Dziki Zachód? Jestem na tak, niezależnie od okoliczności. Do tego fantastyka? Nieważne, czy to fantasy, czy science fiction – to będzie tylko dodatkowe urozmaicenie. Gdy tylko zorientowałam się, czym jest „Westworld”, wiedziałam, że nie będę na niego narzekać – tak pisałam o tym serialu w 2017 roku, we wstępie do poniższej recenzji. Sprawdź, jak podobał mi się wówczs ten serial!

Sprawdź recenzje innych filmów i seriali SF: „The Expanse” | „Ex Machina” | „Chappie” | „Psycho-Pass” | „Z Archiwum X”
Czym jest serial „Westworld”?
Gdybym miała w skrócie opisać, czym jest ten serial, powiedziałabym, że przypomina połączenie „Parku Jurajskiego” z „Ex Machiną”, tylko z dodatkiem klimatu Dzikiego Zachodu i nagrane w dłuższej formie, dzięki której napięcie może rosnąć bardzo stopniowo, nie powodując nadmiernego rozlewu krwi, jak to w filmach akcji bywa. Mnie osobiście takie połączenie bardzo odpowiada, zwłaszcza że „Westworld” w naprawdę dobry sposób buduje klimat i po prostu nie pozwala się nudzić.
Z ręką na sercu przyznaję: gdyby taki park istniał i gdyby było mnie na niego stać, weszłabym tam pierwsza. Przy okazji myślę, że nie tylko ja, i właśnie między innymi dzięki temu „Westworld” kupił już niejednego widza. Świat, w którym możemy robić wszystko, nieważne, czy to jazda konno po pięknych wzgórzach, ratowanie biednych niewiast, czy gwałcenie i plądrowanie. W którym można się wyżyć do woli, nieważne, w jaki sposób się chce. I to jeszcze w tak cudownym klimacie! Mogłabym obserwować tę historię nawet bez grozy, która czai się w tle.
Zabawa ze sztuczną inteligencją nie kończy się dobrze…
A że coś się czai, to bardziej niż jasne: zabawa ze sztuczną inteligencją nie może się przecież skończyć dobrze. Skłamałabym, mówiąc, że to, co się dzieje, jest zaskakujące samo w sobie. Bo nie jest – wiemy przecież, do czego to wszystko doprowadzi. Schemat z „Parku Jurajskiego” jest tu jak najbardziej powtarzany. Nie znaczy to jednak, że serial nie zaskakuje. Główny wątek jest nam znany, ale szczegóły i detale, które sprawiają, że całość kończy się tak, a nie inaczej, intrygują i wręcz zmuszają, by oglądać dalej. Autorzy serialu bawią się z rzeczywistością, sprawiając, że czasami widz sam nie wie, co tu jest prawdą, a co kłamstwem.
Na moje ucho (choć nienajlepsze) muzyka gra, całość wygląda porządnie, a aktorstwo też chyba zdało egzamin: nic tu nie rzuciło mi się w oczy w negatywny sposób, aczkolwiek nie jestem żadnym krytykiem, by móc to w pełni ocenić. Niemniej to charakterami ten serial stoi: dr Robert Ford (Anthony Hopkins) jako twórca imperium jest niby miłym dziadkiem, który jednak cały czas coś kręci. Bernard (Jeffrey Wright) to praworządny człowiek, który robi wszystko, by być fair w stosunku do świata. Dolores? Przynajmniej początkowo – bardzo sztampowa, ale przeurocza postać. Maeve (Thandie Newton), jako burdelmama z nieciekawą przeszłością, także wypadła intrygująco. Przez te postacie zdecydowanie chce się oglądać całość.

Ten serial jest jak dobry, długi film
Serial w całości wypada po prostu jako bardzo długi, zgrany ze sobą film. Może nie przeraża i nie zmusza do przemyśleń aż tak jak niektóre produkcje tego typu, ale zdecydowanie zapewnia dobrą rozrywkę. Porusza temat modny i na czasie, robiąc to w ciekawy i angażujący sposób. Przy tym nie jest serialem, który przez nadmiar krwi, przekleństw czy chędożenia mógłby kogoś jakoś szczególnie odrzucić. Cóż, ja będę kłamać: w pełni trafił w moje gusta, tak po prostu. 🙂
Ech… zauważyłam, że przedstawiam Wam tu tylko seriale, które bardzo lubię. Ale co ja poradzę, że kończę tylko te, które mnie wciągają? To jednak „za długa” rozrywka, bym traciła czas na coś, co mi się nie podoba. 😀
„Westworld”, sezon 1
serial science-fiction
3 thoughts on “Westworld. Sezon 1: Witaj na Dzikim Zachodzie! [recenzja] [archiwum]”