„Diabelski młyn” to ostatni tom z cyklu o Nikicie. Nawet po latach od przeczytania, czyli w 2026 roku, pamiętam, że ta część podobała mi się najbardziej ze wszystkich. Dlaczego? Poznaj moją opinię z 2018 roku! Recenzja powstała we współpracy z portalem Czytam Pierwszy.

Sprawdź inne książki z cyklu: „Dziewczyna z Dzielnicy Cudów” | „Akuszer bogów”
W końcu poznajemy przeszłość Robina
Robin chce w końcu poznać swoją przeszłość. Wraz z Nikitą wybiera się więc w podróż po Bezdrożach, ramię w ramię z Cygańskim Księciem, aby dotrzeć do Archiwum Zakonu Cieni — jedynego miejsca, które może odkryć przed nim wszystkie zapomniane tajemnice.
Nie miałam w planach kontynuowania przygody z Nikitą: pierwszy tom nie okazał się dla mnie niczym wybitnym, zaś drugi po prostu mnie wymęczył i znudził. Przy premierze tomu trzeciego okazało się jednak, że ma być on już ostatnim w tej serii, dlatego uznałam, że skoro już zaczęłam, mogę tę przygodę w całości zakończyć. Nie żałuję tej decyzji: być może „Diabelski młyn” nadal nie był powieścią nadzwyczajnie dobrą, ale w końcu przynajmniej po części wciągnęłam się w przygody Nikity i jej partnera.
Nikita przestała tak bardzo narzekać
Zabierając się za lekturę tego tomu, byłam dość sceptycznie nastawiona, zwłaszcza że niemal od razu pojawiło się coś, co przez dwie poprzednie części niezwykle mnie irytowało. Nikita znów powtarzała mantrę o krzywdzie, którą wyrządzili jej rodzice, i znów tłumaczyła całą swoją przeszłość. Na całe szczęście w „Diabelskim młynie” pełniło to rolę przypomnienia czytelnikowi, o co chodziło, i w dalszych częściach nie powracało w tak rozbudowanej formie. Nie wiem, czy wynikało to z samego zamysłu autorki, czy po prostu wzięła pod uwagę opinie czytelników, ale tak czy siak — dobrze, że w końcu zdecydowała się uciąć ten temat.
„Diabelski młyn” zmienia perspektywę w narracji
Ponadto nowością w tej części jest zmiana perspektywy narracji. W częściach poprzednich jedynie Nikita opowiadała swoją historię; tym razem do głosu dochodzi też Robin. Postać zdecydowanie bardziej sympatyczna, którą mi osobiście obserwowało się przyjemniej niż samą zabójczynię. Wprawdzie nie jest to bohater, który na długo zapadnie mi w pamięć, ale ma w sobie o wiele więcej ciepła niż Nikita, przez co przypomina postacie Jadowskiej z innych książek, za którymi przepadam bardziej niż tę konkretną serię.

Cyganeria jako motyw przewodni powieści fantasy
Każdy tom serii o Nikicie ma inny motyw przewodni. Na początku dostaliśmy lata 20. XX wieku, następnie mitologię nordycką, teraz — cyganerię. Muszę przyznać, że to chyba najciekawszy z wyborów autorki. W trakcie lektury miałam wrażenie, że jej samej ten temat również się spodobał, bo tło wypada bardzo zwiewnie, lekko i bezpretensjonalnie. Jedyna rzecz, do której mogę się przyczepić, to skracanie miana Cygańskiego Księcia do skrótu CK — rozumiem, że tak jest po prostu szybciej, ale jednocześnie miałam wrażenie, że psuje to nieco mistyczny i tajemniczy klimat taboru.
To przeciętna historia urban fantasy
Sama przedstawiona przez Jadowską historia jest jednak w dalszym ciągu dość przeciętna. Nie brakuje tu wprawdzie scen akcji i różnorakich wydarzeń, ale miałam wrażenie, że opowieść nie jest podbudowana na tyle dobrze, bym mogła naprawdę się w nią wczuć. Być może to kwestia tego, że nie przepadam za poprzednimi częściami, a może po prostu wydarzeń jest tu zbyt wiele: w końcu finał, który powinien być naprawdę dużym zakończeniem, ostatecznie rozgrywa się na zaledwie kilkudziesięciu stronach. W każdym razie cieszę się, że autorka w końcu bardziej skupiła się na przeszłości Robina (którą tak uważnie ukrywała w tomach poprzednich), mimo że po poznaniu jego historii nie czuję się do końca usatysfakcjonowana.
Czy pojawia się tu problem z interpunkcją?
Na koniec muszę dodać, że czytając początek „Diabelskiego młyna”, kilkukrotnie miałam wrażenie, że książka ma pewne problemy z interpunkcją lub powtarzającymi się słowami, jednak im dłużej czytałam ostatni tom opowieści o Nikicie, tym rzadziej to zauważałam. Trudno mi jednak stwierdzić, czy to kwestia mojego przyzwyczajenia się do tych problemów, czy po prostu w dalszej części powieści ich nie ma.
Ostatecznie „Diabelski młyn” to lektura, która sprawiła mi nieco radości, choć zdecydowanie nie będzie należała do moich ulubionych książek autorstwa Jadowskiej. To, w jakim otoczeniu tym razem przebywają bohaterowie oraz skupienie się na postaci Robina wyszło serii na dobre. Jeśli więc wahacie się, czy sięgać po kontynuację historii Nikity, to myślę, że — o ile macie na to ochotę — możecie zabrać się za lekturę. Jeśli choć trochę lubicie Jadowską, Nikitę czy uniwersum, w którym dzieje się akcja, pewnie znajdziecie w niej coś dla siebie.
Podszedłem bliżej. Uklęknąłem na jedno kolano i czekałem. Wyłonił się zza pnia drzewa. Cudaczek. Nie pamiętam, bym widział kiedykolwiek coś tak pociesznego.
Stwór był rozmiarów dużego szczeniaka, labradora, czy wilczarza. Miał krępe, pokryte złotawą łuską ciało, długie masywne łapy – znak, że jeszcze sporo urośnie – i wężowy ogon, którym uderzał nerwowo o ziemię. Pyszczek z wielkimi uszami przywodził na myśl nietoperza – podobnie jak błoniaste skrzydła. Wielkie szczenięce ślepka, które patrzyły na mnie smutno. Wypełniłyby się łzami, gdyby stworzenie umiało płakać.
– Co się stało, głuptasie? – zapytałem.
Fragment „Diabelskiego młyna” Anety Jadowskiej

Tytuł: Diabelski młyn
Tytuł serii: Cykl o Nikicie
Numer tomu: 3
Autor: Aneta Jadowska
Liczba stron: 397
Gatunek: urban fantasy
Wydanie: SQN, Kraków 2018