Gdy „Stranger Things” wyszło, zrobiło wokół siebie naprawdę duży szum i kiedy obejrzałam ten serial w 2017 roku, absolutnie nie byłam tym zdziwiona. Jak wówczas odebrałam pierwszy sezon serialu?

Sprawdź więcej recenzji filmów i seriali fantastycznych!
Co sądzę o sezonie 2 tego serialu?
Gdzie jest Will?
W niewielkiej miejscowości dochodzi do tragedii. W tajemniczych okolicznościach znika mały chłopiec, Will (Noah Schnapp). Zaczynają go szukać zarówno rodzina, przyjaciele, jak i całe miasto. Niestety bez skutku.
„Stranger Things” chodził za mną od dłuższego czasu i szczerze mówiąc, pochłonęłam go w trybie natychmiastowym. Choć to prosta historia, to ogląda się ją po prostu wspaniale.
To połączenie kilku gatunków
Serial mogłabym określić jako połączenie horroru, dramatu i filmu familijnego, co sprawia, że może spodobać się naprawdę dużej grupie osób. W tym przypadku nieważne, czy widz woli perypetie matki, czy elementy fantastyczne – bo i jedno, i drugie znajdzie. Horror? Akcja? Też tu jest. Zdziwiło mnie, jak to wszystko dobrze jest wyważone: naprawdę dawno nie spotkałam serialu, który z jednej strony nadawałby się dla całej rodziny, a z drugiej nie był zbyt infantylny.
„Stranger Things” ujmuje bohaterami. Paczka Willa, składająca się z czterech chłopców z jednej klasy, to naprawdę porządne dzieciaki z indywidualnymi charakterami. Mike (Finn Wolfhard) to ciepły lider, który właściwie ma pewne predyspozycje do stania się Charlesem Xavierem z nowszych części filmowych „X-Menów”. Dustin (Gaten Matarazzo) to mózg, jeśli chodzi o sprawy organizacji i postępowania racjonalnie, zaś Lucas (Caleb McLaughlin) jest tak dobrze zagrany, że za każdym razem, gdy pojawia się na ekranie, kradnie scenę. Gdy do paczki dołącza Eleven (Millie Bobby Brown) jako pewien tajny, tajemniczy członek, okazuje się, że i dziewczynka ma wśród chłopców swoje miejsce.

Im postać jest starsza, tym ważniejsze rzeczy odkrywa
Choć mamy tu sporo dziecięcych bohaterów, to jednak nie one podejmują te kluczowe decyzje. Mam wrażenie, że serial posługuje się pewną… gradacją. Im postać jest starsza, tym ważniejsze rzeczy odkrywa. Nie chcę jednak mówić tu o wszystkich postaciach, by niczego Wam nie sugerować, wspominając tylko o dwóch: mamie Willa, Joyce (Winona Ryder), oraz Jonathanie (Charlie Heaton), jej starszym synu.
Joyce jest samotną matką, której nigdy nie było łatwo: wielu uważa, że aktorka przesadziła, odgrywając tę rolę, jednak ja uważam, że Ryder doskonale oddała zachowanie przerażonej kobiety, której nikt nigdy nie wierzy i każdy ma ją za wariatkę. W takich chwilach takie zachowanie się postaci jest uzasadnione. Jonathan zaś to naprawdę uroczy chłopak. Idealny starszy brat, który może jest zamknięty w sobie, ale serce ma na właściwym miejscu.
Właśnie… to jest chyba jedna z cech charakterystycznych tego serialu, która sprawia, że jest tak przyjemny w odbiorze. Właściwie każda z ważnych postaci jest w gruncie rzeczy dobra. Ci ludzie mają problemy ze sobą, z przeszłością, z rodziną… ale tu prawie nie ma złych ludzi. Tych bohaterów nie da się nie lubić; patrząc na nich, robi się po prostu ciepło w środku.
Prosta, ale satysfakcjonująca historia
Skłamałabym, mówiąc, że to serial o cudownej fabule. Nie. To prosta, jasna historia, która zwłaszcza w drugiej części robi się dość naiwna. Niemniej całość nakręcona jest tak zgrabnie, że tego się po prostu nie zauważa. Historia, tocząca się właściwie dwutorowo, wciąga i zajmuje na tyle, że przynajmniej ja nie miałam najmniejszej ochoty na nią narzekać.
„Stranger Things” zdecydowanie znalazł drogę do mojego serca. To opowieść, którą bardzo przyjemnie wspomina się po seansie – i ze spokojnym sumieniem mogę ją polecić każdemu zainteresowanemu.
„Stranger things”, sezon 1
serial dramat, horror
2 thoughts on “Stranger Things. Sezon 1: Zaginiony chłopiec [recenzja] [archiwum]”