Nigdy nie lubiłam zmuszać się do czytania, a w trakcie studiów w 2017 roku jednak musiałam czasem to zrobić. „Podróże z Herodotem” były jedną z moich ówczesnych lektur. Choć szczerze chciałam poznać wiecej książek Ryszarda Kapuścińskiego to i tak musiałam do tej lektury się zmuszać. Przynajmniej sama wybrałam sobie tę książkę z puli kilku innych… Jak mi się podobała?
Jaki wpływ na Kapuścińskiego miał Herodot?
Jedna z ostatnich książek Kapuścińskiego. Wielki polski reporter wspomina po latach swoje pierwsze wyprawy za granicę i opisuje, jaki wpływ na jego twórczość miały „Dzieje” Herodota.
„Podróże z Herodotem” to już moje trzecie spotkanie z Ryszardem Kapuścińskim. O ile jednak poprzednio było dość lekko i przyjemnie, tak tym razem trafiłam na lekturę nieco cięższą w odbiorze niż te, które dane było mi poznać wcześniej.
Nie jest to ani typowy reportaż, ani typowa autobiografia. W tej pracy Kapuściński opowiada nam o swoich pierwszych podróżach już z perspektywy czasu, tłumacząc czytelnikowi, jak wielki wpływ miał na niego Herodot i dlaczego. Czytając, obserwujemy właściwie dwie historie: pierwszą, będącą życiem autora, i drugą, opisywaną lata temu przez greckiego historyka, obdarzoną komentarzami naszego polskiego reportera.
„Podróże z Herodotem” najpierw mnie zafascynowały
Muszę przyznać, że mam co do tej lektury bardzo mieszane uczucia.
Początkowo po prostu mnie zafascynowała: Kapuściński posługuje się naprawdę piękną polszczyzną, a to w połączeniu ze wspomnieniami z czasów PRL-u momentami przyprawiało mnie o dreszcze. Jak to musiało wtedy być? Tak wyjechać w nieznane, nie mając pojęcia, gdzie tak naprawdę się jedzie, a jednak jechać i musieć o tym pisać. Początkowo autor wplatał gdzieś Herodota, nawiązując do niego w trakcie, co było naprawdę ciekawym zabiegiem. Niestety im więcej stron upływało, tym bardziej autor skupiał się na Greku, a nie na sobie, co powoli, powolutku zaczęło mnie irytować i po prostu nudzić.
Nie chcę powiedzieć, że był to zły zabieg. Co to, to nie! Jeśli ktoś jest zainteresowany historią Grecji, na pewno odnajdzie się w tej książce Kapuścińskiego, zwłaszcza że – jak wspominałam wcześniej – autor doskonale posługuje się naszym językiem. Jakby tego było mało, jest zwięzły i konkretny, przez co dla wielu ta pozycja będzie naprawdę „zbawienna”. Świat widziany oczyma autora jest bardzo ciekawy i barwny, a jego komentarz do tekstów Herodota często zmusza do krótkiej refleksji. Niemniej mi tak bardzo spodobały się początkowe opisy życia Kapuścińskiego, że chciałam czytać o nim, a nie o Herodocie.
Tu nie ma typowego bohatera
By nie było niedomówień, pozwólcie, że wyjaśnię kilka podstawowych spraw. W tym dziele nie mamy typowego bohatera: choć Kapuściński i Herodot odgrywają taką rolę, nie mogę powiedzieć, że zostali w jakiś sposób wykreowani. W końcu to reportaż, nie powieść. Przy tym w „Podróżach z Herodotem” roi się od rozmyślań i opisów, a ewentualne dialogi to pojedyncze zdania, nic więcej. Niemniej to książka, która została napisana do masowego odbiorcy, a nie do elity społeczeństwa: reportaż jest po części literaturą rozrywkową i o ile temat interesuje odbiorcę, to naprawdę może dostarczyć wrażeń i emocji.
„Podróże z Herodotem”, choć naprawdę mocno próbowały, ostatecznie mnie nie porwały. Nie mogę jednak nie docenić warsztatu i osobowości Kapuścińskiego oraz nie polecić tej pozycji. Każdy zainteresowany powinien po nią sięgnąć, bo czemu nie? 🙂 Polecam ją zwłaszcza tym, którzy uwielbiają podróże oraz interesują się, choć trochę, historią starożytnej Grecji.
Nim Herodot wyruszy w dalszą podróż, wspinając się po skalistych ścieżkach, płynąc statkiem po morzu, jadąc konno po bezdrożach Azji, nim trafi do nieufnych Scytów, odkryje cuda Babilonu i zbada tajemnice Nilu, nim pozna sto innych miejsc i ujrzy tysiąc niepojętych rzeczy, pojawi się na chwilę w wykładzie o starożytnej Grecji, który profesor Bieżuńska–Małowist wygłasza dwa razy w tygodniu dla studentów pierwszego roku historii Uniwersytetu Warszawskiego.
Pojawi się i zaraz zniknie.
Zniknie momentalnie i tak zupełnie, że teraz, kiedy po latach przeglądam zapiski z tych zajęć, nie znajduję w nich jego nazwiska. Jest Ajschylos i Perykles, Safona i Sokrates, Heraklit i Platon, natomiast Herodota nie ma. A przecież te notatki robiliśmy starannie, były naszym jedynym źródłem wiedzy: ledwie pięć lat wcześniej skończyła się wojna, miasto leżało w gruzach, biblioteki pochłonął ogień, więc nie mieliśmy podręczników, brakowało nam książek.
Pani profesor ma spokojny, cichy, jednostajny głos. Jej ciemne, uważne oczy patrzą na nas przez grube szkła z wyraźnym zaciekawieniem. Siedząc za wysoką katedrą, ma przed sobą setkę młodych ludzi, z których większość nie miała pojęcia, że Solon był wielki, nie wiedziała, skąd bierze się rozpacz Antygony ani nie umiałaby wytłumaczyć, w jaki sposób pod Salaminą Temistokles wciągnął Persów w pułapkę.
Prawdę mówiąc, nawet nie wiedzieliśmy dobrze, gdzie leży Grecja i że kraj o tej nazwie miał tak niebywałą, wyjątkową przeszłość, że warto było uczyć się o niej na uniwersytecie. Byliśmy dziećmi wojny, w latach wojny gimnazja były zamknięte i choć w dużych miastach spotykało się czasem tajne komplety, tu, na tej sali, siedzieli najczęściej dziewczęta i chłopcy z dalekich wiosek i małych miasteczek, nieoczytani, niedouczeni. Był rok 1951, na studia przyjmowano bez egzaminów wstępnych, bo głównie liczyło się to, kto z jakiego pochodził domu — dzieci robotników i chłopów miały najwięcej szans na indeks.
Fragment „Podróży z Herodotem” Ryszarda Kapuścińskiego
Sprawdź też moją opinię o autobiografii Kapuścińskiego i recenzję reportażu podróżniczego „Wyprawa Kon-Tiki”.

Tytuł: Podróże z Herodotem
Autor: Ryszard Kapuściński
Liczba stron: 210
Gatunek: autobiografia, reportaż
1 thought on “Podróże z Herodotem: Dwóch wielkich w podróży [recenzja] [archiwum]”