„Polowanie” to powieść Szmidta, którą przeczytałam w 2018 roku we współpracy z wydawnictwem Rebis. Jak wówczas odebrałam tę książkę? Sprawdź, czy warto zabrać się za tę pełną akcji powieść SF!

Sprawdź recenzje innych powieści SF: „Łzy Mai” | „Limes Inferior” | „Proxima”
Telepata zwerbowany do grupy wywiadowczej
Obdarzony telepatią Edmund Lis zostaje zwerbowany do tajnej grupy wywiadowczej. Jego drużyna szuka jednorożca: osoby obdarzonej umiejętnością jasnowidzenia. W trakcie jednej z akcji zostają jednak zapędzeni w pułapkę. Z życiem uchodzą tylko Lis oraz Kamil, członek grupy z talentem leczenia.
Gdy minęła mi „wczesnopodstawówkowa” faza na „Harry’ego Pottera”, dość szybko przerzuciłam się na filmowych „X-Menów” – wprawdzie komiksów nigdy nie poznałam, ale sam motyw z tej serii był i jest czymś mi bliskim. Nie wspominam o tym bez powodu: „Polowanie” Roberta J. Szmidta, czyli pierwszy tom „Kronik jednorożca”, niezwykle kojarzy mi się z tą serią, choć całość osadzona jest w polskich realiach, a osoby z nadprzyrodzonymi zdolnościami raczej nie chodzą do stosunkowo beztroskiej szkoły Charlesa Xaviera.
„Polowanie” to komiksowa powieść
„Polowanie” to powieść typowo rozrywkowa. Lekka, wręcz komiksowa. Raczej nastawiona na akcję niż na przekazywanie wielkich ideałów i analizy filozoficzne. Jest więc wyjątkowo lekką fantastyką naukową, która ma w sobie bardzo mało, jeśli w ogóle, technicznych wątków i określeń. Traktowanie jej inaczej raczej po prostu nie ma większego sensu: wprawdzie Szmidt „przewidział” w niej niektóre polskie wydarzenia (książka została wydana po raz pierwszy w 2007 roku), ale powiedziałabym, że to raczej kwestia przypadku i poprawnej analizy rzeczywistości, a nie jasnowidztwa. Zresztą nie są to rzeczy szczególnie przez autora rozwijane czy analizowane: po prostu dla fabuły „Polowania” były potrzebne pewne konkretne pomysły, wydarzenia czy miejsca, więc zostały wykorzystane w historii.
Warto zwrócić uwagę na to, że dla fantastyki naukowej ponad dziesięć lat od wydania pierwszego tomu często bywa zabójcze. W tym przypadku na szczęście do tego raczej nie doszło. Wprawdzie należy brać pod uwagę fakt, że akcja dziejąca się w 2011 roku to dla autora powieści wciąż przyszłość, jednak biorąc pod uwagę, że trafiamy do fantastycznego świata, pewne fakty i detale nie muszą się zgadzać, zwłaszcza że mamy do czynienia z powieścią akcji. Powiedziałabym wręcz, że biorąc pod uwagę erę superbohaterów, w jakiej jesteśmy obecnie, „Polowanie” jest może nawet bardziej chwytliwe i topowe niż dekadę temu.

Polska polityka to tło dla powieści Szmidta
Na tło naszej historii Szmidt wybrał polską politykę. Niech to jednak nikogo nie przestraszy. Przede wszystkim autor nie wykorzystuje żadnych istniejących nazw partii (w ogóle zazwyczaj unika podawania imion i nazwisk polityków, chyba że jest to koniecznie potrzebne), a całość naprawdę stanowi tylko podbudowę historii. Ta książka naprawdę jest jak film akcji – niby to wielkie spiski polityczne czy biznesowe są motywacjami naszych postaci, ale w gruncie rzeczy ani nas szczególnie nie interesują, ani twórcy nie próbują w nie wnikać. W końcu w takich opowieściach nie o to chodzi.
Kim są bohaterowie „Polowania”?
W „Polowaniu” dostajemy duet bohaterów. Niewątpliwie postacią wiodącą jest Edmund Lis – inteligentny, szybko myślący telepata, który zdecydowanie jest ciekawym w obserwacji mężczyzną, choć jednocześnie nie wykracza poza typowe ramy postaci z tego typu historii. Jego towarzysz, Młody, to swoista kontra dla Lisa: raczej woli proste, leniwe rozwiązania, które jednak czasem sprawdzają się lepiej od kreatywnych, ale zbyt wymyślnych pomysłów głównego protagonisty. To dobrze współgrająca para bohaterów, których obserwuje się z przyjemnością, choć muszę przyznać, że zabrakło mi tu pewnej podbudowy tych postaci.
Weźmy na przykład właśnie Lisa – choć trafił do „polityki” jako dorosły, nie wiemy nic z jego przeszłości. Czy miał rodzinę? Innych bliskich? Co studiował, czy miał ukochaną, dramaty, pragnienia? Nie pamiętam, aby w książce Szmidta pojawiła się choćby wzmianka na ten temat. Młody ma wprawdzie nieco lepiej wyjaśnione swoje pochodzenie, ale też: mimochodem, w dosłownie kilku zdaniach.

To czysta rozrywka
Moje pierwsze spotkanie z powieścią Szmidta, a drugie spotkanie z autorem w ogóle (poprzednie odbyło się dzięki jednemu z jego opowiadań), uważam za udane; dostałam właściwie to, czego oczekiwałam po opisie z tyłu okładki. „Polowanie” to przede wszystkim czysta rozrywka. Nie zapewni może okazji do analizy, nie jest też w jakikolwiek sposób odkrywcze, ale wykorzystuje ciekawe motywy w poprawny sposób. Niedługa, lekka, przyjemna, ale jednocześnie nieinfantylna – to zdecydowanie sprawia, że z książką Szmidta można po prostu miło spędzić czas.
– Dupa tam… – żachnął się grubas i dokończył picia. Ty, Mulder, lepiej odpowiedz na pytanie.
Lis nie lubił, kiedy go tak nazywano, ale przywykł. Młody miał zwyczaj nadawania wszystkim przezwisk. Trzeba przyznać, że miał do tego talent. Zresztą, jak się chwilę zastanowić, skojarzenie było proste. Lis to Fox, a zdrobnienie od Edmunda zamienić na Muldera – żaden problem. Do tego robota, jaką wykonywał, nadawała się idealnie do „Z archiwum X”.
Fragment „Polowania” Roberta J. Szmidta

Tytuł: Polowanie
Tytuł serii: Kroniki jednorożca
Numer tomu: 1
Autor: Robert J. Szmidt
Liczba stron: 310
Gatunek: science-fiction
Wydanie: Rebis, Poznań 2018