„Na skraju jutra” kupiłam już po obejrzeniu filmu, który został stworzony na bazie tej książki. W każdym razie, dałam za nią całe 9 zł i oczywiście wygrzebałam w koszu Biedronki z tanią książką. Mnie samą zaskoczyło to, jak ta light nowelka dla młodzieży przypadła mi do gustu. Co pisałam o niej w recenzji z 2017 roku? Sprawdź poniżej.

Ludzkość skazana na zagładę
Ziemię zaatakowali mimowie: stwory, których zadaniem jest dostosowanie naszej planety dla innego gatunku. Niszczą przy tym wszystko, co pozwala ludziom przeżyć, a ich samych skazują na zagładę. Keiji Kiriya to młody rekrut, który ma właśnie przeżyć swoją pierwszą bitwę. Nie spodziewa się, że przypadkiem zostanie wplątany w pętlę czasu, z której wcale nie tak łatwo będzie się wydostać.
„Na skraju jutra” jest pierwszą light novel, czyli – w skrócie – japońską młodzieżówką często nawiązującą do mangi albo anime, którą udało mi się przeczytać. Zwykle takie książki mają okładki rysowane w azjatyckim stylu, jednak ta pozycja wyraźnie miała wybić się na premierze filmu, dlatego to aktorów, a nie bohaterów tej nowelki, wydawca umieścił na okładce. Ale spokojnie, wewnątrz da się znaleźć kilka oryginalnych rysunków 🙂
Znałam film, ale książka jest trochę inna
Jako że wcześniej miałam okazję poznać film na bazie tej książki, jej fabuła nie była dla mnie żadnym zaskoczeniem. Jeśli jednak, tak jak ja, oglądaliście już adaptację, wiedzcie, że tekst Sakurazaki jest zdecydowanie skromniejszy: mniej tu wybuchów i epickich chwil. Nawet wielkiego zwycięstwa brakuje, mimo że kontynuacji tej lektury nie ma. Ale wiecie co? To dobrze. Gdyby było inaczej, książka pewnie wypadłaby głupio. A tak mamy przyjemną, lekką młodzieżówkę, idealną dla fanów Japonii albo science fiction.
„Na skraju jutra” szybko się czyta
Muszę przyznać, że „Na skraju jutra” nie wyróżnia się niczym szczególnym. Opis świata i sytuacji jest po prostu w porządku, a tekst czyta się przyjemnie i bardzo szybko. To doskonała lektura na jeden wieczór, w chwili gdy chcemy po prostu się rozluźnić.
Kto jest głównym bohaterem książki „Na skraju jutra”?
Naszym głównym bohaterem jest Keiji, młody rekrut, świeżak w armii, który właśnie idzie na swoją pierwszą bitwę. Jest dobrze zbalansowaną postacią: nie jest zbyt głupi, jak to często w młodzieżówkach bywa, ale z drugiej strony nie potrafi wszystkiego i cały czas się uczy. Przy okazji, chociaż mamy w książce damską postać – Stalową Sukę – to wątek romantyczny jest tu praktycznie niewidoczny: owszem, pojawia się, ale nie jest irytujący ani nachalny. Po prostu jest „dla zasady”, jednak autor nie skupia się na nim i jego rozwijaniu.

To dobrze poprowadzone młodzieżowe SF
Chcę dodać, że Stalowa Suka i jej historia chwilami wydawała mi się nieco naciągana, ale… chyba nie mogę zbyt wiele wymagać od literatury tego typu, zwłaszcza że ta jest naprawdę dobrze poprowadzona. Opisy bitwy i walki z pewnością wielu czytelników zainteresują, a mimowie to bardzo ciekawy motyw – stwory, a właściwie mechanizmy, które mają zjeść cały ekosystem i go przetrawić tak, by dostosować go do innych obcych. To naprawdę interesujące.
Czy coś typowo japońskiego rzuciło mi się w oczy w czasie czytania tej nowelki? Owszem, choć to bardziej ciekawostka niż coś, co wpływa na moją ocenę tej historii. Mianowicie: w naszych książkach, gdy bohater milczy, autor pisze, że umilkł albo milczał. W przypadku tej nowelki w takich chwilach mamy po prostu myślnik i bardzo wymowne trzy kropki 😀
Niełatwo jest znaleźć dobrą młodzieżówkę z gatunku science fiction. Tym razem jednak autor wywiązał się ze swojego zadania, dlatego jeśli lubicie taką literaturę, naprawdę nie bójcie się po nią sięgnąć. Nie jest to dzieło najwyższych lotów, ale jako lektura na jeden dzień… czemu nie?
Jestem przerażony.
Naciskam spust. Lufa migocze czerwonym ogniem. Posyłam serię, żeby odgonić Śmierć.
Bum, bum, bum – karabin uderza w pierś mocniej, niż bije moje serce. Dusza żołnierza nie znajduje się w jego ciele, lecz w broni, którą trzyma w rękach. Wraz z migotaniem lufy karabinu mój strach zmienia się w gniew.
Za pieprzone dowództwo, które obiecywało wsparcie z powietrza!
Za pieprzony sztab, który wymyślił ten gówniany plan!
Za artylerię, która postanowiła oszczędzać amunicję podczas osłony lewego skrzydła!
I za tego trupa obok mnie!
No i przede wszystkim – to dla was, cholerni wrogowie, za to, że chcecie odebrać mi życie! – puszczam wam jeszcze jedną stalową serię.
Wszystko, co się rusza, jest wrogiem.
Zdychajcie! Przestańcie się ruszać.
Fragment „Na skraju jutra” Hiroshiego Sakurazaki
Sprawdź recenzje innych książek SF: „Atlas Zbuntowany” | „Futu.re” | „Struktura” | „Jestem Numerem Cztery”

Tytuł: Na skraju jutra (All you need is kill)
Autor: Hirishi Sakurazaka
Liczba stron: 280
Gatunek: light novel, science-fiction
1 thought on “Na skraju jutra: W końcu dobre, młodzieżowe SF! [recenzja] [archiwum]”