„Człowiek z Wysokiego Zamku” to trzecia książka Philipa K. Dicka, którą przeczytałam w 2018 roku. Jak wówczas odebrałam tę powieść? Sprawdź, czy ta alternatywna historia autorstwa klaysycznego autora SF to jest coś dla Ciebie!

Sprawdź recenzje innych powieści Philipa K. Dicka: „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” | „Ubik”
Alternatywna historia opublikowana w 1962 roku
Co by było, gdyby historia potoczyła się inaczej? Gdyby to Niemcy i Japonia wygrały II wojnę światową, a Żydzi i Słowianie zostali poddani niemal całkowitej eksterminacji?
„Człowiek z Wysokiego Zamku” to już moje trzecie spotkanie z twórczością Philipa K. Dicka. Tym razem dostajemy powieść będącą historią alternatywną – swoistą analizą rzeczywistości dokonaną przez człowieka, który II wojnę światową doskonale pamiętał. Książka została wydana w 1962 roku, a jej akcja również rozgrywa się mniej więcej w tym okresie, tyle że w świecie, którego historia potoczyła się o sto osiemdziesiąt stopni inaczej. Już samo to brzmi niezwykle interesująco, choć muszę przyznać, że… nie do końca wiem, jak tę powieść traktować.
„Człowiek z Wysokiego Zamku” to wyjątkowe dzieło Dicka
Nie ulega wątpliwości, że jest to dzieło absolutnie wyjątkowe. Jednocześnie jednak daleko mu do powieści łatwej. Po pierwsze, sama mam dylemat, jak traktować autora: czy był nieco szalonym geniuszem i filozofem, czy może po prostu człowiekiem uzależnionym od narkotyków, obdarzonym świetnym piórem i ogromną wyobraźnią? Jeśli to pierwsze, to forma i treść „Człowieka z Wysokiego Zamku” wręcz zmuszają do analizy i przemyśleń. Jeśli zaś to drugie… możemy potraktować tę powieść po prostu jako literacką rozrywkę o bardzo nietypowej formie.
Jest to jednak książka, która zdobyła Nagrodę Hugo, więc – nie chcąc wyjść na ignoranta – skłaniałabym się ku pierwszej interpretacji. Mam jednak wrażenie, że w tym przypadku nie jestem w stanie poddać tej powieści głębszej analizie, bo zwyczajnie brakuje mi odpowiedniej wiedzy.

Świat przedstawiony ważniejszy od fabuły
W tej książce świat przedstawiony jest znacznie istotniejszy od samej fabuły. Ta natomiast składa się z wątków kilku bohaterów, które wzajemnie się zazębiają i do pewnego stopnia są interesujące. Zdecydowanie nie jest to jednak typowa powieść sensacyjna ani książka nastawiona na akcję. Mamy tu wprawdzie podrabianie antyków, walkę o władzę w nazistowskich Niemczech czy problem ukrywających się Żydów. Nie brakuje również wątku związanego z pisarstwem, który zresztą stanowi główne spoiwo całej historii. Mimo to naprawdę nie są to elementy najistotniejsze, zwłaszcza że sama przyłapałam się na gubieniu w treści. To dość chaotyczna opowieść, w której jedynie świat przedstawiony pozostaje naprawdę spójny.
Muszę też przyznać, że przez ogrom mistyki i filozofii, które wysuwają się tutaj na pierwszy plan, sama lektura sprawiała mi znacznie mniej przyjemności niż „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”. Tam fabuła prowadzona jest stosunkowo klasycznie, podczas gdy tutaj nic nie jest tak oczywiste. Mam jednak wrażenie, że jestem czytelnikiem mocno stąpającym po ziemi, który lubi mieć wszystko w miarę jasno wyłożone. Nie mam absolutnie nic przeciwko analizie rzeczywistości ani rozważaniom filozoficznym, ale wolę, gdy są podane w nieco bardziej konkretnej formie. Dick natomiast bardzo lubi „odpływać” i mieszać tak, że chwilami sama gubię się w tym, co czytam.
„Człowiek z Wysokiego Zamku” ma w sobie coś ponadczasowego
„Człowiek z Wysokiego Zamku” to niewątpliwie powieść ważna, ciekawa i intrygująca. Ma w sobie coś ponadczasowego i niezwykłego, ale jednocześnie nie jest książką dla każdego. Sięgając po nią, warto uzbroić się w sporą dawkę cierpliwości, bo choć nie jest obszerna, jej lektura może zająć więcej czasu – zwłaszcza osobom, które, podobnie jak ja, nie potrafią w pełni odnaleźć się w takiej formie opowieści.
Rozejrzał się dokoła. Nieostrość ustąpiła, jak się wydaje. Po tym można docenić celne słowa świętego Pawła… «Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno». To nie przenośnia, lecz trafne odwołanie do odkształcenia optycznego. My rzeczywiście widzimy astygmatycznie w fundamentalnym sensie: nasza przestrzeń i czas są wytworami naszej własnej psychiki i mogą ulegać chwilowym zniekształceniom, jak przy ostrym zaburzeniu błędnika. Chwiejemy się wówczas ekscentrycznie, tracąc wszelkie poczucie równowagi.
Fragment „Człowieka z Wysokiego Zamku” Philipa K. Dicka.
Dowiedz się więcej o alternatywnej historii!

Tytuł: Człowiek z Wysokiego Zamku
Autor: Philip K. Dick
Tłumaczenie: Lech Jęczmyk
Liczba stron: 336
Gatunek: science-fiction, weird fiction
Wydanie: Rebis, Poznań 2011