„Żałobne opaski” były moim ostatnim spotkaniem z Brandonem Sandersonem na kilka kolejnych lat. W 2017 roku, kiedy czytałam tę powieść, to było ostateczne zakończenie cyklu. Z tego co wiem, teraz, w 2026 roku, kiedy przenoszę ten wpis z poprzedniej domeny, jest dostępny kolejny tom. Jak jednak wówczas odbierałam zakończenie przygody z Waxem i Waynem?

Więcej o „Ostatnim imperium”: „Z mgły zrodzony” | „Studnia wstąpienia” | „Bohater wieków” | „Stop prawa” | „Cienie tożsamości”
Czym są Żałobne Opaski?
Wax, Wayne i ich mała drużyna dowiadują się o istnieniu Żałobnych Opasek, metalmyśli magazynujących niezwykłą moc i pozwalających każdemu stać się zrodzonym z mgły. Wyruszają na ich poszukiwanie, jednocześnie próbując wyzwolić siostrę Waxa.
„Żałobne opaski” to trzecia książka z opowieści o drugiej erze świata „Z mgły zrodzonego” i jak na razie – najlepsza z trójki tych niekoniecznie bardzo długich historii. Nie dorasta do pięt pierwszej części cyklu, ba! Nawet „Studnia wstąpienia” jest o niebo lepsza od tej części, ale w końcu nie czułam tak wielkiej irytacji w trakcie czytania.
Nim jednak przejdę do konkretów, chcę tylko wspomnieć o okładce. Jej śnieżny klimat i śliczna Steris sprawiają, że po prostu uwielbiam na nią patrzeć 🙂 Może nie jest to najpiękniejsza książka, jaką miałam w rękach, ale sama grafika bardzo mi się podoba.
Fabuła tej części odstaje od poprzednich
Dobra, koniec o okładce, pora wrócić do treści! Fabuła tego tomu nieco odstaje od poprzednich. Wcześniej Sanderson pokazywał nam kryminalne zagadki rozwiązywane przez dwóch głównych bohaterów. Teraz mamy w historii nieco więcej powieści drogi. Bohaterowie się przemieszczają i opuszczają znane nam Elendel. Ten zabieg w tym przypadku zdecydowanie wyszedł na plus całej historii. W przypadku poprzednich części trudno było mi skupić się na wątku kryminalnym, gdy Sanderson cały czas sobie żartował; powieść drogi zaś nie wymaga aż takiej powagi, dlatego całość po prostu działa lepiej.
Niemniej… choć ta część jest lepsza i działa lepiej, to ja, przez irytację poprzednimi częściami, nie potrafię chyba odciąć się od złych wspomnień. Niestety nie kupuję żartów Sandersona. W moich uszach brzmią po prostu… głupio. No błagam, śmianie się z postaci, bo ta lubi planować i zaplanowała, że bydło może przebiec przez dom? W środku miasta? To humor dla pijanego człowieka, dziecka z podstawówki czy w miarę dojrzałego czytelnika…? Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób właśnie za to uwielbia Sandersona, ale przepraszam, ja tego nie kupuję.

Steris staje się pełnoprawną postacią
Większość bohaterów z historii już znamy; dopiero w drugiej połowie książki pojawiają się jakieś nowe postacie. Niby w zamian za to powinniśmy dowiedzieć się więcej na temat tych, które już obserwowaliśmy, ale szczerze mówiąc, nie zauważyłam, by jakoś specjalnie się rozwijały. Weźmy na przykład Steris, narzeczoną Waxa, która do tej pory była spychana na dalszy plan, a teraz stała się pełnoprawną drugoplanową postacią. Już wcześniej wiedzieliśmy, że lubi plany oraz że jest osobą elegancką, rozumiejącą towarzystwo. Teraz dowiadujemy się jedynie, że jej planowanie to obsesja i choroba psychiczna oraz że trochę lubi przygody. Więcej na jej temat… nie wiemy nic.
Jak zwykle sam styl Sandersona jest bardzo przyjemny. Książkę czyta się szybko i niełatwo jest się w niej pogubić. Jedyna rzecz, nad którą zastanawiałam się w trakcie czytania, to mały problem z tłumaczeniem. Mianowicie „allomancja” oraz wszelkie formy tego słowa (np. allomantyczny) są ZAWSZE pisane wielką literą. Czy więc to kwestia tego, że autor sobie tak zażyczył, czy tego, że tak było w oryginale i tłumacz nie pomyślał, że w języku polskim przymiotnik piszemy małą?
Czuję zmęczenie Sandersonem
Cieszę się, że jak na razie nie mam na półce więcej książek Sandersona, bo czuję się nim wyraźnie zmęczona… Wprawdzie „Żałobne opaski” działały całkiem dobrze i osoby, które zapoznały się z poprzednimi częściami, nie powinny na nie jakoś szczególnie narzekać, ale tak czy siak, ja na razie tego świata mam serdecznie dosyć. A może nie tyle co tego świata, a żartów autora, które naprawdę z dnia na dzień coraz bardziej mnie irytują.
Ta okolica była zbyt elegancka, z tymi wszystkimi rezydencjami, ogrodami i starannie przystrzyżonymi żywopłotami. Ulice nawet nie śmierdziały końskim łajnem. Trudno myśleć w takim miejscu – każdy wiedział, że najlepiej myśli się w bocznych uliczkach i slumsach. W miejscach, gdzie mózg musiał być uważny, wręcz spanikowany – tam, gdzie ten gnojek wiedział, że jeśli się nie ożywi i nie wymyśli czegoś genialnego, jego właściciel pewnie zostanie dźgnięty, a wtedy jakby skończył?
Należało wziąć swój mózg jako zakładnika przeciwko własnej głupocie – tak się załatwiało sprawy.
Fragment „Żałobnych Opasek” Brandona Sandersona

Tytuł: Żałobne opaski
Tytuł serii: Ostatnie Imperium
Numer tomu: 6
Autor: Brandon Sanderson
Liczba stron: 409
Gatunek: high fantasy