„Szubienicznik. Falsum et verum” to drugi tom, kontynuacja historycznej powieści Jacka Piekary. Obydwie części przeczytałam w 2016 roku, licząc na dosonałą rozrywkę i srogo się rozczarowując. Jaką miałam wówczas opinię o kontunuacji?

Oskarżony Jacek Zaręba
Jacek Zaręba został oskarżony o popełnienie wielu okropieństw.
Czy zarzuty są prawdziwe? Czy może ktoś próbuje go wrobić…? Jakie zagadki skrywa szlachecki dwór i kto wysyła do stolnika Ligęzy kolejnych gości?
„Szubienicznik. Falsum et verum” to bardzo słaba powieść
Nie sądziłam, że kiedykolwiek tak powiem o dziele Jacka Piekary… ale ta książka jest naprawdę bardzo słaba. Przynajmniej z punktu widzenia zwykłego zjadacza popkultury, który chce się przede wszystkim dobrze bawić na seansie z książką…
Z ledwością przebrnęłam przez tę powieść, nawet teraz nie do końca wiedząc, o co w niej chodziło, bo po prostu stylizacja językowa obrana przez autora zaczęła mnie niezwykle męczyć. Choć owszem, sama w sobie jest dalej na wysokim poziomie, niewątpliwie klimat tamtych czasów oddany jest bardzo dobrze, to bez konkretnej akcji i ciekawych wydarzeń trudno utrzymać uwagę czytelnika, a tu tego zdecydowanie brakuje. Nasi szlachcice w dalszym ciągu przede wszystkim jedzą razem, rozmawiają, czasem tylko ujawniając jakieś mroczne sekrety, które mnie, szczerze mówiąc, już wcale nie interesowały, na tyle byłam tą historią znudzona.
I choć owszem, sekrety są, to przynajmniej dla mnie odkrywanie ich nie było niczym fascynującym. Ba, wręcz irytowało mnie, że muszę obracać konkretne kartki, że muszę to skończyć, skoro już zaczęłam…

Opowieść o koniu jasnym punktem powieści
Jeśli już miałabym wymienić jakiś jasny punkt tej powieści, to niewątpliwie byłaby to opowieść o Plamce, klaczy stolnika… niemniej to naprawdę było ledwie kilka stron, które mnie jakkolwiek zainteresowały.
Zdecydowanie moje drugie spotkanie z „Szubienicznikiem” nie skończyło się najlepiej dla mnie… Nie mogę wytykać tu autorowi jakichś błędów logicznych czy błędów w stylu — bo ich tu nie ma. Niemniej wydaje mi się, że ta historia spodoba się właściwie tylko tym, którzy są zafascynowani naszymi polskimi sarmatami. Innych może, tak jak i mnie, po prostu śmiertelnie znudzić. Poza tym drugi tom powinien zawierać nieco więcej fabuły, która powinna pędzić do przodu… a nie stać w jednym dworku, bezustannie rozważając właściwie te same kwestie.

Tytuł: Szubienicznik. Falsum et verum
Tytuł serii: Szubienicznik
Numer tomu: 2
Autor: Jacek Piekara
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał historyczny
2 thoughts on “Szubienicznik. Falsum et verum: Szlacheckie rozmowy przy stole [recenzja] [archiwum]”