Skip to content

Fantastyka Codzienna

Portal o fantastycznych książkach, filmach i kulturze

Menu
  • Literatura fantastyczna
    • Aktualności książkowe
    • Recenzje
  • Kultura fantastyczna
    • Fantastyczne filmy i seriale
      • Recenzje filmów i seriali
    • Fantastyczne gry
      • Recenzje gier
    • Komiksy fantastyczne
      • Recenzje komiksów
    • Wydarzenia fantastyczne
  • O redakcji
    • Kontakt
Menu

Zły brzeg: Zaczęło się dobrze, zakończyło – źle [recenzja] [archiwum]

Opublikowano 2 stycznia, 2019

„Zły brzeg” trafił do mnie po tym, jak zapoznałam się z dylogią post-apo Piotra Patykiewicza i chciałam sprawdzić, co ten polski autor fantastyki może mieć mi do zaoferowania. Sprawdź, co sądziłam o tej powieści fantasy ze słowiańskimi motywami, kiedy opublikowałam jej recenzję w 2019 roku!

Spis treści:

Toggle
  • Słowiańskie moce ciemności
  • „Zły brzeg” to słowiańskie fantasy sprzed lat
  • Potem jest gorzej…
  • Co to za świat przedstawiony?
  • Jakbym wróciła do tamtej książki

Zły brzeg

Dowiedz się więcej o Piotrze Patykieiwczu i jego twórczości!


Słowiańskie moce ciemności

Na Północy czai się zło: wie o tym każde dziecko mieszkające na wybrzeżu. Żarek ma piętnaście lat, gdy niecne siły zakradają się do jego wioski. Razem ze swoimi bliskimi musi poradzić sobie w starciu z mocami ciemności pod postacią wilkołaków, strzyg, świdrzaków i innych nieprzyjaznych stworzeń.

Czasem zdarza mi się dawać autorom kolejne szanse wręcz „na siłę”, bo po prostu chcę sprawdzić, czy są w stanie napisać jakiś dobry tekst. Po części było tak z Piotrem Patykiewiczem: dwa tomy jego cyklu „Dopóki nie zgasną gwiazdy” nie były czymś, co wspominałabym nadzwyczaj dobrze. Nie chcąc tego pana skreślać, sięgnęłam po jego debiut – „Zły brzeg” i szczerze mówiąc, chyba dawno nie zawiodłam się na książce tak bardzo.

Dlaczego? Powód jest prosty: pierwsze sto pięćdziesiąt stron właściwie w całości mnie „kupiło”. Dopiero potem zrobiło się znacznie gorzej.

„Zły brzeg” to słowiańskie fantasy sprzed lat

„Zły brzeg” to mocno słowiańskie fantasy z 2006 roku: właśnie nasza rodzima mitologia jest bazą dla tej powieści. I tak też na początku książki autor wrzuca nas do niewielkiej wsi na wybrzeżu. Nie wiemy, gdzie dokładnie leży: to mała osada w jakimś księstwie i na tym kończy się nasza wiedza. Nie dostajemy nawet jej nazwy. Historia, która zaczyna się w niej rozgrywać, jest mocno baśniowa i jednocześnie bardzo swojska. Wprawdzie główny bohater, Żarek, jest nastolatkiem, jednak widzimy, że to nie on tu rządzi: wszystko, co robi, wykonuje właściwie na czyjeś polecenie.

W stylu autora początkowo mamy bardzo dużo treści: niby nic takiego w tej wsi się nie dzieje, ale jednocześnie, jeśli zaczniemy rozpisywać wszystkie zdarzenia, okaże się, że opisów ataków potworów i radzenia sobie z nimi naprawdę jest niemało.

Potem jest gorzej…

Niestety, potem cała powieść zaczyna się „sypać”. Żarek wyrusza w podróż, w trakcie której przeżywa przygody, bezustannie jęcząc i marudząc. Fabuła traci na kameralności, a historia zaczyna powielać znane nam schematy z młodym wybrańcem, prowadząc do absolutnie głupiego zakończenia (choć przyznaję: scenka zamykająca była niezwykle klimatyczna). I choć w dalszym ciągu same opisy potworów, jakie napotyka Żarek, są całkiem ciekawe, to jednak autorowi najzwyczajniej w świecie na złe wyszła zmiana tonacji i miejsca akcji.

Co to za świat przedstawiony?

Ponadto uderzyła mnie dość mocno jedna, teoretycznie drobna, lecz dla mnie istotna sprawa. „Zły brzeg” początkowo wydaje się być powieścią osadzoną w innym świecie, który jest pewną alternatywą naszego. Nie mamy podanych nazw, więc możemy podejrzewać, że w tej alternatywie absolutnie wszystko wygląda inaczej. Z czasem zaś dowiadujemy się, że bohaterowie są… katolikami. To absolutnie nijak ma się do całości: brakowało mi tu konkretnego określenia, w jakim świecie odbywa się akcja. W naszym? Czy jednak zupełnie wymyślonym?


Zły brzeg

Jakbym wróciła do tamtej książki

Muszę też dodać, że w trakcie czytania miałam czasem wrażenie, że jednak wróciłam do „Dopóki nie zgasną gwiazdy”: choć tematyka jest inna, to sam główny bohater wydał mi się stosunkowo podobny do Kacpra z pierwszego tomu cyklu. Ponadto tak jak i tam, tak i tutaj znajdują się mocne nawiązania do religii chrześcijańskiej. Z tym że w tym przypadku pierwsza część powieści jest dość mięsista i widać w niej pewną… pasję do tego tekstu. W nowszej powieści autora chyba właśnie tego mi zabrakło.

Po przeczytaniu wstępu naprawdę wierzyłam, że będę mogła tę powieść wychwalać, dlatego niezmiernie żałuję, że tak potoczyła się moja przygoda z nią. Nie jest to wprawdzie zupełnie zła lektura. Zapewne sprawdzi się u czytelników młodszych, mniej wymagających lub szukających w literaturze przede wszystkim mitologii słowiańskiej w formie licznych potworów w opowieści. Zaletą może okazać się też fakt, że to jednotomowa powieść, o które dziś w tym gatunku naprawdę trudno. Niemniej, ja się najzwyczajniej w świecie na „Złym brzegu” zawiodłam.


Kiedy to było? Z sześćdziesiąt lat temu. Był chłopcem, kiedy smukłe statki z Północy pokazały się na tych wodach. Wszystko zaczęło się o pierwszym brzasku, a przed południem był koniec. Ci, którzy nie zdążyli dopaść lasu na pierwszy okrzyk trwogi, zginęli najpierw.

Fragment „Złego brzegu” Piotra Patykiewicza


Zły brzeg

Tytuł: Zły brzeg

Autor: Piotr Patykiewicz

Liczba stron: 480

Gatunek: fantasy

Wydanie: SuperNowa, Warszawa 2006

Autor: Aleksandra Brzezińska

Tagi: fantasy, high fantasy, literatura polska, Piotr Patykiewicz, przygodowe fantasy, słowiańskie fantasy, Wydawnictwo SuperNowa

2 thoughts on “Zły brzeg: Zaczęło się dobrze, zakończyło – źle [recenzja] [archiwum]”

  1. Pingback: Trupokupcy: Postapokalipsa, która obudziła świat starych bogów [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna
  2. Pingback: Nawia: szeptuchy opanowują polskie słowiańskie fantasy [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie posty

  • Specjalistka od słoni szkoli mamuty. „Ciosy zagłady” Raya Naylera [recenzja]
  • „Papierowy Mag” Holmberg wcale nie jest o origami. Mormonka i jej powieść fantasy [recenzja]
  • „Daleka droga do małej, gniewnej planety” Chambers to przykład cozy SF [recenzja]
  • Edycja limitowana „Death Note” już (i tylko) w przedsprzedaży
  • Vesper wyda Robin Hobb. Niedługo wznowienie „Ucznia skrytobójcy” 

Alternatywna historia dark fantasy Dom Wydawniczy Rebis Dystopia fantastyka naukowa fantastyka socjologiczna fantasy fantasy historyczne high fantasy horror komedia kryminał kryminał fantastyczny kryminał fantasy literatura amerykańska literatura brytyjska literatura dziecięca literatura faktu literatura historyczna literatura młodzieżowa literatura niemiecka literatura obyczajowa literatura polska Literatura postapokaliptyczna literatura przygodowa przygodowe fantasy retellingi i baśnie romans romantasy science fantasy Smoki space opera steampunk thriller urban fantasy Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Fabryka Słów Wydawnictwo Mag Wydawnictwo Muza Wydawnictwo Powergraph Wydawnictwo Prószyński i S-ka Wydawnictwo SQN Wydawnictwo Uroboros Wydawnictwo Zysk i S-ka zbiór opowiadań

©2026 Fantastyka Codzienna | Design: Newspaperly WordPress Theme