„Hyperion” to jedno z tych SF, które poleca się nowym osobom, chcących zapoznać się z tym gatunkiem fantastyki. Czytałam tę książkę w 2017 roku i to wtedy powstała poniższa recenzja. Wówczas niezwykle spodobała mi się ta powieść Dana Simmonsa. Sprawdź, co o niej napisałam!

Recenzje innych książek z cyklu „Hyperion”: „Upadek Hyperiona”
Pielgrzymi próbują zapobiec wojnie
Zbliża się międzygalaktyczna wojna, która prawdopodobnie doprowadzi do upadku ludzkości. Siedmiu pielgrzymów wyrusza więc na planetę Hyperion, aby prosić tajemnicze, żywe bóstwo o pomoc. Wędrując, opowiadają sobie swoje historie, wiedząc, że tylko jedno z nich przeżyje i być może będzie w stanie uratować swój gatunek.
Są autorzy, których uwielbiam i kocham całym serduszkiem i do których podchodzę bardzo emocjonalnie. Są też tacy, którzy budzą zdecydowanie mniej emocji, ale za to sprawiają, że mam do nich po prostu olbrzymi szacunek. Taką osobą jest Dan Simmons. Zarówno jego „Wydrążony człowiek / Muza ognia”, jak i „Hyperion”, o którym będzie mowa dzisiaj, to książki, które sobie cenię, choć emocje, jakie we mnie wzbudziły, są dość mocno przytłumione.
Sama nie wiem, czego spodziewałam się, sięgając po tę książkę. Na pewno poczułam się nieco zaskoczona jej konstrukcją. „Hyperion” to przede wszystkim opowieści, które przedstawiają nam bohaterowie. Wędrują i mówią o sobie, o tym, co przeżyli. Samej wędrówki przez planetę jest w tej powieści zdecydowanie mniej i o tym należy pamiętać, biorąc się za nią.
To różne historie w jednej powieści
Jak w przypadku opowiadań, tak i tutaj historie były dla mnie mniej lub bardziej ciekawe. Każda ma nieco inny temat i nieco inny klimat, co sprawia, że po prostu nie da się sprawić, bym wszystkie oceniła na równi. Opowieści Żołnierza i Konsula to te, które okazały się dla mnie najsłabsze, ale nie dlatego, że same w sobie są złe; po prostu ich tematyka nie była „moja”.
Za to opowieści Poety, Uczonego i Detektywa wspominam bardzo, bardzo dobrze. Pierwsza opowiada o poszukiwaniu swojej muzy, druga – o rodzinie i tragedii, jaka ją spotkała. Trzecia zaś stawia pytanie o to, kiedy człowiek jest człowiekiem. Muszę wspomnieć też o historii Kapłana, która osobiście kojarzyła mi się bardzo z niektórymi opowieściami Le Guin ze zbiorku „Sześć światów Hain”: tak jak i tam, bohater znajduje się wśród obcego ludu i nie do końca go pojmuje.
Wszystkie opowieści krążą wokół Hyperiona oraz przebywającego na nim Dzierzby. Dan Simmons nawiązuje też – zarówno przez tytuł, jak i treść – do wiersza Johna Keatsa i jego życia. To niezwykłe, jak zgrabnie do całej historii została wpleciona ta postać i jak dużą rolę odgrywa w całości. Naprawdę poczułam się tym bardzo pozytywnie zaskoczona, aczkolwiek nie chcę zdradzać większej liczby szczegółów.

„Hyperion” pozwala poznać każdego z bohaterów
Możliwość doskonałego poznania bohaterów, ich życia, celów i motywacji sprawia, że możemy wybrać własnych faworytów. Każda postać ma swój charakter, mimo że jest ich tu niemało (biorąc pod uwagę, że wszystkie są traktowane na równi). Przy okazji „Hyperion” to powieść z drugim dnem: chociaż czyta się ją stosunkowo lekko, to jednak autor cały czas zastanawia się nad filozoficznymi tematami. Robi to na szczęście na tyle delikatnie, że zarówno osoba, która chce pomyśleć, jak i ta, która chce po prostu poczytać, znajdzie w tej historii coś dla siebie.
Choć to science fiction, nie ma się czego bać. Jak zawsze, do świata fantastycznego trzeba przywyknąć, ale nie znajdziecie tu rozbudowanych opisów technologii. Jakby nie patrzeć, książka idzie nieco w stronę fantasy, chociaż daleko jej do baśniowej i niepoważnej historyjki.
To zakończenie zbiło mnie z tropu
Zakończenie „Hyperiona” nieco zbiło mnie z tropu. Miałam wrażenie, że skończyłam czytanie połowy powieści, a nie całości. Ale to oznacza tylko, że po prostu muszę szybko sięgnąć po kontynuację.
Styl powieści dopasowany jest w sporej mierze do opowiadającej osoby, co najbardziej było widoczne przy Poecie, z jasnego chyba względu. Niemniej Simmons pisze klarownie i jasno; nie przesadza z poetyckimi opisami, nie próbuje nadmiernie bawić się stylem i językiem. Przez to nie jest to bardzo ciężka w odbiorze literatura, choć – oczywiście – tak lekka jak popularne teraz powieści młodzieżowe także nie jest.
To bardzo dobry kawałek literatury, który warto poznać. Dan Simmons to człowiek, którego darzę wielkim szacunkiem, i po prostu życzyłabym sobie, by jak najwięcej osób się z nim zapoznało. „Hyperion” to naprawdę świetna powieść, która mimo nietypowej konstrukcji ma szansę spodobać się nie tylko fanom science fiction.
Zatem mój słownik ograniczył się do dziewięciu słów. Dla porządku przytoczę go tu w całości: kurwa, gówno, szczoch, pizda, pierdolić, matkojebca, dupa, kupa i psipsi. Nawet pobieżna analiza pozwala tu stwierdzić pewną nadmiarowość. […] Bogactwo ekspresji literackiej pozwalało mi na trzy sposoby wyrazić ideę wydalania, na dwa – odnieść się do ludzkiej anatomii, również na dwa opisać (lub zaproponować) stosunek płciowy, a także zasugerować taką jego odmianę, która dla mnie samego stała się niedostępna z powodu śmierci mojej matki. Czego chcieć więcej? […] Szybko się przekonałem, że w kontaktach z najbliższymi przyjaciółmi – do których zaliczali się Stary Szlamiarz, nasz brygadzista; Unk, oprych, któremu płaciłem za ochronę; oraz Kiti, zawszona robotnicza kurewka, którą bzykałem, kiedy mogłem sobie na to pozwolić – mój słownik jest w zupełności wystarczający.
– Kurwa-szczoch – pomrukiwałem, gestykulując przy tym. – Pizda dupa psipsi kupa.
– Ach tak… – Stary Szlamiarz szczerzył w uśmiechu jedyny ząb. – Idziesz do FirmoSklepu po ciągutki z alg, hmm?
– Matkojebca – odpowiadałem z uśmiechem.
Fragment „Hyperiona” Dana Simmonsa
Sprawdź inne powieści SF: „Paradyzja” | „Podziemia Veniss” | „Problem trzech ciał” | „Wodny nóż”

Tytuł: Hyperion
Tytuł serii: Hyperion
Numer tomu: 1
Autor: Dan Simmons
Tłumaczenie: Wojciech Szypula
Liczba stron: 624
Gatunek: science-fiction
Wydanie: Wydawnictwo Mag, Warszawa 2015
1 thought on “Hyperion: W podróży do Dzierzby [recenzja] [archiwum]”