Skip to content

Fantastyka Codzienna

Portal o fantastycznych książkach, filmach i kulturze

Menu
  • Kontakt
  • O redakcji
Menu

Królestwo Mostu: Miała rzucić go na kolana. Ale że to romans… [recenzja] [archiwum]

Posted on 3 lutego, 2020

„Królestwo Mostu” przeczytałam w 2020 roku w ramach współpracy z portalem Czytam Pierwszy. Jak podobała mi się wówczas ta powieść? Czy warto zapoznać się z tym romantasy? Jakie są jego wady i zalety? Sprawdź, czy to odpowiednia książka dla Ciebie!

Spis treści:

Toggle
  • Lara ma tylko jeden cel
  • „Królestwo Mostu” ma ciekawą okładkę, ale…
  • Świat przedstawiony w książce „Królestwo Mostu”
  • Brak chemii pomiędzy bohaterami
  • Kolejna zwykła powieść dla młodzieży
Królestwo Mostu recenzja książki powieści romantasy YA

Poznaj recenzje innych romansów fantasy: „Biały kruk” | „Tryjon”


Lara ma tylko jeden cel

Życie Lary ma tylko jeden cel: ma zniszczyć Królestwo Mostu. Gdy przybywa do wyspiarskiego państwa i zajmuje miejsce u boku króla, ma spiskować i knuć, aby rzucić kraj nękający jej lud na kolana. Nie spodziewa się, że do tej pory całe jej życie było kłamstwem, a młody Aren, władca Królestwa Mostu, rozbudzi w niej płomienne uczucia.

„Królestwo Mostu” ma ciekawą okładkę, ale…

Okładka powieści od razu skojarzyła mi się z takim porządnym, rzemieślniczym high fantasy. Może trochę kiczowatym, może trochę przypominającym typowo RPG-owego questa… ale takim ze sporą dawką serducha i rozrywki. Byłam więc całkiem ciekawa tego, co znajdę wewnątrz, szczególnie że Danielle L. Jensen raczej jest znana jako autorka młodzieżowego fantasy, za które (dla spokoju ducha) nawet nie próbowałam się brać.

I – nie ukrywając – wkopałam się w bardzo, bardzo sztampową powieść dla młodzieży, która właściwie nie miała mi nic ciekawego do zaoferowania. Mimo grafiki na okładce, wnętrze okazało się bardzo generyczne i niekoniecznie logiczne, a ja w trakcie lektury myślałam głównie o tym, że przecież już to wszystko czytałam, często nawet w lepszej odsłonie.

Królestwo Mostu recenzja książki powieści romantasy YA

Świat przedstawiony w książce „Królestwo Mostu”

Zacznijmy może od świata przedstawionego. Czy ma on sens? Absolutnie nie. Właściwie „Królestwo Mostu” było jedną z niewielu książek, przy których czułam ogromny brak mapy. Zwykle z nich nie korzystam, ale w tym przypadku czasami naprawdę zachodziłam w głowę, co autorka ma na myśli, gdy opisuje swój świat. Mapka zaś byłaby bardzo pomocna. Co w tym świecie nie gra?

Zacznijmy od morza, które dzieli dwa kontynenty i na którym panuje wieczny sztorm. Przez jego środek biegnie wielki most, dzięki któremu państwa mogą handlować. Owej budowli pilnuje zaś tytułowe Królestwo Mostu. Autorka ani razu nie wyjaśnia, czemu na tym morzu panuje sztorm i czemu mimo tego konstrukcja biegnąca przez całą jego długość jakoś stoi. A te dwie kwestie to tylko początek góry lodowej.

Polityka w tym świecie też szczególnego sensu nie ma. Królewna z kraju, w którym kobieta nie ma nic do powiedzenia, jest trzymana na pustyni i szkolona na szpiega, jednocześnie nie dostając żadnego wyszkolenia związanego z wiedzą o Królestwie Mostu czy arystokratycznym zachowaniu. Po ślubie nie ma mowy o konsumpcji ustalonego lata temu związku, mimo że kilku bohaterów nawet MÓWI o tym, że związek małżeński bez tego jest nieważny. Mam nadzieję, że nie uznacie tego za spoiler: to naprawdę elementy z samego początku powieści. A gdybym zaczęła zagłębiać się dalej… byłoby chyba tylko gorzej.

Brak chemii pomiędzy bohaterami

Całe uniwersum jest wyraźnie budowane po to, by być tłem dla relacji, która powinna właściwie ciągnąć całą tę historię. W końcu to miłość Lary i Arena obiecuje opis z tyłu książki. Problem polega na tym, że… no nie. Osobiście nie widziałam w tej relacji ani cienia chemii, ani cienia stopniowo budowanego zaufania. Główna bohaterka jest po prostu piękna i pyskata, a Aren zauroczony jej urodą, dość naiwny i kochliwy. I tak jakoś się składa, że mimo bycia władcą ma najmniej oleju w głowie ze wszystkich otaczających go postaci. Ten duet teoretycznie spędza ze sobą czas, ale osobiście nie widziałam pomiędzy nimi tej wielkiej miłości, którą autorka próbuje nam wmówić.

Zauważyłam też pewne problemy ze słowem autorki. Przykładowo, postacie obserwują czasem Larę z obojętnym zainteresowaniem, a pochodnie podkreślają jej pośladki i zgrabne ruchy, gdy dziewczyna STOI przodem do źródła światła. Poza takimi wpadkami, książka Jensen jest napisana dość typowym, średnio interesującym, „tłumaczeniowym” stylem. Ot, nic, co szczególnie boli, ale w połączeniu z brakiem logiki w świecie przedstawionym i nijakimi postaciami dość szybko poczułam się znudzona.

Królestwo Mostu recenzja książki powieści romantasy YA

Kolejna zwykła powieść dla młodzieży

Ta książka jest dla mnie kolejną, niezwykle zwykłą powieścią młodzieżową, która nie ma szczególnie wiele sensu, powiela znane mi schematy (królewna-zabójczyni była choćby w „Setnej królowej”, a o reszcie wypowiadać się chyba nie muszę), ale pewnie zadowoli młodzież i osoby lubujące się w literaturze tego typu. W końcu pozytywnych opinii na temat tej powieści nie brakuje. Dla mnie to jednak zdecydowanie za mało i jedynie jest mi trochę przykro, że dałam się nabrać na okładkę, która zapowiadała coś niekoniecznie typowo młodzieżowego.


„Maridrina umrze z głodu, zanim zobaczy korzyści z tego traktatu.”

Jego słowa odbijały się echem w jej głowie i dłoń Lary, jakby samoistnie, uniosła się i oparła ostrze o tętnice pulsującą miarowo w jego szyi. To byłoby proste. Jedno pociągnięcie i wykrwawiłby się w mgnieniu oka. Mógłby nawet nie zdążyć się obudzić, by podnieść alarm. Zniknęłaby, zanim zorientowaliby się, że jest martwy.

I niczego by nie zdziałała poza zniszczeniem szansy Maridriny na lepszą przyszłość.

Fragment powieści „Królestwo Mostu” Danielle L. Jensen


Królestwo Mostu

Tytuł: Królestwo Mostu

Tytuł serii: Królestwo Mostu

Numer tomu: 1

Autor: Danielle L. Jensen

Tłumaczenie: Anna Studniarek

Liczba stron: 400

Gatunek: high fantasy, romans

1 thought on “Królestwo Mostu: Miała rzucić go na kolana. Ale że to romans… [recenzja] [archiwum]”

  1. Pingback: Wygnaniec: Klasyczne high fantasy w arabskich klimatach [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie posty

  • Upiory w Ruinach Teatru Victoria w Gliwicach
  • Najemnik: Kashim w podróży ku zielonym krainom [recenzja] [archiwum]
  • Seryjni Mordercy: FAQ na temat zbrodniarzy [recenzja] [archiwum]
  • Feniks: Antologia o pierwszym kontakcie (i nie tylko) [recenzja] [archiwum]
  • Bogowie muszą być szaleni: Kolorowa oprawa „Dory” i średniej klasy wnętrze [recenzja] [archiwum]

Kategorie

  • Aktualności książkowe
  • Archiwum
  • Fantastyczne filmy i seriale
  • Fantastyczne gry
  • Komiksy fantastyczne
  • Kultura fantastyczna
  • Kultura niefantastyczna
  • Literatura fantastyczna
  • Literatura niefantastyczna
  • Niefantastyczne filmy i seriale
  • Niefantastyczne gry
  • Niefantastyczny teatr
  • Od serca o kulturze
  • Recenzje
  • Recenzje filmów i seriali
  • Recenzje gier
  • Recenzje komiksów
  • Recenzje literatury niefantastycznej
  • Recenzje niefantastycznych filmów i seriali
  • Recenzje niefantastycznych gier
  • Wydarzenia fantastyczne

Alternatywna historia angel fantasy Dystopia fantastyka naukowa fantasy fantasy historyczne high fantasy horror Jakub Ćwiek komedia kryminał kryminał fantastyczny kryminał fantasy kryminał urban fantasy literatura amerykańska literatura brytyjska literatura dziecięca literatura faktu literatura historyczna literatura hiszpańska literatura młodzieżowa literatura niemiecka literatura obyczajowa literatura polska Literatura postapokaliptyczna literatura przygodowa Maja Lidia Kossakowska poradnik przygodowe fantasy retellingi i baśnie romans romans paranormalny romantasy science fantasy sensacja Smoki space opera steampunk superbohaterowie thriller urban fantasy Ursula Le Guin Wampiry weird fiction zbiór opowiadań

©2026 Fantastyka Codzienna | Design: Newspaperly WordPress Theme