się skupić, czy po prostu nie mam ochoty na bardzo głupiutkie rzeczy. Pod tym względem Tregillis wydaje mi się autorem, który nieźle zrównoważył ten „rozrywkowy klimat” z nieco poważniejszą fantastyką.
„Wojny alchemiczne” to ciekawa trylogia, usytuowana w fajnie wykreowanym świecie, który dostarcza rozrywki, zaś „Wyzwolenie” to dobre zakończenie całości. Wprawdzie nie jest to dla mnie przełomowa historia, ale sympatyczna – na pewno.
Malcolm zamrugał. Poruszył bezdźwięcznie ustami jak złota rybka wypuszczająca bąbelki powietrza. Sprint przez ogrody sprawił, że policzki nabiegły mu czerwienią i ten powoli blednący już róż kontrastował z resztą białej jak kreda twarzy. Miał rozszerzone źrenice.
– Tuiner… – Nareszcie odzyskał głos. – To jest koniec świata.
Harmider dochodzący z pirsu Scheveningen znowu przybrał na sile.
Anastazja zdała sobie sprawę, że nie były to odgłosy radości, ale krzyki przerażenia.
Fragment „Wyzwolenia” Iana Tregillisa
A może więcej steampunku? „Para w ruch” | „Dziewczyna płaszczka i inne nienaturalne atrakcje” | „Czterdzieści i cztery”

Tytuł: Wyzwolenie
Tytuł serii: Wojny Alchemiczne
Numer tomu: 3
Autor: Ian Tregillis
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Liczba stron: 432
Gatunek: historyczne fantasy, steampunk
Wydanie: SQN, Kraków 2017
1 thought on “Wyzwolenie: Wszystko zmierza ku końcowi [recenzja] [archiwum]”