W 2016 roku pomysł z publikacją trzech recenzji filmowych pod rząd w jakiejś konkretnej tematyce tak bardzo mi się spodobał, że wkrótce po tzw. triduum strachu opublikowałam kolejną część z filmami SF. Pierwszy na tapet wleciał „Chappie” . Poniższy wpis to archiwizacja tekstu z mojego poprzedniego bloga. Co wówczas sądziłam o tym filmie z uroczym robotem w roli głównej?

O czym jest „Chappie”?
„Chappie” od początku zapowiada się całkiem ciekawie. Jego reżyser, Neil Blomkamp, nagrał w 2009 roku „Dystrykt 9” – bardzo specyficzny film science fiction. Poza tym jedne z głównych ról w filmie należą do członków zespołu Die Antwoord. Jeśli kojarzycie, jaką muzykę tworzą i jak wyglądają, nie sądzę, żebyście nie byli zainteresowani tym obrazem, o ile oczywiście go jeszcze nie widzieliście.
O czym jednak jest „Chappie”? Cóż… o sztucznej inteligencji, a jakby inaczej! Policja wprowadza nowy system robotów, dzięki którym przestępczość w mieście maleje. W tym czasie jeden z głównych programistów tworzących je tworzy coś, co podobno może rzeczywiście myśleć jak człowiek. Kradnie więc jednego z oddanych na złom robotów i postanawia wypróbować system. Niestety niefortunnie wpada w ręce grupy przestępczej, która postanawia wykorzystać wynalazek do swoich celów.
Akcyjny film SF z elementem chwytającym za serce
Jeśli szukacie połączenia filmu akcji i science fiction z elementem, który chwyta za serce, zdecydowanie powinniście sięgnąć po „Chappiego” i piszę to z zupełnie czystym sumieniem. Ten obraz doskonale łączy te dwie rzeczy, sprawiając, że choć nie jest to może coś bardzo artystycznego, to jednak ogląda się go niezwykle przyjemnie. Film nieźle gra na emocjach, jednocześnie dając nam sporą dawkę wybuchów i ucieczek.
Tytułowy Chappie to – jak już się pewnie domyśliliście – robot z wbudowaną sztuczną inteligencją. Uczy się i zachowuje jak niewinne dziecko. Jest ufny i naiwny, a przy tym niezwykle uroczy. Nie rozumie otaczającego świata, ale przy tym ponad wszystko chce go poznać. To charakter, który zdecydowanie chwyta za serce i… chyba po prostu nie da się go nie lubić.
Drugą postacią, która szczególnie zwraca uwagę, jest Yolandi – kolorowa i ekscentryczna gangsterka, w której jest więcej matczynych uczuć, niż można było się spodziewać. To jedna z tych postaci, za którą stoi się murem, niezależnie od tego, co dzieje się na ekranie.
Deon Wilson, stwórca Chappiego, wypada niestety przy nich nieco blado, ale dobrze spełnia swoją rolę i w zasadzie nie mam mu nic do zarzucenia, podobnie jak innym aktorom: odgrywali swoje role raczej poprawnie, nie niszcząc mi seansu, a to jest dla mnie najbardziej istotne.

Nie brakuje pogoni i wybuchów
Jako że mimo wszystko jest to akcyjniak, pogoni i wybuchów nie mogło zabraknąć. Niestety… te chyba trochę mi się dłużyły. Mocna strona „Chappiego” to zdecydowanie jego relacje z otaczającymi go ludźmi i po prostu wolałam obserwować je niż wielkie strzelaniny, niemniej to tylko i wyłącznie moje zdanie, a mnie takie sceny łatwo się przejadają. Nie sądzę więc, aby osoby lubiące taką rozrywkę miały na co narzekać 🙂
Jak to bywa w science fiction, w samej fabule pewnie dałoby się znaleźć kilka dziur albo nielogiczności. Przykładowo zgranie ogromu danych w Chappiem trwa ledwie kilka sekund i… wydaje mi się, że była to drobna przesada. Nie są to jednak najbardziej istotne elementy akurat tego filmu, dlatego nie mam najmniejszej ochoty ich rozgrzebywać.
Chappie jako postać działa. Chwyta za serce, bawi i sprawia, że cały obraz jest po prostu dobrą rozrywką na wieczorny relaks. Jeśli więc tego szukacie – śmiało sięgajcie po tę produkcję. Niestety, jeśli zaliczacie się do tych fanów science fiction, którzy chcą głębokich rozmyślań na temat egzystencji i sensu tworzenia sztucznej inteligencji, to… może lepiej sobie go odpuśćcie, bo tego tu nie uświadczycie, a raczej – nie uświadczycie w takiej ilości, w jakiej występuje w wielu innych filmach tego typu.
Chappie (2015)
film akcji, science-fiction
reż. Neil Blomkamp
4 thoughts on “Triduum SI: Chappie (2015) [archiwum] [recenzja]”