„Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” to chyba najpopularniejsza powieść Philipa K. Dicka. Było to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Czy ta klasyczna już książka SF trafiła w mój gust?

Dowiedz się więcej o twórczości Philipa K. Dicka!
Rick to łowca androidów z innych planet
Ziemia to tylko zgliszcza dawnego imperium. Większość zwierząt wyginęła, a większa część ludzkości już dawno wyemigrowała na inne planety. Rick Deckard jest jednak jednym z tych, którzy zostali. Pracuje w policji jako łowca androidów zbiegłych z innych planet. Gdy w jego okolicy pojawia się sześć z nich, musi je wyeliminować.
Kiedy maszyna staje się człowiekiem, a kiedy człowiek — maszyną? I co sprawia, że my, ludzie, jesteśmy ludźmi? Philip K. Dick stał się jedną z pierwszych, jeśli nie pierwszą osobą, która poruszyła tę tematykę i która zdobyła taki rozgłos. „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” to niedługa, lecz bardzo treściwa powieść, obok której nie powinno się przejść obojętnie.
„Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” jest pięknie wydaną książką
Zacznijmy jednak od samego wydania. Książki Dicka wydane przez Rebis wyglądem przypominają „Kroniki Diuny” — jedynie okładka jest srebrna, a nie złota. Jakość papieru oraz układ tekstu są tak samo przyjemne dla oka. To, co jednak wyróżnia to wydanie, to przyjemnie napisana biografia autora, która pozwala nam bliżej zapoznać się z jego osobą, a w przypadku takiej postaci, jaką był Dick — dziwaka, ćpuna, paranoika i pisarza jednocześnie — jest to wręcz konieczne, by zrozumieć, czemu jego dzieła są tak specyficzne.
Wydanie omówione, wróćmy więc do treści!
Ten świat chyli się ku upadkowi
Philip K. Dick przedstawia nam postapokaliptyczny świat, który tak naprawdę chyli się ku upadkowi. Zwierząt praktycznie nie ma, dlatego wyrazem największej ludzkiej empatii jest posiadanie żywego pupila. To istotny motyw na tle całokształtu, który jednocześnie nasuwa mi na myśl współczesne dystopie. Zwykle, gdy obecnie Europejczycy próbują przedstawiać taki świat, ludzkość przesadza z ekologią i próbą troszczenia się o przyrodę. U Dicka ma to pozornie podobny wymiar, ale w praktyce motywacje ludzi w jego świecie mają naprawdę wiele sensu. Skoro zniszczyliśmy naszą planetę i sprawiliśmy, że umiera, to w ramach zadośćuczynienia powinniśmy zająć się tym, co z niej zostało, prawda?
Główny temat tej książki, czyli androidy, to wspaniale wykreowane przez autora jednostki. Przypominają ludzi, ale jednak nie są ludzkie. Brakuje w nich czegoś, co sprawia, że mimo bycia niemal idealnymi, wyróżniają się w tłumie. A co to takiego? Na to pytanie możecie uzyskać odpowiedź tylko, czytając tę powieść.
Nasz bohater, Rick, to właściwie przeciwieństwo androida: jest bardzo, bardzo ludzki. Ma proste ludzkie marzenia i proste ludzkie uprzedzenia. Wykonuje swoją pracę, stara się postępować słusznie, choć nie zawsze mu to wychodzi. Jednocześnie nie jest bohaterem łzawym i niepewnym siebie: robi to, co ma zrobić, choć często jego motywacje nie są takie, jakie powinny być u idealnego obywatela.

Dobry bohater i ciekawy świat to doskonały mix
Łącząc te składniki — dobrego bohatera, ciekawą kreację świata oraz androidów — autor musiałby się chyba nieźle postarać, aby nie stworzyć z tego dobrej historii. Choć dostajemy książkę prostą fabularnie, to dzieje się w niej tyle, że w trakcie czytania trudno się oderwać od kartek. Jednocześnie w trakcie historii cały czas przewijają się filozoficzne rozważania na temat człowieczeństwa, ale są tak naturalnie wplecione w całość, że właściwie ich się nie zauważa.
Jak pisze Dick?
Styl pisania Dicka jest… co najmniej ciekawy. Z jednej strony mamy język bardzo konkretny: gdyby tak nie było, autor nie rozbudowałby tak świata i nie stworzył takiej historii, mając do dyspozycji niecałe trzysta stron. Tu się nic nie ciągnie i nie wlecze; dobry rytm jest jak najbardziej zachowany. Ale jednocześnie to autor, który ma swoje specyficzne pomysły, które doprowadziły na przykład do powstania „chłamu” (w którego istnienie Dick podobno sam wierzył) — czyli śmieci w postaci starych puszek, gazet, kawałków mebli i tym podobnych, które ciągle się rozmnażają, których ilość przybywa sama z siebie.
Człowiek może z tym walczyć, ale nigdy tego nie pokona. Z jednej strony wzmianki o rzeczach tego typu mogą wydawać się abstrakcyjne, z drugiej — doskonale wpasowują się w nieco dziwaczny świat przedstawiony. Dodają mu klimatu i unikalności, sprawiając, że książka Philip K. Dick naprawdę jest jego dziełem — dziełem paranoika i ćpuna, który nie potrafił żyć normalnie.
Już powoli kończąc, chcę wspomnieć o samym tytule powieści. Do polskiego wydania został dodany tytuł „Blade Runner”, choć w oryginale wcale nie występuje. Tytułem jest po prostu pytanie: „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”. I jest to chyba jeden z ciekawszych, na jaki wpadłam kiedykolwiek. Pozornie wydaje się abstrakcyjny, ale jednocześnie doskonale wpasowuje się w całą treść książki.
To pierwowzór kultowego filmu
„Blade Runner” z 1982 roku to kultowy film science fiction i jeden z powodów, dla których zarówno warto obejrzeć jego, jak i przeczytać powieść, na bazie której powstał. A to właśnie „Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” jest jej pierwowzorem. Drugi powód jest chyba o wiele bardziej prozaiczny: to po prostu bardzo dobra książka, którą przyjemnie się czyta i która do życia czytelnika może wnieść kilka ciekawych rozważań. Dlatego po prostu warto zwrócić na nią uwagę.
Chłam to bezużyteczne przedmioty, takie jak reklamy przysyłane dawniej pocztą, albo okładki po zużytych papierowych zapałkach, albo opakowanie po wczoraj przeżutej gumie. Kiedy nikogo nie ma w pobliżu, chłam się rozmnaża. Na przykład jeśli pójdzie pani spać, pozostawiając go w mieszkaniu, to kiedy obudzi się pani następnego ranka, chłamu będzie już dwa razy tyle. Ciągle go przybywa.
Fragment „Blade Runnera. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”

Tytuł: Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?
Autor: Philip K. Dick
Tłumaczenie: Sławomir Kędzierski
Liczba stron: 272
Gatunek: post-apokalipsa
Wydanie: Rebis, Poznań 2012
3 thoughts on “Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?: Ludzkość utopiona w chłamie [recenzja] [archiwum]”