„Bohater wieków” to zakończenie trylogii Brandona Sandersona, którą rozpoczął „Z mgły zrodzony”. Przeczytałam ją całą w 2017 roku i wtedy też powstała poniższa recenzja. Jak podobała mi się wtedy seria fantasy, która przez lata utrzymała się na fali popularności?

Sprawdź recenzje innych tomów z cyklu: „Z mgły zrodzony” | „Studnia wstąpienia” | „Stop prawa” | „Cienie tożsamości” | „Żałobne opaski”
Trwa walka ze zniszczeniem
Vin i Elend oraz ich przyjaciele robią wszystko, by wygrać walkę ze Zniszczeniem. Szukając kryjówek z zapasami przygotowanymi przez Ostatniego Imperatora, próbują odkryć, co ten chciał im przekazać w swoich tekstach. Czy jednak da się walczyć z bogiem? Z istotą, która potrafi zmienić to, co zapisano, i która mąci w ludzkich umysłach lepiej niż ktokolwiek?
Tom pierwszy zapewnił mi cudowną rozrywkę. Drugi? Bardzo młodzieżowy, często głupi i z wieloma problemami sprawiał, że nieco się podłamałam. Trzeci zaś, choć nie mógł zmazać grzechów „Studni wstąpienia”, to wypadł całkiem przyzwoicie, zwłaszcza że jak każdą książkę z tej serii czyta się go wprost błyskawicznie.
Vin dorosła
Początkowo czułam się troszkę zagubiona, głównie przez to, że nie zorientowałam się, że Vin z nastolatki zmieniła się w dwudziestokilkuletnią kobietę. Autor zrobił dość znaczny przeskok czasowy między tomem drugim i trzecim i albo tego nie zaznaczył zbyt wyraźnie, albo ja nie doczytałam. Niemniej wydaje mi się, że bardziej prawdopodobna jest ta druga opcja. Poza tym jednak akcja poprowadzona jest bardzo, ale to bardzo zgrabnie. Sanderson miał wyraźnie pomysł na cały cykl, a to, że tom drugi chyba nieco go przerósł, to już nieco inna para kaloszy.
„Bohater wieków” to fantasy przygodowe
„Bohater wieków” zmienia się trochę w typowe fantasy przygodowe: jeździmy z miejsca na miejsce, tam mamy do wykonania jakieś zadania i próbujemy zrozumieć, o co chodzi z tym całym Zniszczeniem, by je pokonać. Wykonane jest to jednak w całkiem ciekawy sposób. Sanderson naprawdę porządnie wykreował swój świat i przynajmniej ja po prostu nie umiem nudzić się, odkrywając kolejne jego części. Nie powiem jednak, bym była „Bohaterem wieków” nadzwyczaj zachwycona: to po prostu była dobra przygoda, którą miło mi się czytało i o której po prostu będę pamiętać.
Lubię Sazeda, a Vin i Elend dorośli
Dobrze wiem, że wielu interesują bohaterowie, więc pozwolę sobie wtrącić o nich trzy grosze 🙂 Vin i Elend jako główne postacie nie irytowali mnie już tak, jak potrafili robić to w części drugiej: dorośli, zaczęli rozumować logicznie. Cały czas jednak czuję, że to nie są moje ukochane postacie, o których będę myśleć. Dalej bardzo lubię Opiekuna, Sazeda, choć część jego zachowań była po prostu nudnawa.
Kandra, czyli powiedzmy „mgielny szpieg” o imieniu KanPaar, też ma ciekawy wątek, który ma swoje znaczenie dla fabuły. Chyba jedynie Spook wydał mi się… zbyt inny. Zbyt dorosły i zbyt nieprzypominający postaci z poprzednich tomów, jednak jestem w stanie to wybaczyć autorowi, zwłaszcza że przecież od tomu drugiego minęło kilka lat, a teraz jest po prostu ciekawszy.
„Bohater wieków” ma dobre zakończenie
Zdecydowanie muszę pochwalić autora za samo zakończenie. Oczywiście nie będę go tu zdradzać, ale Sanderson swoją trylogię zamknął w bardzo zgrabny sposób, przy tym nieco mnie zaskakując. Nieco, bo oczywiście przy tego typu literaturze, idącej w stronę młodzieżowej, trudno o końcówkę, która mogłaby to zrobić w zupełnie spektakularny sposób. Przy okazji autor zamknął wszystkie wątki i wszystkie trzy części bardzo ładnie trzymają się kupy.
Nawet jeśli tomem drugim poczuliście się nieco zawiedzeni, to jeśli macie możliwość, spokojnie sięgnijcie po zakończenie trylogii. Naprawdę trzyma poziom, jest ciekawa i warta uwagi. A tym, którzy serię mają jeszcze przed sobą, polecam po prostu zabrać się za tom pierwszy, jeśli tylko mają na to ochotę.
Skazałam go na śmierć.
– Jak? Jak mogłaś to zrobić?
– Ponieważ spojrzałam mu w oczy – odpowiedziała Vin – i wiedziałam, że tego właśnie pragnie. Ty mi to dałeś, Sazedzie. Ty nauczyłeś mnie kochać go wystarczająco mocno, by pozwolić mu umrzeć.
Fragment „Bohatera wieków” Brandona Sandersona
Sprawdź inne przygodowe historie fantasy!

Tytuł: Bohater Wieków
Tytuł serii: Ostatnie Imperium
Numer tomu: 3
Autor: Brandon Sanderson
Liczba stron: 799
Gatunek: high fantasy
4 thoughts on “Bohater Wieków: Na szczęście Zniszczenie tej trylogii nie dotknęło [recenzja] [archiwum]”