„Akuszer bogów” jest drugim tomem z cyklu o Nikicie, pierwszej serii Anety Jadowskiej, która ukazała się nakładem wydawnictwa SQN. To polskie urban fantasy miało swoją chwilę popularności i dalej w 2026 roku jest regularnie wspominane przez twórców internetowych zajmujących się książkami, choć dzisiaj to inne książki tej autorki są znane bardziej. Co pisałam o tej powieści w 2018 roku?

Poznaj inne książki z cyklu: „Dziewczyna z Dzielnicy Cudów” | „Diabelski młyn”
Kto ściga Nikitę?
Nikitę ktoś ściga i ona sama nie wie, kto to jest. Rzuca sieć podejrzeń i jednocześnie planuje wyprawę do serca Norwegii, by dowiedzieć się prawdy o swojej przeszłości.
Pierwszy tom tej serii, „Dziewczynę z Dzielnicy Cudów”, skończyłam w lutym 2017 roku: od przeczytania go minęło więc i trochę czasu, i trochę poznanych przeze mnie lektur. Nie pamiętam z niego wiele: jedynie ogólny zarys, raczej neutralną opinię i to, że coś nie pasowało mi w składni autorki. Aby się przekonać, czy naprawdę tak jest, gdy nadarzyła się okazja, przeczytałam „Akuszera bogów”. Niestety… zamiast wypaść lepiej lub tak samo, moim wrażeniom po lekturze zdecydowanie bliżej jest do negatywnych.
Drugi tom serii można bez problemu podzielić na dwie części, z których pierwsza jest tą zdecydowanie gorszą. To właśnie w niej w powieści nie tylko niewiele się dzieje, ale… z kilku powodów potrafi być nużąca i irytująca zarazem.
„Akuszer bogów” ma niesympatyczną bohaterkę
Przede wszystkim Nikita, dorosła zabójczyni, szkolona na zabójcę od lat, zmienia się w naprawdę niesympatyczną bohaterkę. Z jednej strony cały czas mówi o tym, jaka jest bezwzględna i wyrachowana, z drugiej non stop narzeka. Na siebie, na życie, na sytuacje, na bliskich… Przy okazji po prostu za dużo myśli. Powieść, która z założenia ma być raczej pełna akcji, wręcz przepełniona jest rozmyślaniami naszej bohaterki.
Jakby tego było mało, Nikita ma zwyczaj myśleć cały czas o tym samym. Co oznacza, że wielokrotnie będziemy słuchać o tym, jak bardzo i w jaki sposób została skrzywdzona przez ojca i matkę, jak bardzo jest jej źle z powodu popełnionego w poprzedniej części zabójstwa i jak bardzo tęskni za Dorą Wilk…
Nie wiem, z czego wynika takie skupienie się na wnętrzu głównej bohaterki… Mam wrażenie, że Aneta Jadowska trochę „wkopała się” przez pisanie w pierwszej osobie: być może po prostu tak uwielbia swoją postać i tak się z nią utożsamia, że chce o niej pisać i pisać? Trudno mi stwierdzić to na pewno, ale zdecydowanie w tym przypadku nie sprawdza się to najlepiej.

Czemu Nikita jedzie do Norwegii?
Moim kolejnym problemem z „Akuszerem bogów” jest sama fabuła. Już sam pomysł wydaje się absurdalny, biorąc pod uwagę fakt, że nie pamiętam, aby w poprzedniej części ktokolwiek wspominał o związkach Nikity z Norwegią (dopytywałam kilka osób; wszystkie stwierdziły, że niczego takiego tam nie było). A tu nagle bum, nasza bohaterka jedzie odkrywać siebie na daleką północ! Po prostu, bo może! Autorka jednak w porę orientuje się, że raczej nie zbudowała podstaw, aby wysłać tam Nikitę, więc serwuje nam sporą ilość retrospekcji, która ma umotywować jej działania w tamtym miejscu.
Wszystko to składa się na to, że pierwsza połowa to rozmyślania Nikity i opowieści o tym, co było wcześniej; do konkretnej historii przechodzimy dopiero w drugiej połowie „Akuszera bogów”, a i ona nie jest poprowadzona w nadzwyczajny sposób. To po prostu… przeciętna przygodówka z bohaterami, z którymi nie czuję się związana.
Co z Robinem?
Skoro już narzekam… Jeśli liczycie, że w kontynuacji dowiecie się czegoś więcej o Robinie, partnerze Nikity, to natychmiast przestańcie. Choć wszyscy wokół trąbią o tym, jak bardzo jest wyjątkowy i niezwykły, to nikt nie raczy nam wyjaśnić, co w tym człowieku tkwi… Szczerze mówiąc, w pewnym momencie naprawdę wierzyłam w to, że skoro cały czas o tym się wspomina, to „supermoce” Robina będą miały jakiś większy wpływ na historię. Ale nie… każdy chce wiedzieć, kim on jest, ale nikt nie raczy tego sprawdzić. A moim zdaniem jego tajemnica jest zdecydowanie ciekawsza od tego, co próbuje odkryć Nikita.
Poza tym… to powieść, którą da się czytać. Nie jest katastrofalnie zła. Nie wzbudza obrzydzenia ani szczególnej niechęci. Jedynie irytację tym, że non stop słuchamy o tym samym, i nudzi przydługimi opisami.
„Akuszer bogów” daje radę, ale…
Styl Anety Jadowskiej jest raczej przeciętny. W scenach akcji jest w miarę barwny i chwilami naprawdę potrafi „chwycić”, ale autorka składa raczej proste zdania, nie zachwyca językiem i czasem zrobi jakieś powtórzenie, którego nie wychwyciła korekta. Nie jest więc tragicznie, ale przez to opisy nie wychodzą jej najlepiej, a tych w tym tomie nie brakuje.
Książka zebrała wokół siebie wianuszek fanów, dlatego wierzę, że tym, którzy uwielbiają pierwszy tom, „Akuszer bogów” raczej się spodoba, zwłaszcza że często uznawany jest za ten lepszy. Ja sama być może sięgnę po kontynuacje, by sprawdzić, kim w końcu jest nasz Robin, ale zdecydowanie nie jestem tą lekturą zachwycona.
– Ale zdajesz sobie sprawę, że będziemy musieli jakoś wrócić do domu?
– Możemy też zamieszkać tu na stałe. Hodować kozy i owce, łowić ryby i odnaleźć w sobie dziedzictwo wikingów. Tobie by się pewnie udało. Do twarzy byłoby ci w miejscowych strojach ludowych, widziałem je w przewodniku.
– Czy ja chcę wiedzieć, co byś robił z tymi kozami?
– Jedną z nich na pewno nazwałbym Nikita.
– Może cię tu zostawię.
– I uschniesz z tęsknoty? Dlaczego to sobie robisz?
Fragment „Akuszera bogów” Anety Jadowskiej

Tytuł: Akuszer bogów
Tytuł serii: Cykl o Nikicie
Numer tomu: 2
Autor: Aneta Jadowska
Liczba stron: 384
Gatunek: urban fantasy
Wydanie: SQN, Kraków 2017
2 thoughts on “Akuszer bogów: O wiecznym narzekaniu i powtarzaniu [recenzja] [archiwum]”