„Cienioryt” był moim pierwszym spotkaniem z twórczością Krzysztofa Piskorskiego. Przeczytałam ją w 2017 roku i to też z tego okresu pochodzi poniższa recenzja. Teraz, w 2026 roku, gdy przenoszę stare materiały na nową domenę, przeczytałam wszystko, co ten autor wydał i czekam, aż w końcu, po latach przerwy, ukaże się jego kolejna powieść. Co sądziłam o książce fantasy w klimatach płaszcza i szpady?

Sprawdź też: „Czterdzieści i cztery”
Portowe miasto upalnego południa
W portowym mieście południa, Serivie, każdy cień jest oknem do groźnej i niezbadanej Cieńprzestrzeni, w której tunele ryją adepci tajemnych sztuk. Sześciu grandów walczy o wpływy trucizną, zdradą i stalą, małoletni król z trudem trzyma się przy władzy, a inkwizycja rośnie w siłę.
Ale to wszystko sprawy, które trudno obserwować z okna małej izby przy ulicy Alaminho, gdzie mieszka Arahon Caranza Martenez Y’Grenata Y’Barratora, doświadczony nauczyciel szermierki. Arahon pragnie jedynie zapewnić bezpieczeństwo bliskim i odłożyć dość pieniędzy, by opuścić miasto. Przynajmniej do czasu, gdy w jego ręce wpada cienioryt – wypalony na szkle obraz przedstawiający tajemniczą postać…
Czasem wystarczy kilka pierwszych zdań
Są takie książki, które otwiera się, czyta kilka pierwszych zdań i już ma się świadomość, że przepadło się na zawsze. Właśnie czymś takim okazał się dla mnie „Cienioryt”. Choć niepozbawiona wad, ta książka nie bez powodu dostała Zajdla w 2013 roku.
Już od pierwszych stron widać, że mamy do czynienia z człowiekiem, który nie przebiera w słowach. Styl Piskorskiego jest mocny, ostry i ironiczny, ale zarazem ma w sobie nutkę elegancji, doskonale wpasowującą się w konwencję literacką, którą obrał. W końcu świat wymyślony przez autora to dzikie południe, zamieszkane przez ludzi dumnych i charakternych. Tu inaczej po prostu nie może być.
„Cienioryt” to moje pierwsze spotkanie z płaszczem i szpadą
Nie miałam wcześniej do czynienia z powieścią płaszcza i szpady, dlatego „Cienioryt” kojarzy mi się po prostu z… „Zorro”. Mamy wielkie walki, gdzieś tam czai się piękna kobieta i zło, które trzeba pokonać, rozwiązując zagadkę. To przede wszystkim powieść akcji, która ma zapewnić dobrą rozrywkę osobom, którym odpowiada taki klimat.
Skłamałabym jednak, mówiąc, że świat przedstawiony w „Cieniorycie” nie jest ciekawy i rozbudowany. Bo jest! Autor bardzo często nawiązuje do jakichś historii, które niegdyś miały miejsce i, co warte zauważenia, wplata je tak, że zawsze pomagają nam zrozumieć sytuację, w której znaleźli się bohaterowie; nie są to bezsensowne fakty, a coś, co jest niezbędne do poznania całej historii.
Przy tym muszę przyznać, że pomysł z zabawą cieniami to coś wybornego: z jednej strony pozwala nam wrócić do czasów dzieciństwa, bo w końcu kto nie zastanawiał się nad tym, czym jest cień? A z drugiej wprowadza mrok i tajemnicę. Piskorski nie wyjaśnia nam od razu, o co chodzi z jego światem, a dość długo trzyma nas w niepewności, powoli i stopniowo wyjaśniając działanie swojego uniwersum.

Mimo wszystko, widzę pewne niedopatrzenia
Powieść jednak, choć bardzo dobra, nie była doskonała: podzielona jest na dwie części, z których druga po prostu mniej przypadła mi do gustu. Nie chcąc tu spoilerować, powiem po prostu, że chwilami wyjaśnia nam ciut za dużo i po prostu ta tajemnica gdzieś się gubi, na czym powieść sporo traci. Dzięki temu jednak autor jest w stanie doprowadzić całość do zgrabnego zakończenia, dlatego jak najbardziej rozumiem ten zabieg.
Jeśli już o wadach mowa, muszę wspomnieć o jednej dość niechlubnej rzeczy: książce przydałaby się jeszcze jedna korekta. Co jakiś czas wpadałam na powtórzenia, kilka razy wypatrzyłam też innego rodzaju błędy i choć nie ma ich za dużo, potrafiły mnie skutecznie wybić z rytmu czytania.
A co z bohaterami? W końcu to nieodzowny element powieści, dla niektórych nawet najważniejszy. Cóż, jest po prostu dobrze. Arahon to bardzo fajnie skonstruowany mężczyzna, którego nie sposób z nikim pomylić, a postaciom wokół niego też nie mogę nic konkretnego zarzucić. Niemniej to jedna z tych historii, w której dla mnie liczy się bardziej sama akcja i świat przedstawiony, a nie bohaterowie.
To krwawa powieść osadzona na dzikim południu
Mimo wszystkich zalet „Cienioryt” to historia stosunkowo krwawa, dlatego nie będzie dobrym wyborem dla osób, które nie lubią nadmiernej ilości walk i akcji tego pokroju. Osobiście jednak bardzo ją polecam: jeśli tylko szukacie dobrej zabawy, utrzymanej w klimacie dzikiego, ale na swój sposób romantycznego południa, na pewno nie będziecie żałować zapoznania się z „Cieniorytem”.
Y’Barratora jęknął. Przetoczył się na krawędź łóżka i zsunął nogi na podłogę, stękając z bólu. Wydawało się, że nie ma na ciele miejsca, które nie byłoby obdarte lub potłuczone.
Krew. Przeszywany kaftan cały nią przesiąkł. Szermierz przesunął dłonią po materiale, czując chropowatą fakturę skrzepów. Szukał rany, ale po chwili przypomniał sobie, że krew nie była jego.
W jego wciąż zamglonym umyśle powrócił obraz wykrzywionej z bólu twarzy, ale zepchnął ten obraz w ciemność. Siedział długo na krawędzi łóżka, z nozdrzami pełnymi woni posoki, skupiając całą uwagę na tym, aby nic sobie nie przypominać, o niczym nie myśleć, by w głowie panował tylko spokojny szum. I aby się nie wyrzygać.
Wpatrywał się w cień na podłodze i wydawało mu się, że ten kpiąco pokiwał głową.
Fragment „Cieniorytu” Krzysztofa Piskorskiego
Szukasz powieści historycznej z przygodą? Sprawdź tę! A jeśli masz ochotę na weird west, poznaj moją opinię o książce Mai Lidii Kossakowskiej.

Tytuł: Cienioryt
Autor: Krzystof Piskorski
Liczba stron: 500
Gatunek: high fantasy; powieść płaszcza i szpady
3 thoughts on “Cienioryt: Płaszcz, szpada i cień [recenzja] [archiwum]”