„Laguna” to powieść autorki z nigeryjskimi korzeniami, której akcja rozgrywa się w Lagos. Przeczytałam ją w 2020 roku. Ta książka ukazała się w ramach serii wydawnictwa Mag Uczta Wyobraźni. Czy słusznie? Sprawdź, jak odebrałam tę trochę nietypową historię SF!

Sprawdź recenzje innych książek z serii Uczta Wyobraźni: „Shriek: Posłowie” | „Ślepowidzenie” | „Wodny nóż”
Fala zwiastuje spotkanie z obcymi
Trójka nieznajomych spotyka się na plaży w Lagos. Gdy pojawia się olbrzymia fala, nie wiedzą jeszcze, że przyniesie ona zmiany całemu światu. Wkrótce z morskiej toni wyłania się nieznana im kobieta. Jak się prędko okazuje – pochodząca z gwiazd.
Pierwsze spotkanie z (prawie) afrykańską fantastyką
Nigdy nie czytałam afrykańskiej fantastyki. Często o niej słyszałam, jednak koniec końców nigdy po nią nie sięgnęłam. „Laguna” Nnedi Okorafor jest więc swego rodzaju pierwszym testem, choć też niepełnym. Autorka wprawdzie ma nigeryjskie korzenie, ale jest jednak Amerykanką. Spodziewałam się, że może będzie trochę dziwnie, że może nie do końca powieść mi „siądzie” i… rozpoczynając lekturę, naprawdę się zdziwiłam.
Bo po mglistym i tajemniczym wstępie autorka wrzuciła mnie w historię, która początkowo wydała mi się po prostu interesująca. Okorafor się nie patyczkuje, bo od razu ustanawia główną bohaterką biolożkę morską, Adaorę. To postać z problemami małżeńskimi, niekoniecznie lubiana w swojej okolicy. Uznawana za wiedźmę i krytykowana przez lokalnego kapłana, zawsze miała w swoim kraju pod górkę. Pokiwałam wtedy głową, uznając: dobrze, rozumiem – autorka widzi w Nigerii jakiś problem i przedstawia go czytelnikom. Nie zrozumcie mnie źle: problemy rodzinne i krytyka społeczeństwa mogą zdarzyć się każdemu i wszędzie. Nigeryjskie realia przedstawione przez pisarkę wydają się jednak bardziej zabobonne i plemienne niż te nasze, polskie. Sam problem pozostaje więc ten sam, ale ma jednak nieco inny „klimat”.
„Laguna” na początku mi się podobała
Adaora wydaje się bohaterką, która może coś do powieści wnieść. Pozostała dwójka bohaterów – raper Anthony i żołnierz Agu – być może przedstawia się mniej wyraziście, ale początkowo nie mam też problemów z pojęciem, kto jest kim, gdzie i co się dzieje. Przez powieść płynę dość sprawnie, gdy już ją otwieram, choć mimo że pozornie wszystko mi odpowiada, nie mam ochoty po nią sięgać bez drobnego zmuszania się.
Im dalej w las, tym jest gorzej, bo robiąc tygodniowe przerwy, muszę przypominać sobie treść, zapominam postacie i to, gdzie dokładnie skończyłam. I koniec końców powieść niemającą nawet trzystu stron czytam miesiąc. Miesiąc! I to wcale nie przez to, że „Laguna” jest książką szczególnie trudną. Po prostu im dalej w nią brnęłam… tym mniej interesująca się dla mnie stawała.

Problem z fabułą i rozmyty potencjał
(Możliwy SPOILER) Motyw, który wykorzystuje autorka „Laguny”, pojawił się wcześniej w czytanej przeze mnie jakiś czas temu „Cenie szczęścia” Eriksona. Bo to ta powieść, w której kosmici przybywają na Ziemię i zamiast uznać, że chcą nas zniszczyć, planują się z nami zaprzyjaźnić. Zdaję sobie sprawę, że to pewnie nie jedyne dzieło kultury z podobną tematyką, ale w tym momencie inne powieści nawet nie przychodzą mi do głowy. W przypadku książki Eriksona sporym problemem był brak fabuły, brak konkretnego celu historii i brak głównego bohatera.
Mam odczucie, że w tym przypadku jest trochę podobnie. Bo choć Okorafor prowadzi tę historię sprawniej i ubiera ją w jakieś ramy, pokazując funkcjonowanie społeczeństwa na początku tych specyficznych przemian, to koniec końców… nie umiem tej książki „poczuć”. Gdy kosmici przychodzą i mówią: chcemy wam pomóc i się z wami zaprzyjaźnić, właściwie nie chcąc nic w zamian… to naprawdę trudno o jakieś szczególne zaskoczenia w fabule. (Koniec SPOILERA)
Autorka jakby próbuje to rekompensować, skupiając się na scenkach z samego kraju, a nie tylko na głównych bohaterach. Podsuwa nam też inne tropy, przedstawia postacie o różnym punkcie widzenia… Ale koniec końców to wszystko się rozmywa, robi niekonkretne i nudne.
Nigeria to ciekawe tło dla akcji powieści, ale…
Realia Nigerii to naprawdę ciekawe tło na dobrą historię fantastyczną i chętnie bym takową przeczytała. Jednak przy tym muszę przyznać, że „Laguna” – choć zaczynała się jak ciekawa podróż rozrywkowo-poznawcza – nie do końca spełniła swoją funkcję w moim przypadku. Nie chcę tej książki jednoznacznie sądzić. Czytałam ją o wiele za długo, nie potrafiłam się na niej skupić i być może po prostu odbiłam się od stylu autorki, bo i tak się czasem zdarza.
Mam jednak wrażenie, że CZEGOŚ tu zabrakło. Może lepszego skonstruowania intrygi? Może właśnie pójścia w klimaty kompletnie dziwne, zupełnie mi nieznane i jeszcze bardziej nigeryjskie? Odbieram tę książkę tak, jakby chciała być wszystkim po trochu (przedstawieniem kultury Nigerii, jej problemów, historią sci-fi, opowieścią o reakcjach ludzi na nieznane itd.), a ostatecznie nie była niczym konkretnym.
Czy to naprawdę jest nigeryjska codzienność?
(SPOILER) Powoli kończąc ten mój chyba nieco nieskładny i nawet nie do końca recenzencki wywód, chcę tylko wspomnieć o pewnym elemencie, który trochę mnie „ubódł”. Powieść rozpoczyna się tym, że Adaora wychodzi na plażę po pobiciu przez męża. Zdarza się to pierwszy raz w jej życiu, nie wie, co ma ze sobą zrobić, musi tę sprawę przemyśleć. Sprawa przedstawiona jest w narracji tak, jakby problem bicia kobiet w Nigerii był czymś naprawdę częstym. Ponownie: nie chcę być źle zrozumiana, bo bicie kogokolwiek nie jest OK. Ale narracja zdaje się rysować sytuację, według której niemal każda kobieta w tym kraju jest ofiarą przemocy domowej. Być może tak jest – nie wiem.
W każdym razie Adaorą targają emocje, bo choć w jej związku nie działo się najlepiej, wydawało jej się, że jej mąż akurat do tego zdolny nie jest. Na plaży wraz z nią pojawia się dwójka mężczyzn, którzy też mają dość konkretne powody, przez które się tam wybierają. Ayodele wkrótce wyjaśnia im, że zebrali się przez jej ingerencję. Między innymi to ona „zachęciła” męża Adaory do uderzenia jej w trakcie kłótni małżeńskiej. Nie zmusiła go, jedynie właśnie „zachęciła”.
Szczerze mówiąc, ten element, połączony z dalszymi kłótniami małżonków i zachowaniami głównej bohaterki, wzbudza we mnie spory dysonans. Bo koniec końców wychodzi na to, że choć jej mąż jest winny uderzenia, to jednak w trakcie nie był w pełni swoich (i tylko swoich) własnych sił umysłowych. Gdyby nie pomoc Ayodele, by tego nie zrobił. A ten element „Laguny” odebrałam tak, jakby Adaora była wręcz trochę wdzięczna swojej kosmicznej znajomej i wykorzystywała to uderzenie jako pretekst do pozbycia się problematycznego męża. Ponownie: nie mam pojęcia, czy dobrze to odebrałam, zwłaszcza że to bardzo delikatny temat… ale te sceny po prostu pozostawiły we mnie pewien niesmak. Może to dlatego mój entuzjazm co do tej powieści powoli słabł?( Koniec SPOILERA)

Tytuł: Laguna
Autor: Nnedi Okorafor
Tłumaczenie: Anna Studniarek-Więch
Liczba stron: 308
Gatunek: fantastyka naukowa
Wydanie: Mag, 2015