„Ostatni olimpijczyk” to ten typ książki, o której nie pisze się dobrze. Dlaczego? To ostatni tom z cyklu, który co do zasdy jest dość jednolity i przewidywalny. Jeśli więc recenzent nie chce sie powtarzać to nie jest w stanie często napisać dłuższej opinii. Dlatego ta recenzja z 2017 roku jest tak krótka. Co sądziłam o tej powieści w tamtym czasie?

Sprawdź recenzje poprzednich tomów cyklu „Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy”: „Złodziej Pioruna” | „Morze potworów” | „Klątwa tytana” | „Bitwa w labiryncie”
Zbliża się walka Kronosem
Walka z Kronosem jest nieunikniona i zbliża się z dnia na dzień. Percy rezygnuje z wycieczki z przyjaciółką, czekając na wezwanie z Obozu Herosów. Niestety, ich sprawa wydaje się z góry przegrana: nawet bogowie nie potrafią poradzić sobie z tym, co zaplanował dla nich tytan.
Tu nie ma zaskoczeń
Szczerze mówiąc, nie mam bladego pojęcia, o czym powinnam tu napisać.
Styl Riordana? Jak zawsze. Jest lekko, miło i zabawnie. Fabuła? Bohaterowie? Tu też nie ma jakichś znaczących zmian: to finał serii, trudno więc, by autor wprowadził wiele nowych zwrotów akcji albo bohaterów. Raczej bazujemy na tym, co już poznaliśmy. W końcu wszystkie wątki muszą zostać domknięte, a książki z tej serii do najdłuższych nie należą.
Nie będę oszukiwać: tu nie ma zaskoczeń. Fabuła jest chyba jeszcze bardziej schematyczna niż w częściach poprzednich: mamy po prostu wielką, końcową bitwę. Niemniej w końcu pojawia się coś wielkiego! Zakończenia części poprzednich były dość małe, nieznaczące. Dopiero teraz zabawa w pełni się rozkręca i da się wyczuć, że to, co się dzieje, jest w jakiś sposób istotne.

„Ostatni olimpijczyk” to ważne wątki rodzinne
W dalszym ciągu w tle bardzo istotne są kwestie rodzinne. Riordan pokazuje młodemu czytelnikowi, jak ważni są rodzice, przyjaciele oraz rodzeństwo. Prezentuje nam różne rodziny i różne sposoby rozwiązywania problemów, co wydaje mi się bardzo wartościowe w książce kierowanej do młodszego czytelnika, zwłaszcza że nie robi tego w sposób nachalny.
O ile w poprzednich tomach pojawiało się dużo nowych nawiązań do mitów, to, jak napisałam, w „Ostatnim olimpijczyku” bazujemy raczej na tym, co już było. Niemniej pojawia się kwestia Hestii oraz pomniejszych rzymskich bogów. Dowiadujemy się także nieco więcej o wyroczni. Nie jest tego bardzo dużo, nie rzuca się bardzo w oczy, ale jednak: jest.
Riordan zamyka właściwie wszystkie wątki, zostawiając sobie przy okazji furtkę na kolejną serię. „Ostatni olimpijczyk” nie jest żadnym dziełem sztuki, ale przyzwoicie sprawdza się jako zakończenie młodzieżowej serii i właściwie niczego więcej od niego nie wymagam.
– Udawajmy, że jesteśmy dwojgiem zwykłych ludzi. (…)
– Okej – przytaknąłem. – Zwyczajne popołudnie dwojga zwykłych ludzi.
Kiwnęła głową.
– I wiesz… Teoretycznie, gdyby tych dwoje ludzi lubiło się nawzajem, co trzeba by zrobić, żeby ten głuptas pocałował dziewczynę, hę?
– Och… – poczułem się jak jedna ze świętych krów Apollina: powolny, głupi i jaskrawoczerwony.
Fragment „Ostatniego olimpijczyka” Ricka Riordana
Sprawdź wiecej młodzieżowego fantasy: „Czerwień Rubinu” | „Furie” | „Szeptem”

Tytuł: Ostatni Olimpijczyk
Tytuł serii: Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy
Numer tomu: 5
Autor: Rick Riordan
Liczba stron: 376
Gatunek: fantasy młodzieżowe
1 thought on “Ostatni olimpijczyk: Wielki koniec? [recenzja] [archiwum]”