„Srebrny kruk” to polski zbiór opowiadań fantasy, który czytałam w 2018 roku w ramach współpracy z wydawnictwem Abysssos. Do dziś jednak pamiętam (a mamy 2026 rok), że nieszczególnie mi się wówczas spodobał; naprawdę niewiele z tej lektury zrozumiałam. Sprawdź, jak opisywałam wówczas tę polską książkę!

Sprawdź więcej recenzji książek high fantasy: „Naznaczeni błękitem” | „Zabójczy księżyc” | „Księżna jeleń” | „Królowie Wyldu”
Próbowałam podejść do tematu naprawdę na poważnie
Oculum Mundi to świat, w którym ludzie traktują inne rasy z pogardą i w którym nie brakuje zakulisowych, politycznych rozgrywek. Pięć opowiadań wiedzie do jednego, wspólnego celu.
Gdy „Srebrny kruk” do mnie trafił, nie znalazłam w sieci żadnej konkretnej opinii na jego temat. Dlatego ten wydany w maju debiut Sobocińskiego wzięłam na warsztat zupełnie na poważnie: w końcu ktoś powinien ten tytuł rzetelnie ocenić. Jednocześnie podchodziłam do książki ze sporą dawką pozytywnego nastawienia: w końcu to fantasy, jak najbardziej „mój” klimat. Nawet jeśli nie będzie idealnie, nie powinno być źle, zwłaszcza że autor napisał tekst także do drugiego tomu, wtedy jeszcze niewydanych, „Fantazmatów”.
Szybko dotarło do mnie jednak, jak bardzo się myliłam.

„Srebrny kruk” mnie nie zadowolił
Mimo absolutnie najszczerszych chęci, powolnego i dokładnego czytania oraz pozytywnego nastawienia spotkanie ze „Srebrnym krukiem” skończyło się dla mnie po prostu źle. To jedna z tych książek, które czytałam tylko po to, aby po odłożeniu nie mieć pojęcia, o czym był tekst; która wydawała się być absolutnie o niczym, mimo bardzo mocnej stylizacji językowej (o której za chwilę). Do teraz zastanawiam się, o co w tej fabule w ogóle chodziło, a przecież jestem raczej człowiekiem oczytanym; nawet „Lód” Dukaja przecież był o czymś, mimo że jak na razie przerwałam go po trzystu stronach (wrócę, na pewno!) – to książka trudna, ale główna linia fabularna jest jednak zrozumiała. „Srebrnego kruka” zdaje się to nie dotyczyć.
To pięć opowiadań o niczym
Co właściwie dostajemy? Pięć opowiadań, które – jak wspomniałam wyżej – wydają się być w moich oczach absolutnie o niczym. Mamy jakieś morderstwa, mamy pociągającego za sznurki profesora o trudnym i dziwnym imieniu, mamy niby intrygi, spotkania władz… ale te teksty zdają się do niczego nie prowadzić. Ponadto często miałam wrażenie, że autor, próbując stylizować język na średniowieczny, wciskał do tekstu wszystkie znane mu trudne słówka, co wcale nie ułatwiało czytania ani nie dodawało treści klimatu. Zwłaszcza że taki „mityng” (który też w tych opowiadaniach się znalazł) nijak ma się do tekstów fantasy tego typu.
Trudno wyciągnąć cokolwiek z dialogów
Zauważyłam też, że dialogi to często szczególnie irytująca sieczka będąca mieszaniną dziwnych słów – często trudno wyciągnąć z nich cokolwiek. A opisy? Często przydługie i nudne, zwłaszcza gdy czytelnik ma w sumie gdzieś bohaterów i absolutnie się nimi nie interesuje; tak samo zresztą jak światem przedstawionym. Bo przecież elfów i krasnoludów, którzy są źle traktowani, mieliśmy już w popkulturze od groma. „Srebrny kruk” pod tym względem wydaje się być absolutną kalką wielu innych historii.

To wydanie zwraca pozytywnie uwagę
Jeśli miałabym podać jakikolwiek pozytyw, byłoby to na pewno wydanie. Z tego, co rozumiem, wydawnictwo Abyssos to grupa znajomych pisarzy, którzy wzajemnie wydają swoje dzieła (jak widać, to niekoniecznie dobry pomysł). Wyraźnie widzę, że w „Srebrnego kruka” zostało włożone sporo pracy. Być może sama korekta nie należy do najlepszych, ale wewnątrz książki możemy znaleźć naprawdę przyjemne dla oka ilustracje, a okładka też nie należy do najgorszych. Sama grafika na niej jest naprawdę klimatyczna; brakuje jej jedynie odrobiny dopracowania pod względem układu tekstu i czcionki.
Co tu dużo mówić – jestem na „nie”. Chciałabym, aby było inaczej, ale po prostu czuję się niezwykle tym tytułem wymęczona. Nie obchodził mnie, czytałam go prawie tydzień (a moją normą są 2–3 dni na książkę) i jeszcze na dodatek mam wrażenie, że nie dostałam nic w zamian za poświęcony czas. Niemniej bardzo chętnie porównam swoją opinię z innymi. Może faktycznie Sobociński to geniusz większy od Dukaja, Wattsa czy Lema, tylko po prostu jestem zbyt głupia i zbyt mało oczytana, by to zrozumieć? Chciałabym w to wierzyć.
– Nonsens, mości książę. Zaaranżowany przez księżną mityng ma na celu wysondowanie potencjałów oraz stanowisk w hipotetycznej sytuacji wewnętrznej naszego państwa – profesor odgarnął z twarzy szare włosy. – Dokonujemy tu analizy geopolitycznej poprzez studium domniemanych przypadków.
– Próżna naukowa gadanina – skwitował margrabia, maczając figę w słodkiej zalewie z maku.
Fragment „Srebrnego kruka” Michała J. Sobocińskiego

Tytuł: Srebrny kruk
Autor: Michał J. Sobociński
Liczba stron: 315
Gatunek: fantasy
Wydanie: Abyssos, Nowa Sól 2018