„The Umbrella Academy” miała zrobić na mnie większe wrażenie, niż zrobiła, jednak mimo tego chyba całkiem pozytywnie oceniłam ten serial w recenzji. Sprawdź, jak odebrałam go w 2019 roku i czy to może być produkcja odpowiednia dla Ciebie!

Sprawdź recenzje innych superbohaterskich produkcji: „Wonder Woman” | „Aquaman” | „Niezniszczalny” | „Venom”
„The Umbrella Academy” zaczyna się od nietypowych narodzin
Tego samego dnia w 1989 roku trzydzieści kobiet urodziło dzieci w dość nietypowy sposób: jeszcze chwilę przed porodem żadna z nich nie była w ciąży. Ekscentryczny milioner zaadoptował siedmioro z nich, próbując stworzyć drużynę superbohaterów. Kiedy podopieczni dorastają, grupa jednak się rozpada. Kilkanaście lat po ostatnim spotkaniu ich przybrany ojciec umiera, a zwaśnione rodzeństwo znów łączy siły. Wkrótce dowiadują się, że za kilka dni ma nastąpić apokalipsa.
Rodzeństwo z problemami
Po obejrzeniu pierwszego sezonu „Doom Patrolu” postanowiłam sprawdzić inny serial superbohaterski. Ponieważ w różnorakich opiniach „The Umbrella Academy” jawiło się jako dzieło w pewnym sensie podobne, zdecydowałam się właśnie na tę produkcję. Co prawda sam plakat promocyjny nieszczególnie mnie zachęcił, ale postanowiłam dać twórcom szansę. I dobrze – to naprawdę przyjemny i porządnie zrealizowany tytuł, który świetnie się ogląda.
Nie nazwałabym się może ogromną fanką tej historii, ale na pewno z miejsca ją polubiłam. Faktycznie serial ma trochę punktów wspólnych z „Doom Patrolem”. W obydwu produkcjach mamy do czynienia z superbohaterami, którzy z jakichś powodów nie są w stanie pełnić swojej funkcji. Nieco inna jest jednak przyczyna takiego stanu rzeczy. Bohaterowie uniwersum DC to osoby po przejściach, nieradzące sobie z własnym życiem, które jednak od początku darzą się sympatią. Z kolei postacie z „The Umbrella Academy” to rodzeństwo, które przeżyło w dzieciństwie wspólną traumę. Dlatego, mimo podświadomego przywiązania, kompletnie nie potrafią się dogadać. Mają naprawdę wiele do przepracowania, by w końcu móc ponownie działać jako drużyna.
Rodzina to siła (i spory kłopot)
To chyba największa siła tego serialu. Mamy tu opowieść o rodzinie, która ponownie musi znaleźć wspólny język, zaufać sobie i na nowo nauczyć się wzajemnej komunikacji. Nasi bohaterowie potrafią walczyć, ale mają gigantyczny problem ze współpracą.
Miło było zobaczyć Ellen Page w roli Vanyi. Znam tę aktorkę od dłuższego czasu, ale dawno nie widziałam jej na ekranie, a uważam, że to naprawdę utalentowana osoba. Jej postać stanowi swego rodzaju klamrę dla całości. Choć zazwyczaj stoi z boku, to gdyby nie ona, wiele z przedstawionych sytuacji w ogóle nie miałoby miejsca.
Mimo wszystko nie poczułam szczególnego zżycia z którymkolwiek z bohaterów. To solidnie wykreowane postacie, które akceptuję, ale których absolutnie nie uwielbiam. Wydały mi się wręcz dość sztampowe. Mamy miłego, umięśnionego osiłka, tę ładną, zwinnego zabójcę czy Klausa (Robert Sheehan) w roli całkiem uroczego, ale jednak dość typowego „klauna”. Z całej tej grupy najbardziej nietypowy jest chyba Numer Pięć (Aidan Gallagher). Dorosły człowiek zamknięty w ciele dziecka to naprawdę rewelacyjny koncept.

Komiksowa apokalipsa i przerysowani złoczyńcy
Fabuła „The Umbrella Academy” wypada bardzo komiksowo i przyjemnie. Zespół musi przede wszystkim dowiedzieć się, skąd nadciąga apokalipsa, i spróbować jej zapobiec. Nie mamy tu do czynienia z jednym, konkretnym antagonistą. Historia opiera się więc w dużej mierze na próbie rozwikłania zagadki, a nie na standardowej walce z potężnym łotrem pragnącym zniszczyć świat.
Nie oznacza to oczywiście, że produkcja nie dostarcza nam żadnych czarnych charakterów. Dostarcza, tyle że ci pełnią raczej rolę przeszkadzajek w wykonaniu nadrzędnego zadania, które stoi przed naszym zespołem. Hazel (Cameron Britton) i Cha-Cha (Mary J. Blige) to w teorii duet uzdolnionych zabójców. W praktyce jednak kojarzą mi się z nieudolnymi, kreskówkowymi złolami, którzy bardziej bawią, niż straszą. To całkiem miła odmiana – zazwyczaj twórcy starają się przecież, by negatywne postacie były maksymalnie poważne. Poza tym przynajmniej jedna osoba z tego duetu przechodzi w trakcie sezonu przemianę, czegoś się uczy i dojrzewa, co stanowi niewątpliwie kolejny atut historii.
Jeśli lubisz relacje rodzinne
Jeśli jeszcze nie znacie „The Umbrella Academy”, a lubicie opowieści kręcące się wokół skomplikowanych relacji rodzinnych, wartkiej akcji i superbohaterów, to myślę, że po ten netfliksowy tytuł warto sięgnąć. Wygląda bardzo dobrze i jest po prostu sympatyczny w odbiorze. Mam szczerą nadzieję, że zapadnie mi w pamięć na tyle długo, bym bez wahania włączyła drugi sezon, gdy tylko ten się pojawi.

„The Umbrella Academy”
Sezon 1
serial superbohaterski