„Ex Machina” to film, który po obejrzeniu w 2016 roku zrobił na mnie tak duże wrażenie, że przez kilka kolejnych lat obserowałam uważnie i dalszą drogę reżysera, jak i całej obsady. Ten wpis to archiwizacja recenzji właśnie z tamtego roku, która pojawiła się na moim poprzednim blogu. Pojawił się on w ramach mini-serii, w której recenzowałam trzy filmy SF, w tym także „Transcendencję” oraz „Chappie’go” . Co wówczas pisałam o tym tytule?

Debiut reżyserski Alexa Garlanda
„Ex Machina” to debiut reżyserski Alexa Garlanda. Spodziewać się można było dosłownie wszystkiego… Przy okazji film nie miał wcale dużego budżetu, co sprawiało, że teoretycznie efekty specjalne mogły wypaść gorzej niż w wielkich produkcjach, a przecież to science fiction – bez nich dobrego filmu po prostu nie będzie. Na całe szczęście po seansie okazało się, że nie musiałam obawiać się kompletnie niczego…
Gdy sztuczna inteligencja zyskuje świadomość
Przyszłość. Caleb pracuje w firmie, która jest odpowiednikiem Google. Bierze udział w jakimś konkursie organizowanym przez swojego szefa, Nathana, i niespodziewanie go wygrywa. W ramach nagrody ma spędzić tydzień w rezydencji razem ze swoim pracodawcą – na końcu świata, wśród przepięknych lasów i wodospadów. Okazuje się jednak, że nie mają to być beztroskie wakacje. Nathan prosi Caleba o wykonanie testu Turinga na robocie, nad którym pracuje i który podobno jest sztuczną inteligencją…
Nie brzmi to jakoś nowatorsko, prawda? Słyszeliśmy o takiej fabule nie raz i nie dwa, na pierwszy rzut oka całość wydaje się być… dość zwyczajna. I choć trochę tej zwyczajności w „Ex Machinie” rzeczywiście jest, to muszę przyznać, że film zdecydowanie zwraca na siebie uwagę.

„Ex Machina” to minimalistyczne kino
Chyba z racji niewielkiego budżetu obraz jest bardzo minimalistyczny. Mamy zaledwie trzech aktorów, którzy mają role w jakiś sposób istotne dla fabuły: przepiękną Alicię Vikander grającą Avę, Gleesona grającego Caleba i Oscara Isaaca w roli Nathana. Akcja filmu zaś odbywa się właściwie tylko w rezydencji szefa głównego bohatera oraz w jej okolicy, czyli po prostu w przepięknych górach. Nawet efekty specjalne są tu minimalistyczne: tytułowa Ava to po prostu aktorka z nałożonymi efektami na swoje ciało i… to właściwie wszystko. Alicia Vikander rzeczywiście gra w tym filmie i porusza się, dzięki czemu jej postać jest bardzo… rzeczywista.
Taki minimalizm sprawił, że filmowi bardzo łatwo było zbudować napięcie godne thrillera. Film bazuje na relacjach między tymi trzema postaciami, a przez budynek, który przypomina bardziej bunkier niż dom, widz może czuć się wręcz klaustrofobicznie. Tworzy to niezwykły klimat, dzięki czemu, choć w filmie wcale nie dzieje się tak dużo, cały czas oglądamy go w napięciu.
„Ex Machina” stoi kreacją bohaterów
Właściwie nie ma tu źle zbudowanych bohaterów. Nathan i Ava są skonstruowani tak, że trudno zaufać któremukolwiek z nich. Szef Caleba jest z jednej strony fajnym kumplem, z drugiej – ma głowę na karku, jest stanowczym i silnym charakterem. Ava zaś niby jest milutka, ale przecież mamy świadomość tego, że to sztuczna inteligencja. Nie wiemy, ile w jej zachowaniu jest zachowań ludzkich, a ile z tego zaprogramował Nathan. Caleb zaś miota się od jednej strony w drugą, sam dość długo nie wiedząc, kto z tej dwójki ma rację.
Szczerze mówiąc, po prostu nie widzę w tym filmie kompletnie niczego, do czego mogłabym się przyczepić. Lubię go i to bardzo. Wygląda niezwykle, mimo niskiego budżetu. Jest logiczny i mimo wszystko w miarę ciężki. Reżyser „Transcendencji” próbował ze swojego filmu zrobić coś wielkiego i inteligentnego, co mu nie wyszło, a „Ex Machina”, choć jest zdecydowanie mniejszą produkcją, robi to w sposób doskonały. To nie jest najlżejszy film: ma zmusić do myślenia i skupienia, zapraszając widza do zabawy w zgadywanie: kto tu tak naprawdę jest dobry i po czyjej stronie mam stanąć?
Ten film fantastycznonaukowy warto obejrzeć
Osobiście uwielbiam „Ex Machinę” i będę ją polecać każdemu. Niestety muszę spojrzeć realistycznie – nie każdemu film o tak gęstym klimacie przypadnie do gustu i o tym należy pamiętać, sięgając po niego. Mimo to polecam spróbować go obejrzeć, nawet jeśli nie czujecie się do końca przekonani.
Ex Machina (2015)
thiller, science-fiction
reż. Alex Garland
5 thoughts on “Triduum SI: Ex Machina (2015) [recenzja] [archiwum]”