„Popiół i kurz” to kolejna już powieść Jarosława Grzędowicza, którą miałam okazję przeczytać. Przyznaję, zrobiła na mnie dośc pozytywne wrażenie. Jak opowiadałam o niej po przeczytaniu w 2018 roku? Sprawdź poniżej i dowiedz się, czy masz ochotę ją przeczytać.

Poznaj więcej recenzji książek urban fantasy: „Szamanka od umarlaków” | „Warkot” | „Wszyscy patrzyli, nikt nie widział” | „Przebudzenie Arkadii”
Wycieczka do krainy Pomiędzy
W krainie Pomiędzy króluje popiół i kurz. Mieszkają w niej upiory i zmarli, zagubieni po śmierci. A on, samozwańczy Charon, pomaga tym, którzy jeszcze zupełnie nie zwariowali, w przeniesieniu się do światła.
Nagrodzona Zajdlem powieść Grzędowicza nie mogła nie pojawić się na mojej półce. Przed zapoznaniem się z nią umyślnie unikałam wszelkiej maści spoilerów, dlatego brałam się za nią właściwie zupełnie „na czysto”. I dobrze, bo dzięki temu ta niedługa powieść była dla mnie naprawdę przyjemną odskocznią od rzeczywistości.
„Popiół i kurz” oscyluje gdzieś pomiędzy dark a urban fantasy. To dość mroczna opowieść, chwilami przypominająca horror, choć mająca też w sobie elementy przygodówki czy kryminału. Większa część opowieści rozgrywa się w świecie Pomiędzy, do którego nasz główny bohater ma dostęp. To rzeczywistość pełna demonów i upiorów, w której wszystko jest dziwne i w przerażający sposób karykaturalne.
„Popiół i kurz” zaczyna się od opowiadania
Wszystko rozpoczyna „prolog”, będący właściwie opowiadaniem Grzędowicza, czyli „Obol dla Lilith”, wyjaśniający, jak mniej więcej działa świat przedstawiony. Już ono samo w sobie zaciekawia i jest dobrą, zamkniętą całością.
Ponieważ nie jest to długa książka, trudno tu mówić o wielowątkowości, jednak na pewno ma kilka ciekawych wyjść fabularnych. Miałam też wrażenie, że autor łączy swoje „uniwersa” – świat Pomiędzy wydaje się wręcz idealnie pasować do „krainy” wykreowanej w „Księdze jesiennych demonów”. Dlatego też, jeśli spodobały się Wam tamte opowiadania Grzędowicza, to i „Popiół i kurz” będzie dobrym wyborem.
„Popiół i kurz” przypomina trochę „Pana Lodowego Ogrodu”
Ale nie tylko! Fani „Pana Lodowego Ogrodu” też nie powinni narzekać, bo pod względem stylu to właśnie do niego bliżej jest tej powieści. Jarosław Grzędowicz posługuje się tu raczej prostym stylem, unikając nadmiaru opisów. Wprawdzie najsłynniejsza seria tego autora ma zdecydowanie lżejszy klimat, ale nie zmienia to faktu, że właśnie sam styl pozostaje bardzo zbliżony.
Szczerze mówiąc, nie przypominam sobie, jak nazywa się nasz główny bohater: wypowiada się z pierwszej osoby i raczej sam siebie nie nazywa, a że jest człowiekiem stosunkowo samotnym, nie buduje tu też jakichś głębokich relacji. Jest jednak dobrym bohaterem, chyba trochę podobnym do Vuko Drakkainen ze wspomnianego już cyklu Grzędowicza: nie jest ideałem, ale to po prostu surowy facet z zasadami.
Wracając do relacji bohatera z innymi – w całości pojawia się jedna, lecz choć jest ważna fabularnie, to w gruncie rzeczy trwa zaledwie chwilę. W końcu to krótka książka przepełniona akcją: wszystko dzieje się tu w ciągu maksymalnie kilku dni.
Niemniej to kreatywna i po prostu porządnie skonstruowana historia. Wprawdzie nie nadzwyczaj zaskakująca, ale na pewno warta zainteresowania. Jarosław Grzędowicz nie brakuje wyobraźni i to zdecydowanie w tej powieści widać.

Jak wygląda wydanie zintegrowane tej książki?
Wydanie, jak na Fabrykę Słów przystało, ma bardzo dużą czcionkę, co mi zawsze u nich trochę przeszkadza. Poza tym nie wiem, kto wpadł na pomysł, by obić wnętrze pomarańczowym kolorem, ale poza tym książka prezentuje się naprawdę nieźle, zwłaszcza w komplecie z innymi książkami Grzędowicza. Jej okładka ma swój klimat (choć trudno mi powiedzieć, w jaki sposób nawiązuje do treści, poza barwą), a ilustracje wewnątrz dobrze dopełniają całość.
Jeśli szukacie dość mrocznej, ale niedługiej i pełnej akcji książki fantasy – „Popiół i kurz” jest dla Was. Nie jest to lektura nadzwyczaj ambitna, która zmieni Wasze życie, ale w dalszym ciągu to książka dobrze napisana, która w końcu została doceniona przez polski fandom. No i… Grzędowicza po prostu dobrze jest znać – dla własnej świadomości oraz rozrywki, jaka płynie z czytania jego książek.
Nie ma bodaj nic gorszego niż dzwonek przeklętego aparatu w środku nocy. Nigdy nie oznacza niczego dobrego. Nie mam pojęcia, dlaczego, ale mieszkańcy tej planety nigdy nie budzą cię telefonem, żeby powiedzieć, że wygrałeś milion dolarów, odziedziczyłeś majątek, przyjmują cię do pracy albo nominują do nagrody. Lekarz nie zadzwoni o trzeciej rano, żeby powiedzieć ci, że jednak jesteś zdrowy. Takie rzeczy mogą poczekać. Natomiast żeby poinformować cię o tym, że ktoś z twoich bliskich nie żyje, zostałeś zrujnowany, deportowali cię do Mongolii, coś spłonęło albo wybuchła zaraza – powiedzą ci natychmiast, będą dobijać się do drzwi, wywloką z wanny, wyciągną z łóżka. Zupełnie jakby nie mogli znieść myśli, że jeszcze przez kilka godzin będziesz żył normalnie i chcą ci zwalić niebo na głowę bez najmniejszej zwłoki. Jedyne, co nie może poczekać do rana, to właśnie te rzeczy, na które nic nie będziesz mógł poradzić.
Fragment „Popiołu i kurzu” Jarosław Grzędowicz

Tytuł: Popiół i kurz. Czyli opowieść ze świata pomiędzy
Autor: Jarosław Grzędowicz
Liczba stron: 480
Gatunek: dark fantasy
Wydanie: Fabrykja Słów
1 thought on “Popiół i kurz: Pomiędzy światami i gatunkami [recenzja] [archiwum]”