„Rywalki” swego czasu były całkiem popularne. W 2017 roku zaczęłam je i porzuciłam lekturę. A potem wyszłam z domu, zapomniałam książki i miałam czas. W telefonie zaś został mi e-book z książką. Więc co zrobiłam? Oczywiście: przeczytałam. Sprawdź, jak podobała mi się ta historia!
Recenzja kontynuacji: „Elita”
Lud podzielony na kasty
Gdy USA upadły, na ich miejscu powstała wielka i dumna Illea – królestwo dzielące lud na kasty. Według jednej z jej tradycji książę musi znaleźć sobie żonę wśród trzydziestu pięciu dziewczyn wybranych z ludu w trakcie Eliminacji.
Gdy Eliminacje się zaczynają, America, naciskana przez biedną rodzinę oraz ukochanego, który nie może zapewnić jej szczęścia przez bycie gorzej urodzonym, zgłasza się do nich. Nie sądzi, że to ona stanie się jedną z dziewczyn, które trafią do królewskiego pałacu…
„Rywalki” to guilty pleasure
Gdybym miała oceniać tę powieść tą samą miarą co typową, „poważną” fantastykę, nie uznałabym tej książki nawet za przeciętną. Świat przedstawiony „Rywalek” nie ma prawa zaistnieć: wyraźnie widać w nim inspirację takimi historiami jak „Igrzyska Śmierci” czy „Niezgodna”. Opisywana w nim polityka to jeden wielki żart. Eliminacje czy bardzo sztuczny podział kastowy (błagam, artyści potrzebujący wykształcenia i CZASU, by tworzyć, są piątkami? W żadnym razie…) nie mają szans się utrzymać, a zamek królewski, który powinien być najlepiej pilnowanym miejscem w kraju, jest ot tak sobie atakowany przez rebeliantów. Ale… w porównaniu do innych powieści z tego nurtu Cass wyraźnie nie traktuje świata poważnie, a kreuje go tylko po to, by stworzyć lekką historyjkę, która doskonale wpasuje się w marzenia zwykłej dziewczyny o byciu tą najlepszą i wyjątkową.
Naprawdę, nie wierzę, że to mówię, ale ta książka w swojej roli po prostu się sprawdza. Główna bohaterka, America, może nie zawsze jest tą najbardziej bystrą, ale wie, że należy przeprosić, jeśli się kogoś obrazi (co już jest CZYMŚ w młodzieżówce :D). Jest ukrytym Kopciuszkiem, który nie chce nim być. Wprawdzie ma w sobie coś z Mary Sue, ale to w końcu przyjemna baśń, a nie poważna lektura, dlatego w żadnym razie mi to nie przeszkadzało. Przy okazji ma u swojego boku dwóch naprawdę porządnych facetów. Wprawdzie Aspen i Maxon są do siebie bardzo podobni (Aspen jest biedną wersją Maxona), ale w tego typu książce więcej nie potrzebujemy: obaj są mili, dobrzy i ciepli.
Nieźle rozpisany trójkat miłosny
Wprawdzie trójkąty to nie jest najciekawszy z możliwych schematów, a taki tu zdecydowanie występuje, ale szczerze mówiąc, jest naprawdę nieźle rozpisany. Wiemy dokładnie, czemu powstał, i szczerze mówiąc, jest to zarysowane dość realistycznie. Nie mam więc zamiaru na niego narzekać. Mimo że zdecydowanie wolałam sceny Ami z Maxonem, które po prostu wydawały mi się bardziej niewinne i urocze.
Typowe schematy dla powieści młodzieżowych
Oczywiście to nie jest oryginalna historia. „Rywalki” to wariacja na temat bardzo typowych schematów, przez co już na starcie wiemy, jak się zakończy, ale tak czy siak po prostu miło i szybko się ją czyta: styl Cass jest lekki, przy okazji niezbyt błyskotliwy, ale za to przyjemny i barwny. Te ponad trzysta stron to dosłownie trzy godziny czytania, nie więcej.
„Rywalki” mają problem z logiką świata przedstawionego
Jak już wspominałam, „Rywalki” mają pewne problemy z logiką dotyczącą świata przedstawionego. Czasami przenosi się to także na to, co dzieje się w pałacu. Poza tym, mimo że mamy przyszłość, to w tym świecie nie uświadczycie żadnych komputerów czy innych „dzisiejszych” sprzętów, ale co tam, to w końcu baśń o miłości, prawda? Nie musi być dobrą fantastyką, by się sprawdzać.
Jak to z romansami bywa, same Eliminacje prędko schodzą tu na dalszy plan: drugoplanowi bohaterowie nie są zbyt rozwijani, pozostałe dziewczyny często poznajemy tylko po imionach, a ten zapowiadany w opisie wydawcy morderczy wyścig o koronę to zdecydowanie przesadzone stwierdzenie. Niemniej w moim odczuciu dobrze, że autorka zdecydowała się na takie wyjście: gdyby bardziej skupiła się na polityce, mogłaby łatwo położyć całość, zwłaszcza że kreacja tego świata do najlepszych nie należy.
Zaskoczyło mnie to zakończenie
Muszę powiedzieć, że poczułam się zaskoczona zakończeniem. Nie będę go oczywiście zdradzać, ale Ami zdecydowanie pokazała w nim, że myśli sensownie i logicznie oraz że ma swoje zdanie, co przy powieści tego typu zasługuje na zdjęcie czapek z głów 😀
Powtórzę raz jeszcze: to nie jest dobra powieść, jeśli chcemy oceniać ją jako zwykłą książkę. Ale jako dość naiwny, lekki i przyjemny romans po prostu się sprawdza. To dobra, miła przygoda na jeden wieczór, która powinna wpasować się w gusta większości kobiet, zwłaszcza tych młodych – bo która z nas nie chciałaby zostać królewną mimo braku takiego pochodzenia?
PS Czy tylko mi Maxonowe „moja miła” wydawało się niezwykle śmieszne i głupie? Angielskie „my darling” brzmi… jakoś lepiej 😀 Tłumaczka mogła to zmienić na „moją panią”.
– Myślisz, że będę mógł się do ciebie zwracać „moja miła”? – zapytał Maxon.
– Nie ma mowy – odparłam szeptem.
– Mimo wszystko będę próbował. Nie poddaję się łatwo. – Wierzyłam w to, choć irytowało mnie, że tak się przy tym upiera.
– Do wszystkich tak mówiłeś? – zapytałam, skinieniem głowy wskazując resztę sali.
– Tak, i każdej się to podobało.
– Właśnie dlatego mnie się nie podoba – oznajmiłam i wstałam.
Fragment „Rywalek” Kiery Cass
Sprawdź inne dystopie: „Przenajświętsza Rzeczpospolita” | „Atlas Zbuntowany” | „Hel 3”

Tytuł: Rywalki
Tytuł serii: Selekcja
Numer tomu: 1
Autor: Kiera Cass
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczorowska
Liczba stron: 336
Gatunek: romans młodzieżowy, fantastyka
Wydanie: Jaguar 2014
3 thoughts on “Rywalki: Bo kto nie chciałby być królewną, prawda? [recenzja] [archiwum]”