W 2016 roku poznałam wielu popularnych polskich autorów fantastyki. „Aparatus” był moim pierwszym spotkaniem z twórczością Andrzeja Pilipiuka. Jak odebrałam wówczas tę książkę?

„Aparatus” to osiem opowiadań osadzonych w XIX i XX wieku
„Aparatus” to osiem opowiadań rodem z XIX i XX wieku. Cztery pierwsze publikowane były już wcześniej, cztery kolejne pojawiły się dopiero w tym zbiorze.
„Za kordonem. Lwów” to historia batiara, który z powodu wojny opuścił swoje rodzinne miasto. Teraz ma do niego wrócić, aby odnaleźć niezwykły wynalazek zaginający czasoprzestrzeń.
W „Ostatnim Biskupie” poznajemy znudzonego pracą na XIX-wiecznej Syberii doktora Skórzewskiego. Pracuje on przy linii kolejowej, którą zwożeni są do niego nieliczni chorzy. Pewnego dnia pojawia się u niego dziwny, umierający człowiek, który tuż przed śmiercią prosi lekarza o wykonanie pewnego zadania…
„Ośla opowieść” prowadzi nas do współczesnych Włoch. Pewien człowiek szuka informacji o dziwnym gatunku karłowatych osłów, a jego historia prowadzi nas do niezwykle baśniowego zakończenia…
W tytułowym „Aparatusie” obserwujemy poczynania tego samego bohatera. Tym razem Robert kupuje dziwny, zepsuty przedmiot przypominający pozytywkę. Postanawia go naprawić, aby odkryć jego tajemnice.
„Choroba białego człowieka” – znów wracamy do naszego XIX-wiecznego lekarza. Tym razem przybywa do niego krewniak, prosząc o pomoc: brat młodzieńca wybrał się na wyprawę i prawdopodobnie utknął na jakiejś wyspie. Rozpoczyna się wyprawa prowadząca nas prosto w serce groźnej choroby…
W 1940 roku Polska nie znajdowała się wcale, a wcale w korzystnej sytuacji, co doskonale widzimy w kolejnym opowiadaniu noszącym tytuł „Staw”. Pewien nazista dostaje przydział w Łazienkach i na razie to w nich ma mieszkać oraz wykonywać swoją urzędniczą pracę. Odkrywa jednak, że w pobliskim stawie żyją ogromne karpie o dziwnej budowie ciała. Postanawia je zbadać.
„Księgi drzewne” to kolejne spotkanie z naszym Robertem. Podczas poszukiwań zabytków trafia na stare, zepsute skrzypce. Postanawia pójść z nimi do swojego nowego sąsiada zajmującego się ich tworzeniem. Ten zaś ma dla protagonisty niełatwe zadanie: jego wnuczka (rudowłosa piętnastolatka, która okrzyknęła się mianem księżniczki wiewiórek) ma niezwykły dar do grania na instrumentach. Jako kochający dziadek chce więc stworzyć dla niej wyjątkowe skrzypce. Prosi Roberta, aby znalazł dla niego specjalne drewno.
Na zakończenie znów obserwujemy naszego Skórzewskiego w „Dzwonie wolności”. Tym razem lekarz ma zaszczepić wygnańców na czarną ospę. Okolica, do której się wybrał, skrywa jednak pewną mroczną tajemnicę…

To naprawdę bardzo ładne wydanie
Tak, treści jest trochę jak na te czterysta stron. Nim jednak ocenię całość, muszę bardzo pochwalić wydania – istnieją dwa i obydwa mają wprost cudowne okładki, a tom, który miałam, jest naprawdę dopracowany. Bardzo miło trzyma się tę pozycję w ręce 🙂 Ale dobrze, teraz już do rzeczy. Jak sprawa ma się z treścią?
Nie skłamię, mówiąc, że bardzo dobrze, wręcz rewelacyjnie. Styl Pilipiuka jest dość prosty i przystępny, ale przy tym autor ma wyczucie oraz sporą dawkę wiedzy, dzięki czemu łatwo wpaść w klimat opowiadań. Choć wszystkie są inne, coś je łączy: każde skrywa jakąś tajemnicę i każde w jakiś sposób dotyczy przeszłości. Co istotne, elementów fantastycznych w większości opowiadań nie ma zbyt wiele. Ba, w tytułowym „Aparatusie” w ogóle ich nie znalazłam. Na szczęście nie wpływa to na niekorzyść pozycji – przeciwnie, wprowadza specyficzny klimat i zamieszanie, w które bardzo łatwo się wciągnąć. Akcji w tych historiach naprawdę jest niemało, choć raczej nie zaznacie w nich strzelanin rodem z amerykańskich filmów.
To nie jest wybitny zbiór opowiadań
Nie uważam tego zbioru za wybitny. Tak, mamy przyjemnych bohaterów i ciekawe przygody, ale nie zakochałam się w nich. To fajna lektura, którą polubiłam i czytałam z przyjemnością, ale nie mam zamiaru śpiewać jej serenad. Nie wiem, czego mi w niej brakło… może mistrzowskiej zabawy słowem? Może. Poza tym wydaje mi się, że wydarzenia czasem są przewidywalne, ale trudno winić za to autora – mając niecałe 50 stron na opowiadanie, trudno o naprawdę rozbudowaną i nietypową fabułę.
Gdybym miała wybrać ulubione opowiadanie, chyba nie byłabym w stanie tego zrobić 🙂 Uważam, że wszystkie trzymają podobny (naprawdę wysoki) poziom i żadne nie zapadło mi szczególnie w pamięć.
Podoba mi się fakt, że z dwoma bohaterami spotykamy się kilkukrotnie – dzięki temu autor mógł opowiedzieć o nich więcej, jednocześnie mając przestrzeń na kolejne historie.
Polecam wszystkim, którzy mają ochotę na przyjemną fantastykę sprawdzającą się jako umilacz czasu – w domu, w pociągu czy w dłuższej podróży. Może historie są zbyt długie, by przeczytać je w całości w autobusie, ale przy dłuższych dojazdach na pewno dobrze wypełnią czas. Wydaje mi się też, że mogą dobrze sprawdzić się jako lektura dla osób, które od fantastyki stronią – jest jej tu stosunkowo niewiele, a Pilipiuk przemyca też sporo historycznych faktów.

Tytuł: Aparatus
Autor: Andrzej Pilipiuk
Liczba stron: 395
Gatunek: zbiór opowiadań fantastycznych
2 thoughts on “Aparatus: Odkrywając tajemnice historii [recenzja] [archiwum]”