„Mongoliada” to powieść wielu autorów, która była dla mnie pewnym eksperymentem: nie czytałam wcześniej czegoś takiego. Sprawdź, co sądziłam o tej powieści w 2017 roku!

Więcej historycznego fantasy: „Korona Śniegu i Krwi” | „Czterdzieści i cztery” | „Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje” | „Narrenturm”
Ta książka nie wzburza emocji…
1241 rok. By powstrzymać najazd Mongołów na Europę, niewielkie Bractwo Tarczy obmyśla plan pokonania ich.
Są książki, które wywołują masę emocji. Są inne, które zmuszają do myślenia. I są takie jak tom pierwszy „Mongoliady” – całkowicie wyprane ze wszystkiego.
Pierwsze kilka chwil z tą książką było dość udane. Napisana jest w całości lekkim stylem i mimo wielu autorów nie widać żadnych różnic czy zgrzytów w tekście. Być może to efekt tłumaczenia, aczkolwiek w polskiej wersji całość prezentuje się dość jednolicie. Lekki styl jednak to nie wszystko, by książkę można było nazwać dobrą czy ciekawą. Skupmy się jednak najpierw na zaletach „Mongoliady”.
„Mongoliada” ma ciekawy temat
Przede wszystkim temat sam w sobie jest ciekawy. Mongołowie, średniowiecze, wojownicy i ogromna ilość akcji oraz przygód: czego można chcieć więcej? To niemal doskonała baza do budowania historii.
Poza tym początkowo sam klimat „Mongoliady” wydawał mi się ciekawy. Niby mamy powieść historyczną, ale napisana jest w bardzo fantastycznej konwencji. Nie mamy tu dużej ilości dat, nazwy miejsc też nieczęsto się pojawiają. Jednocześnie nie jest to taka historia jak „Ballada o przystępach” Hybela czy „Tajemnice królów”, w których autorzy nie potrafili oddać ani grama klimatu zamierzchłych czasów.
No ale… na tym właściwie zalety się kończą.

Niełatwo wsiąknąć w tę historię
Ciekawy zamysł: ale wykonanie „Mongoliady” już zbyt ciekawe nie jest. Nie interesują nas bohaterowie, nie interesuje nas ich historia. Coś cały czas się dzieje, ale czytelnik ma to po prostu gdzieś. Naprawdę niełatwo jest wsiąknąć w historię. Jedyna scena, która wydawała mi się nieco „głębsza”, dotyczyła zabijania konia, ale poza tym kompletnie nic nie zostało mi w pamięci.
Naprawdę, nie mamy wewnątrz ani jednej interesującej postaci. Wszystkie były dla mnie zupełnie neutralne, mimo że autorzy starali się jakoś sensownie kreować kilka z nich.
I co z tego, że klimat historii początkowo wydawał mi się fajny, skoro z czasem świat przedstawiony okazał się dość płaski i nieciekawy. Zamiast z fascynacją obserwować Bractwo Tarczy i poczynania Mongołów, po jakichś 20–30 stronach marzyłam, by ta powieść po prostu się skończyła.
Jednocześnie kompletnie nic nie zapadło mi głębiej w pamięć. Ani żadna scenka, ani cytat, ani nawet klimat czy świat. Nic nawet nie uderzyło mnie w ten negatywny sposób, przez jakieś rażące błędy. Wszystko sobie było. I tyle…
„Mongoliada” nie jest czymś, co polecam
Nie wiem, czemu ta powieść nie wypaliła. Może to przez nadmiar autorów, którzy się za nią wzięli? Na „całe szczęście” wydawnictwo nie tłumaczyło i nie wydawało kolejnych tomów, także ze spokojnym sumieniem muszę stwierdzić, że szkoda na tę powieść czasu: nie dość, że nie jest interesująca, to jeśli ktoś nie zna języka angielskiego, nie ma szans na poznanie losu wszystkich bohaterów.
Powędrowała za nim w stronę budynków. Olbrzymi łucznik Raewulf podążał za nimi obojgiem, ściskając swoją cenną strzałę i wygładzając jej pierzysko, jakby była żywą istotą, która potrzebuje pocieszającego dotyku swojego pana.
Młody blondyn popatrzył oszołomiony na przechodzącą Cnan, po czym odwrócił się w stronę pozostałych. Roześmiali się, widząc jego zaskoczenie.Rycerz, z którym ćwiczył walkę, nachylił się i wyciągnął zaciśniętą pięść ku jego kroczu.
– Mogłaby ci odciąć jaja – zakpił. – Niewielka strata!
Fragment „Mongoliady” wielu autorów

Tytuł: Mongoliada. Tom 1
Tytuł serii: Mongoliada
Numer tomu: 1
Autor: Neal Stephenson, Greg Bear, Mark Teppo, Erik Bear, Joseph Brassey, E.D. deBirmingham, Cooper Moo
Tłumaczenie: Robert Waliś
Liczba stron: 432
Gatunek: historyczno-przygodowa-fantasy
Wydanie: Mag, Warszawa 2014