W 2016 roku trafiła do mnie pierwsza książka, którą dostałam właśnie dzięki działalności recenzenckiej. „Furie” wygralam w konkursie organizowanym przez księgarnię Tania Książka i dziś jestem niemal pewna, że wysłali mi akurat to, czego chcieli pozbyć się z magazunu. Książkę, oczywiście, przeczytałam. Co wówczas o niej sądziłam?

Czemu te dziewczyny nie chcą żyć?
Śnieg pada, ferie w pełni! Gdy najlepsza przyjaciółka Emily planuje wyjazd, ta zastanawia się, jak poderwać jej chłopaka, Zacha, bo głęboko wierzy, że między nimi coś iskrzy. Tymczasem uzdolniony, ale biedny futbolista, Chase, poznaje piękną dziewczynę, która zdaje się doskonale go rozumieć, oraz jej dwie urocze kuzynki. Sielankę burzy jednak tragedia — wspólna znajoma chłopaka i Em próbuje popełnić samobójstwo. Dlaczego dziewczyna to zrobiła i jak do tego mają się trzy tajemnicze nieznajome?
Ta okładka wydaje się tandetna…
Często mam tak, że gdy spoglądam na okładkę, to choć widzę piękne zdjęcie, sama oprawa graficzna okładki wydaje mi się niezwykle tania i tandetna — i tak też jest w tym przypadku. Dlatego widząc pozycje tego pokroju, w sumie już na starcie podchodzę do nich z pewną dozą niepewności. Tak było i w tym przypadku… szczególnie że opis z tyłu okładki sprawił, że właściwie mniej więcej wiedziałam, co dostanę wewnątrz.
Nie pomyliłam się co do oceny „Furii”. To bardzo przeciętna historia, wyraźnie pisana pod nastolatki, w stylu „Mrocznych Cieni” albo „Ever”. Autorka kreuje nam świat pełen pustych nastolatków, dla których liczy się tylko to, kto z kim chodzi, kto ile ma kasy i kto się z kim przespał, a przecież to są szesnastolatkowie, a nie dorosłe osoby! Główna bohaterka, Emily, to postać wykorzystująca właściwie wszystkich: nie obchodzą jej uczucia koleżanki, ona chce chodzić z jej facetem i już. Kumpel z sąsiedztwa? Dobry doradca i szofer, nic więcej, co z tego, że skacze wokół niej. Chase, drugi główny bohater, wydaje się być odrobinę lepszy — ale tylko odrobinę. Dla niego też liczy się tylko liczba zaliczeń oraz ładna i niedroga dziewczyna.
Mitologiczne boginie zemsty
Jak tytuł książki wskazuje, akcja toczy się wokół furii, mitologicznych bogiń zemsty. Nietrudno wywnioskować, kto nimi w powieści jest i dlaczego pojawiają się akurat przy tych bohaterach, niemniej to nie zmienia faktu, że ten motyw większego sensu nie ma. Bo oczywiście furie to nie prawdziwe boginie zemsty, a demony, które po prostu przyczepiły się do losowych nastolatków i płatają im figle…
To płytka i płaska książka fantasy
„Furie” to naprawdę tania książka. Płaska i płytka, bez konkretnej, mocnej fabuły i bez takowych bohaterów… ale muszę przyznać, że… mimo wszystko bywało gorzej. Styl autorki nie jest tragiczny. Całość czytało mi się stosunkowo przyjemnie, choć sama historia i głupota bohaterów czasami mnie przerażały. Niby mamy tu też wątek edukacyjny, jakim jest próba uświadomienia czytelnikowi, że każdy czyn ma swoją cenę, ale… no, może nie będę tego komentować 😀 Nie przepadam za książkami, które siłą próbują zmusić do głębszych przemyśleń, a ta troszeczkę to robi.
Ta pozycja powinna zadowolić fanki lekkich książek z romansem i fantastyką w tle, bazujących jednak na typowo szkolnym schemacie. Nie będzie to na pewno wielka historia, którą pokocha się całym sercem, ale jako mała odskocznia powinna być dobra. Innym stanowczo odradzam.

Tytuł: Furie
Tytuł serii: Furie
Numer tomu: 1
Autor: Elizabeth Miles
Liczba stron: 240
Gatunek: young adult / fantasy
4 thoughts on “Furie: Nic więcej, niż tania młodzieżówka [recenzja] [archiwum]”