Skip to content

Fantastyka Codzienna

Portal o fantastycznych książkach, filmach i kulturze

Menu
  • Kontakt
  • O redakcji
Menu

Zaginieni: Śmierć w katedrze [recenzja] [archiwum]

Posted on 2 maja, 2018

„Zaginieni” przeczytałam w 2018 roku w ramach współpracy z wydawnictwem Niezwykłym. Ten thriller nie zapadł mi jednak w pamięć na dłużej: w 2026 roku, kiedy przenoszę tę recenzję na nową domenę, niewiele z niego pamiętam. Jednak to nie oznacza, że to zupełnie zła powieść. Sprawdź, czy warto ją przeczytać!

Spis treści:

Toggle
  • Littie zaczyna odkrywać tajemnice swojego miasta
  • „Zaginieni” to debiut
  • Z Lottie można się utożsamiać
  • Jak można podzielić narrację powieści?
  • Jak na debiut wypada dobrze
  • Mam problem z tym wydaniem…
Zaginieni

Odkryj więcej ciekawych thrillerów!


Littie zaczyna odkrywać tajemnice swojego miasta

W katedrze zostają odnalezione zwłoki kobiety. Lottie Parker, detektyw inspektor, rozpoczyna poszukiwanie zabójcy, odkrywając tajemnice swojego miasta.

Dreszczowiec, zwłaszcza ten z zacięciem kryminalnym, to gatunek, który jest dla mnie trochę nieodgadniony. Zwykle – tak jak w przypadku książek Thomasa Harrisa – odbieram je po prostu jako kryminały. Nie wywołują u mnie poczucia niepokoju czy właśnie dreszczy. W moim odbiorze to po prostu kryminały, które czasem zawierają pojedyncze, nieco bardziej makabryczne opisy. „Zaginieni” Zaginieni nie okazali się tu wyjątkiem: choć spędziłam z lekturą miłe chwile, to strachu w trakcie czytania zdecydowanie się nie najadłam.

„Zaginieni” to debiut

Zacznijmy jednak może od tego, że ta powieść to debiut i to moim zdaniem jednak trochę w tej książce widać. Nie wiem do końca, ile jest w tym pracy tłumacza, a ile autorki, jednak widać, że czasami niektóre słowa albo zdania są nie do końca tam, gdzie powinny, albo są po prostu zbędne i wypadają wręcz głupio. Niemniej poza tym pod względem stylu książka nie wypada źle: to po prostu powieść napisana raczej prostym językiem, która w miarę dobrze „wchodzi”. Nie jest przy tym nadmiernie wciągająca: jasne, gdy człowiek się za nią zabierze, łatwo i w chwilę przeczytać sto stron, ale po odłożeniu jej nie miałam poczucia, że muszę do tej opowieści natychmiast wrócić.

Z Lottie można się utożsamiać

Nasza główna bohaterka, Lottie, to postać, z którą będzie się mogła utożsamić spora grupa odbiorców. To samotna matka, która nie do końca radzi sobie z rodziną, a to za sprawą śmierci męża. Przy okazji jednak naprawdę mocno kocha swoje dzieci, ale też na poważnie traktuje swoją pracę: jest bardzo zaangażowana w to, co robi. Próbuje pogodzić rzeczywistość wokół siebie, co raczej nie jest proste.

Charaktery wokół niej są zarysowane raczej dobrze i wyraziście, lecz nie mistrzowsko: postaci mamy tu naprawdę wiele i osobiście nie czułam się z częścią związana, chociaż jednocześnie raczej większość z nich rozpoznawałam, nie gubiąc się w narracji. W każdym razie to, co dostajemy, absolutnie wystarcza, by śledzić przebieg zdarzeń i snuć własne domysły co do podejrzanych o morderstwo.

Zaginieni

Jak można podzielić narrację powieści?

Narrację Gibney możemy podzielić na jedną główną i dwie poboczne. Ta podstawowa to oczywiście śledzenie Lottie oraz jej poczynań w poszukiwaniu mordercy. To kryminalna część, która zachowuje dobry balans pomiędzy pracą bohaterki a jej rodzinnym życiem, które dodaje całości odrobinę oddechu i sprawia, że nasza bohaterka jest bardziej ludzka.

Następnie, jak to często bywa w tego typu książkach, mamy narrację „mężczyzny”, czyli człowieka skrytego w cieniu, który teoretycznie buduje napięcie, ale jak już wspominałam na początku, naprawdę mnie takie zabiegi w książkach „nie ruszają”. Cóż, być może za dużo w życiu przeczytałam mrocznych rzeczy, by tak było? W każdym razie najciekawiej wypada trzecia narracja – z przeszłości, która opisuje naprawdę makabryczne sceny i chyba to przy niej moja wyobraźnia pracowała najmocniej.

Jak na debiut wypada dobrze

Jako debiut historia sama w sobie wypada naprawdę bardzo dobrze: myślę, że to jedna z tych książek, przy których można się doskonale bawić, próbując samemu rozwiązać zagadkę. Mam jednak z nią jeden drobny problem: powiązania i zbiegi okoliczności. Mimo że mamy do czynienia z raczej większym miastem (co sugeruje nam obecność katedry), to jednak wszyscy zdają się tu jakimś cudem znać i być ze sobą powiązani. Chwilami miałam po prostu wrażenie, że tego wszystkiego jest w „Zaginionych” za dużo, niemniej nie jest to coś, co psuło mi radość z czytania.

Mam problem z tym wydaniem…

Niestety samo wydanie trochę mnie zawiodło. Ten, kto mnie choć trochę zna, wie, że jeśli chodzi o interpunkcję, jestem ślepą kurką, która absolutnie niczego nie zauważa. Z jednym wyjątkiem, a są nim… dialogi. Dialogi, które w tym wydaniu wypadają naprawdę niechlujnie. Czasami po myślniku zamykającym wypowiedź nie ma spacji, a bardzo często zanim bohater cokolwiek powiedział, pojawiała się więcej niż jedna przerwa, co – w chwili gdy mamy dialogi linijka pod linijką – jest mocno widoczne. Niby to drobna sprawa, ale bardzo rzucająca się w oczy i pozwalająca mi sądzić, że z interpunkcją w samych zdaniach też może nie być najlepiej. Niemniej tego nie jestem w stanie ocenić.

„Zaginieni” to książka, którą chyba mogę spokojnie polecić, jeśli tylko lubicie kryminały z dodatkiem thrillera (bo osobiście nie potrafię tego określić inaczej) i szukacie w literaturze konkretnych postaci kobiecych. Choć nie jest to moja książka idealna, to sama całkiem dobrze bawiłam się przy jej lekturze i chętnie zobaczę, jak autorka rozwinęła się na przestrzeni kolejnych tomów, bo z tego co wiem, w oryginale zostały wydane już cztery historie z Lottie Parker w roli głównej.


Dół, który wykopali, miał mniej niż metr głębokości. Maleńkie ciało spoczywało w białym worku po mące, ciasno związanym sznurkami brudnego białego fartucha. Toczyli je po ziemi, mimo że było dość lekkie. Szacunek dla zmarłych był im obcy. Jeden z nich kopnął zwłoki, wpychając je butem głębiej. Bez modlitwy, bez ostatniego namaszczenia zakopali je pod warstwą wilgotnej gliny. Pod jabłonią, która na wiosnę miała wypuścić białe pąki, a latem dojrzałe owoce, znajdowały się teraz dwa kopce ziemi. Jeden z nich – zbity i twardy, drugi – świeży i sypki.

Fragment „Zaginionych” Zaginieni


Zaginieni

Tytuł: Zaginieni

Tytuł serii: Lottie Parker

Numer tomu: 1

Autor: Patcicia Gibney

Tłumaczenie: Bartosz Czech

Liczba stron: 420

Gatunek: kryminał, thiller

Wydanie: NieZwykłe, Oświęcim 2018

1 thought on “Zaginieni: Śmierć w katedrze [recenzja] [archiwum]”

  1. Pingback: Żmijowisko: Gdy na wsi znika nastolatka [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie posty

  • Upiory w Ruinach Teatru Victoria w Gliwicach
  • Ogień i krew. Tom 1: Kronika rodu Targaryen [recenzja] [archiwum]
  • Kamienne niebo: Świat zmierza ku końcowi [recenzja] [archiwum]
  • Strefy cyberwojny: Jak Internet wpływa na nasze życie? [recenzja] [archiwum]
  • Odłamki: Sceny z wojny domowej w Bośni i Hercegowinie [recenzja] [archiwum]

Kategorie

  • Archiwum
  • Fantastyczne filmy i seriale
  • Fantastyczne gry
  • Kultura fantastyczna
  • Kultura niefantastyczna
  • Literatura fantastyczna
  • Literatura niefantastyczna
  • Niefantastyczne filmy i seriale
  • Niefantastyczne gry
  • Niefantastyczny teatr
  • Od serca o kulturze
  • Recenzje
  • Recenzje filmów i seriali
  • Recenzje gier
  • Recenzje literatury niefantastycznej
  • Recenzje niefantastycznych filmów i seriali
  • Recenzje niefantastycznych gier
  • Wydarzenia fantastyczne

Aghata Christie Alternatywna historia angel fantasy dark fantasy Dystopia fantastyka naukowa fantastyka socjologiczna fantasy fantasy historyczne high fantasy horror Jacek Piekara Jakub Ćwiek Jarosław Grzędowicz komedia kryminał kryminał fantastyczny literatura amerykańska literatura brytyjska literatura dziecięca literatura faktu literatura historyczna literatura hiszpańska literatura kanadyjska literatura młodzieżowa literatura naukowa literatura niemiecka literatura obyczajowa literatura polska Literatura postapokaliptyczna literatura przygodowa Maja Lidia Kossakowska przygodowe fantasy retellingi i baśnie Rick Riordan romans romans paranormalny romantasy science fantasy space opera steampunk thriller urban fantasy Ursula Le Guin zbiór opowiadań

©2026 Fantastyka Codzienna | Design: Newspaperly WordPress Theme