Niedługo po premierze „Bram światłości” Kossakowskiej, ukazała się powieść „Hel 3” Jarosława Grzędowicza i Fabryka Słów przygotowała pisarki tour, tak samo, jak wtedy. Autor miał wówczas premierowe spotkanie autorskie w Gdańsku, na którym byłam. Zgarnęłam więc autograf i napisałam recenzję. Co sądziłam o tej powieści w 2017 roku?

Dowiedz się więcej o literaturze polskiej!
Jest mocniej, więcej i gorzej
2058 rok. Internet zmienił się w MegaNet, dziennikarstwo upadło, a świat dalej boryka się z takimi samymi problemami jak w 2017. Tyle że jest mocniej, więcej i… gorzej.
Norbert jest iwenciarzem: nagrywa krótkie filmiki po to, by wrzucić je do MegaNetu i zarobić na nich, ile się da. W poszukiwaniu wydarzenia, które mu to zapewni, wybrał się na Bliski Wschód i przypadkiem był świadkiem czegoś istotnego, omal przy tym nie ginąc. Zostaje uratowany przez ludzi, których ma nadzieję już nigdy nie spotkać. Nie wie jednak, jak bardzo te są płonne.
Lubię twórczość Jarosława Grzędowicza
Na wstępie wyjaśnijmy sobie jedną rzecz: lubię Jarosława Grzędowicza. Odpowiada mi sposób, w jaki mówi, sposób, w jaki odpowiada, oraz rozumiem i nieraz zgadzam się z jego światopoglądem. To wszystko sprawia, że właściwie nie było możliwości, bym nie polubiła „Hll 3”, mimo że w takiej tematyce nie zawsze się odnajduję 🙂 Choć lektura ma kilka problemów, czytanie sprawiło mi sporo przyjemności i w żadnym razie się przy niej nie nudziłam.
„Hel 3” to zwarta, jednotomowa powieść
Po czterotomowym „Panie Lodowego Ogrodu” autor funduje nam zwartą, pięćsetstronicową powieść science fiction, która mi osobiście kojarzy się z „Futu.re” Glukhovsky’ego, tyle że w formie mniej rozbudowanej i bardziej sensacyjnej. Klimat historii wydaje mi się dość zbliżony, mają też przynajmniej jeden podobny problem: dłużyzny, które mi szczególnie nie przeszkadzały ani w jednej, ani w drugiej, ale nie mogę zaprzeczyć, że występują.

Ta książka SF ma kilka wad
Czytając „Hel 3”, zaczynamy od szybkiej akcji, szybkich zdarzeń; wszystko dzieje się na już, na teraz… Autor jednak co jakiś czas przeplata te wydarzenia dłuższymi, spokojniejszymi opisami, które mają zaprezentować nam świat i pokazać, jak to wszystko działa. Nie powiem, bym wcale nie nudziła się na tych fragmentach, ale mi osobiście nie przeszkadzały jakoś szczególnie. Niemniej występują i temu zaprzeczyć nie mogę.
Skoro już rozpisałam się na temat pierwszego problemu powieści, pozwólcie, że opiszę także kolejne dwa i zacznę od mniejszego.
Nazwy. Nazwy są – w moim odczuciu – sporą wadą „Hel 3”. No błagam, po co ludzie zmienili nazwę Internetu na MegaNet? Rozumiem, że chodziło o podkreślenie, jak wiele sfer życia zajmuje ludziom sieć, ale… to brzmi po prostu komicznie. Tak samo jak supersamochody, wejścia liczone w jakichś niezrozumiałych liczbach i inne takie rzeczy, które mogłyby nazywać się normalnie. Niby to nic takiego, a jednak wytrąca z czytania i zmusza do zastanowienia się, po co to?
Nieco większym problemem są bohaterowie drugoplanowi, a właściwie… ich brak. Owszem, samego Norberta z nikim nie pomylicie, ale poza nim trudno kogokolwiek na dłużej zapamiętać. Postacie nie mają właściwie żadnych konkretnych cech charakteru i zlewają się w jedną masę. Biorąc pod uwagę, że jest to bardziej powieść sensacyjna niż cokolwiek innego, nie jest to aż tak wyczuwalne, ale jednak jest; jakaś inna, wyraźna postać poza Norbertem zdecydowanie by się tu przydała.
Mimo wszystko, „Hel 3” czyta się dobrze
Poza tymi właściwie trzema rzeczami wszystko naprawdę ładnie gra. Świat wykreowany jest naprawdę wiarygodnie i trudno chyba w niego nie wsiąknąć. Nawiązuje do współczesności, a przy tym bawi się możliwościami, jakie daje science fiction, a o to przecież chodzi. Sam klimat powieści bardzo mi odpowiadał, zwłaszcza że naprawdę cały czas miałam wrażenie, że to jakaś wersja „Futu.re”, mimo że uniwersa znacznie się od siebie różnią, a tę powieść naprawdę uwielbiam.
Nie wiem, czy to sprawka stylu autora, czy wydań Fabryki Słów, ale „Hel 3” czyta się tak szybko, że byłabym w stanie pochłonąć je w jeden dzień. Na dodatek Grzędowicz pisze w sposób dość bezpieczny: niby mamy jakieś makabryczne opisy, ale wszystko jest zachowane w odpowiednim umiarze, tak że nie jest to typowa książka +18, po którą nikt młodszy nie powinien sięgać.
Opis z tyłu okładki zawiera spoiler
Niestety chcę zwrócić uwagę na mały spoiler, którym raczy nas wydawca. Wystarczy przeczytać opis z tyłu książki, by wiedzieć, gdzie ostatecznie wyląduje Norbert, a szczerze mówiąc, ta akcja dzieje się dopiero po jej połowie. Nie do końca podoba mi się promowanie książki w ten sposób; wiele zdradza czytelnikowi, a ja osobiście wolałabym dowiedzieć się o tym w trakcie, a nie przed czytaniem.
Ostatecznie „Hel 3” okazało się być dla mnie miłą lekturą na parę dni, która miała kilka mocniejszych scen i generalnie – sprawiła mi trochę radości, ale przy tym nie była książką wybitną. Niemniej w żadnym razie nie żałuję przeczytania jej, cieszę się, że Grzędowicz znów coś wydał i definitywnie czekam na więcej.
Coś się szykowało na mieście.
Podobno.
Siedział w podcieniu (…) i czekał, aż w tłoczącym się na uliczkach tłumie ktoś zrobi coś szalonego. Albo przerażającego. Albo w ogóle godnego uwagi. Cokolwiek.
Niech ktoś wysadzi się w powietrze, odbędzie pojedynek na miecze albo przynajmniej załaduje dwukółkę tak, by uniosła osła na dyszlu.
Cokolwiek, co na chwilę przyciągnie uwagę otępiałych i na wpół zahipnotyzowanych pożeraczy MegaNetu i zapewni mu 5K wejść. Po przekroczeniu tej magicznej granicy ockną się śledzące programy sponsorów i na jego wyschnięte konto zacznie ciurkać strumyczek eurosów.
Fragment „Hel 3” Jarosława Grzędowicza
Sprawdź ciekawe wydarzenia fantastyczne!

Tytuł: Hel 3
Autor: Jarosław Grzędowicz
Liczba stron: 512
Gatunek: science-fiction
3 thoughts on “Hel 3: Iwenciarz z MegaNetu [recenzja] [archiwum]”