„List pożegnalny” przeczytałam w 2020 roku, w ramach zapoznawania się z twórczością Janusza A. Zajdla. Jak podobała mi się ta książka, zawierająca opowiadania mistrza polskiej fantastyki socjologicznej? Sprawdź, czy warto po nią sięgnąć mimo upływu lat!

Sprawdź recenzje innych książek Janusza A. Zajdla: „Limes Inferior” | „Wyjście z cienia” | „Cylinder van Troffa” | „Paradyzja”
Przekrój całej twórczości autora
Janusz A. Zajdel zmarł w 1985 roku, niedługo po odebraniu Nagrody Fandomu Polskiego, która wkrótce przyjęła jego imię. Cztery lata później ukazał się „List pożegnalny” – zbiór opowiadań będący przekrojem całej jego twórczości. Opowiadania z lat 60., 70. i 80. miały wieńczyć dorobek autora.
„List pożegnalny” – co znajdziemy w środku?
Biorę się za ten tekst już chwilę po przeczytaniu tych opowiadań i szczerze przyznam, że… niewiele z nich pamiętam. Teksty z „Listu pożegnalnego” nie kojarzą mi się jako złe czy nie do czytania – przeciwnie wręcz, ale po prostu te krótkie formy jakoś prędko wyleciały z mojej pamięci.
Jeśli pamiętacie moją opinię na temat zbioru „Feniks” tego samego autora, to właściwie mogłabym się znów powtórzyć. Zajdla czyta się dobrze, płynnie. Jego teksty są ciekawe, potrafią albo zaskoczyć, albo być po prostu sympatyczne. Często były pisane do gazet, więc są dość krótkie, czasem dosłownie kilkustronicowe. Trudno więc chwilami w ogóle szerzej opisać którykolwiek z nich.
Właściwie jednym z takich wyróżniających się tekstów jest opowiadanie tytułowe. „List pożegnalny” akurat był dla mnie małym zaskoczeniem, bo choć ma zaledwie kilka stron, to jest wyraźnym… manifestem ekologicznym. Napisany w 1970 roku tekst właściwie i dzisiaj mógłby zostać opublikowany gdziekolwiek i nie wymagałby żadnych zmian. Jako że tamtych czasów nie przeżyłam, było to dla mnie całkiem ciekawe odkrycie. Niby wiadomo, że ludzie gdzieś tam interesowali się tymi tematami, ale sposób myślenia Zajdla był zaskakująco współczesny.

To nie są tylko opowiadania!
Ta książka to jednak nie tylko opowiadania. Na samym początku dostajemy wstęp, w którym Zajdel pisze sam o sobie. Oczywiście nie był on docelowo tworzony pod ten zbiorek, ale po tym fragmencie Janusz Zajdel wydał mi się niezwykle sympatyczną, a przy tym logicznie i czasem chłodno myślącą osobą. Nic dziwnego: był w końcu naukowcem. Ale to zdecydowanie był człowiek ze swoimi zasadami i choćby dla tego wstępu warto po „List pożegnalny” chwycić.
Poza tym w książce można znaleźć konspekty powieści: zarówno tych napisanych, jak i tych, których Zajdel nie skończył lub w ogóle nie zdążył napisać. To ciekawy dodatek, szczególnie dla osób, które interesują się pisaniem. No i na samym końcu dostajemy posłowie nikogo innego jak Macieja Parowskiego – zmarłego w 2019 roku, długoletniego redaktora literatury fantastycznej, powiązanego z „Nową Fantastyką” od samego początku jej istnienia. Niby nic szczególnego, ale biorąc pod uwagę, że i tegoż twórcę już pożegnaliśmy, sam zbiór ma dla mnie wymiar mocno nostalgiczny.
Mimo wszystko, nie zapada w pamięć
Tak samo jak w przypadku „Feniksa”, tak i w tym nie jestem w stanie Was zmuszać czy szczególnie mocno zachęcać do czytania. To miła lektura, ale same teksty mi osobiście nie zapadły mocno w pamięć, a co dopiero mówić o osobach mniej zainteresowanych gatunkiem ode mnie (a mimo wszystko takich będzie większość). Te dodatki też będą raczej cenne dla fanów niż dla przeciętnego czytelnika. Dlatego jeśli ktoś czuje ochotę, to po ten tytuł warto sięgnąć, ale na pewno nie jest to pierwsza rzecz od Zajdla, którą polecałabym przeczytać.

Tytuł: List pożegnalny
Autor: Janusz A. Zajdel
Liczba stron: 200
Gatunek: fantastyka naukowa
Wydanie: ALFA, 1989