W 2020 roku postanowiłam się przełamać i pojęłam współpracę z autorem-selfpublisherem. „Mit o Alarze” miał być epicką historią fantasy. Jak wyszedł mi ten eksperyment? Dowiedz się, o czym jest ta książka oraz jak mi się ją czytało!

Poznaj recenzje innych książek high fantasy: „Dom między chmurami” | „Rycerz Siedmiu Królestw” | „Wygnaniec” | „Królestwo Mostu”
Świat pełen potencjału, ale…
Andrygon, razem ze swoją kompanią, wyrusza w podróż na drugi koniec świata, podczas gdy mieszkańcy wysp badają tajemnicze i niemal opuszczone ziemie. W tym samym czasie Ja-meke wyrusza w drogę, aby zbliżyć się do Słońca i zdobyć trzecie imię, dzięki czemu stanie się Ujętym – wyniesionym ponad ludzi. Obydwoje nie mają pojęcia, że w Raju, odizolowanym od reszty świata regionie, zaczyna dziać się coś dziwnego. Jeden z jego mieszkańców po raz pierwszy opuszcza znane sobie ziemie, aby znaleźć odpowiedź na pytanie, co właściwie się wydarzyło.
Po książki self-publisherów sięgam bardzo rzadko. Nie bez powodu. Do dziś pamiętam moje spotkanie w 2017 roku z powieścią Michała Podbielskiego („Wojny żywiołów. Przebudzenie ziemi: Udręczeni”), której najzwyczajniej w świecie nie dało się czytać. Wiem jednak, że z powodu obecnej sytuacji na rynku debiutanci mogą mieć spory problem z przełamaniem się i wejściem do oficjalnego obiegu. Dlatego postanowiłam dać szansę „Mitowi o Alarze” Ryszarda Feina. I choć nie czułam fizycznego bólu, tak jak w przypadku powieści Podbielskiego, to chwilami miałam ochotę płakać przez łzy.
„Mit o Alarze” przerósł autora?
High fantasy to niezwykle kuszący gatunek. Nie dziwię się więc, że Fein sięgnął właśnie po niego, próbując stworzyć epicki, potężny świat. Co więcej, autor miał nawet kilka naprawdę ciekawych pomysłów. Stworzył na przykład lud bazujący na strukturze starożytnego Egiptu, który – gdy człowiek przywyknie już do dziwnych nazw – ma całkiem interesującą konstrukcję. Nie jest to może koncept zupełnie nowatorski, ale dałoby się z niego sporo wyciągnąć.
Mamy tu również zderzenia kultur, które w fantastyce potrafią wypadać wręcz fenomenalnie. Wystarczy sięgnąć po wegnerowskie „Opowieści z meekhańskiego pogranicza”, by zrozumieć siłę miejsc, w których łączą się różne ludzkie spojrzenia na świat.
Ale… „Mit o Alarze” nie jest dla mnie ukończonym, dojrzałym produktem książkowym. A przecież jako taki jest sprzedawany. Powieści tej brakuje zarówno autorskiego warsztatu, jak i porządnej redakcji. Z pozytywów pod tym względem mogę powiedzieć właściwie tylko jedno: Fein zazwyczaj w miarę poprawnie składa zdania.

Formalny chaos i spłycona narracja
Problemem okazuje się już sama konstrukcja tekstu. Akapity w tej powieści są w lwiej części jednozdaniowe i często jednolinijkowe. Na dodatek, gdy autor chce napisać coś bardziej dynamicznego, nasyca tekst nagminnie powtarzającymi się wykrzyknikami. Z kolei gdy próbuje zbudować napięcie, kończy akapit trzema kropkami…
…i kolejny również od nich zaczyna, dodając przy tym parę dodatkowych spacji. Czemu, jak, po co i komu jest to potrzebne? Nie mam pojęcia, bo mi na pewno nie uprzyjemniało to lektury.
Dodatkowo autor w narracji skupia się wyłącznie na czynnościach bohaterów, często opisując je w sposób skrajnie ogólnikowy. Pisze na przykład, że postać wstała, poszła pracować, zjadła, poszła posiedzieć, a potem znów wstała. W ogóle nie wgłębia się przy tym w emocje i odczucia postaci. Przez to całokształt wypada bardzo topornie i sztucznie, a o jakiejkolwiek głębszej kreacji bohaterów trudno tu mówić.
Jakby tego było mało, Feinowi zdarzają się kuriozalne wstawki słowne. W quasi-antycznym świecie bohaterowie potrafią na przykład żartować z tego, że słowo „woda” rymuje się z „broda” (aż musiałam się po tym napić), a jedna z postaci pisze o tym, że chce jej się „siku” – używając słowa, które nijak nie pasuje do tonu powieści.
Ambitne próby bez wykończenia
Przy okazji autor dość często próbuje poruszać tematy filozoficzne. Początek „egipskiego” wątku kojarzył mi się nawet bardzo mocno z „Czarnoksiężnikiem z Archipelagu” Ursuli Le Guin. Problem polega na tym, że aby takie zagadnienia dobrze wybrzmiały w powieści, warsztat autora musi być nienaganny. W tym przypadku wypadają one co najwyżej śmiesznie i naiwnie.
Nie męczyłam się okrutnie w trakcie czytania. Widzę w tej powieści sporo radości z pisania, typowej dla takiego prostego, tworzonego masowo fantasy – co ma w sobie pewien urok. Jednak jednocześnie nie dostrzegam w „Micie o Alarze” pełnoprawnej książki. Na rynku mamy pozycje tańsze, ładniej wydane, łatwiej dostępne i przede wszystkim o wiele lepsze. Trudno mi więc wskazać, komu mogłabym ten tytuł polecić. Może jedynie komuś, kto przeczytał już absolutnie każdą powieść high fantasy na rynku? Ale to byłoby przecież nieistnie… przepraszam, niebywale wąskie grono odbiorców.

Tytuł: Mit o Alarze
Autor: Ryszard Fein
Liczba stron: 464
Gatunek: high fantasy
Wydanie: Otomy, 2020