„Domostwo błogosławionych” było moim kolejnym spotkaniem z książką wydaną w ramach serii wydawniczej Uczta Wyobraźni. Czy jednak było udane? Sprawdź recenzję, aby dowiedzieć się, czy to może być książka dla Ciebie.

Odkryj inne książki wydane w ramach serii Uczta Wyobraźni: „Laguna” | „Shriek: Posłowie” | „Akwaforta” | „Poklatkowa rewolucja”
Ta utopia nigdy nie istniała
Jan Prezbiter stworzył utopię, która nigdy nie istniała. Jak mógł powstać ten chrześcijański raj? To nowe spojrzenie na średniowieczną legendę o nadzwyczajnej postaci.
Przyznaję, że „Domostwo błogosławionych” kupiłam w ciemno, bo po prostu było na przecenie (a UW na przecenie po prostu należy kupować i już). Nie miałam początkowo żadnych oczekiwań wobec książki Catherynne M. Valente, ale gdy zaczęłam trochę o niej mówić i czytać, zostałam przez wiele osób zapewniona, że tak, to NA PEWNO mi się spodoba. Bo to jest przecież tak ładne, że musi! Tylko wiele osób nie wzięło pod uwagę jednej kwestii: ja nie lubię absurdu. A to kolejna książka Uczty Wyobraźni trochę oderwana od rzeczywistości.
„Domostwo błogosławionych” to popis pięknego stylu
Muszę jednak oddać honory. Catherynne M. Valente ma przepiękny styl i wiele z cytatów w tej powieści można byłoby po prostu obłożyć w ramkę i powiesić na ścianie. Jej język jest po prostu piękny, a wyobraźnia bez wątpienia naprawdę olbrzymia. Tylko tak najzwyczajniej w świecie, po ludzku, ja zazwyczaj nie lubię historii zahaczających o absurd albo realizm magiczny, a to tu jak najbardziej jest.
Jeśli dobrze mi się wydaje to Valente w tej powieści bardzo mocno czerpie ze średniowiecznych legend. Stworzenia opisywane przez nią i wiele z sytuacji wygląda tak, jakby człowiek wyrwał je bezpośrednio z jakiegoś średniowiecznego gobelinu albo malunku. Ma to bez wątpienia swój urok, jest ciekawym i kreatywnym podejściem.

Zachwycające opisy stworzeń
I samo to w sobie mi nie przeszkadza, nawet jeśli opisy tych stworzeń co najmniej nie są zachęcające (ale trochę o to chyba tu chodzi). Mój osobisty problem polega na tym, że wole opowieści z jaśniejszymi zasadami, bardziej osadzone w świecie i mniej bazujące na zawieszeniu pomiędzy legendą a rzeczywistością. To sprawia, że czuje się nieswojo, ale nie tylko. Szybko tracę zainteresowanie takimi opowieściami i mam wrażenie, że ostatecznie wynoszę z nich o wiele za mało.
To ciekawa powieść, ale okazała się dla mnie męcząca
To wszystko sprawia, że ja takiej książki jak ta nie potrafię z czystym sumieniem rozłożyć na czynniki pierwsze i przeanalizować ją tak, jakby na to zasługiwała. Brakuje mi do tego narzędzi. Nie zestrajam się z takimi opowieściami w odpowiedni sposób. Dlatego mogę co najwyżej uznać, że tak, to jest ciekawa powieść, którą warto przeczytać. I że kompletnie nie żałuje spotkania z nią, a Valente będę na pewno jeszcze sprawdzać. Ale sama lektura na dłuższą metę była dla mnie po prostu dość męcząca.

Tytuł: Domostwo błogosławionych
Autor: Catherynne M. Valente
Tłumaczenie: Małgorzata Strzelec
Liczba stron: 336
Gatunek: realizm magiczny, weird fiction
Wydanie: Mag, 2018
1 thought on “Domostwo Błogosławionych: to miała być moja książka z UW [recenzja] [archiwum]”